Nie masz konta? Zarejestruj się

Porady

Nie kupujmy pod wpływem emocji

05.06.2019 15:07 | 0 komentarzy | 721 odsłon | red

Kupując żywność, kierujmy się swoimi rzeczywistymi potrzebami, a nie dajmy się ogłupiać sztuczkom marketingowym sieci handlowych - mówi Jan Szczęśniewski, prezes zarządu Śląskiego Banku Żywności - w rozmowie z Agnieszką Filipowicz.

0
Nie kupujmy pod wpływem emocji
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Agnieszka Filipowicz: Na jaką skalę w Polsce marnowana jest żywność?
Jan Szczęśniewski: W Polsce wyrzucamy rocznie około 9 milionów ton jedzenia. Prawie połowa marnuje się na etapie produkcji i sprzedaży w sklepach. Za 52 procenty wyrzucanej żywności odpowiadają gospodarstwa domowe. Statystycznie, każdy Polak wyrzuca rocznie żywność wartą przynajmniej 1 000 złotych. To spora kwota. Warto o tym mówić głośno i pamiętać podczas robienia zakupów.

To marnotrawstwo bije nas po kieszeni. Dlaczego wyrzucamy aż tyle jedzenia?
- Najczęściej przegapiamy termin przydatności do spożycia. Bywa, że dajemy się skusić reklamom. Na przykład, kupujemy dwa produkty zamiast jednego, bo otrzymujemy duży upust, sięgający nawet 50 procent. Robimy zbyt duże zakupy. Dajemy się ogłupić sztuczkom marketingowym sieci handlowych i kupujemy więcej, niż jesteśmy w stanie zjeść. Nie wiemy też, jak żywność właściwie przechowywać i co z niej przygotować.

Co zrobić, by nie marnować tylu produktów?
- Zacznijmy od mniejszych zakupów. Nie ma potrzeby, by robić duże zapasy żywności. Lepiej częściej udać się na zakupy i mieć świeże jedzenie. Nie nauczyliśmy się jeszcze planować i kupować z rozsądkiem, a nie pod wpływem emocji. Zakupy mogą być przyjemnością, ale należy je przemyśleć. Sam lubię kupować różne, kulinarne nowości, ciekawostki, ale zawsze robię to po jednej sztuce, testuję, nie kupuję na zapas.

Wydaje mi się, że niehandlowe niedziele nasiliły zjawisko robienia zapasów żywności na weekend. Bo może w niedzielę wpadną jacyś niespodziewani goście i, na przykład, zabraknie pieczywa, więc na wszelki wypadek kupujemy dwa bochenki. W poniedziałek jeden ląduje w koszu...
- To prawda. Kluczowe jest również właściwie przechowywanie żywności. Przecież możemy mieć w zamrażarce chleb i odmrozić go, gdy przyjdą niezapowiedziani goście, a nie kupować na zapas, „na wszelki wypadek". Sprawdzajmy regularnie, co trzymamy w lodówce i patrzmy na terminy przydatności do spożycia. Warto nauczyć się też wykorzystywania resztek jedzenia. W internecie można znaleźć wiele rad i przepisów, co zrobić np. z końcówek z szynki czy sera. Do dobrych zwyczajów, które już z powodzeniem działają w wielu restauracjach, należy pakowanie do domu resztek jedzenia tzw. doggie bag. Nie wstydźmy się, by zapakowano nam niedojedzoną porcję do tej „psiej torby". Gdy zaczniemy zmieniać swoje nawyki, zobaczymy, ile uda nam się zaoszczędzić zarówno jedzenia, jak i pieniędzy.

Według raportu „Nie marnuj jedzenia 2018" wciąż najczęstszym powodem jego wyrzucania pozostaje:
przegapianie terminu przydatności (29%),
za duże zakupy (20%)
zbyt duże porcje (15%)

Według badań Polacy najłatwiej wyrzucają:
pieczywo (49%),
owoce (46%),
wędliny (45%).

Jak wykorzystać resztki jedzenia:
gotowane ziemniaki - na kopytka lub kluski śląskie,
warzywa z rosołu - do sałatki warzywnej, kotletów z gotowanych warzyw, farszu do krokietów,
białka - na bezy lub biszkopt,
chleb - na grzanki do zupy, tosty francuskie - maczane w mleku i jajku,
bułka - po wysuszeniu można ją zetrzeć na bułkę tartą,
gotowane czy pieczone mięso, gotowana ryba - do pasty do smarowania chleba, do farszu do krokietów czy pasztecików,
resztki warzyw - na fritattę.


Jan Szczęśniewski
Przełom nr 21 (1396) 29.5.2019