Nie masz konta? Zarejestruj się

Porady

Wszystko jest dla ludzi

30.10.2018 14:58 | 1 komentarz | 5 684 odsłon | red

Czy nadmierna ilość kilogramów nam faktycznie szkodzi a w walce z nimi musimy się poddawać makabrycznym ograniczeniom? Nie mogę spojrzeć na ciastko? Rozmawiamy z dietetyk Katarzyną Patyk.

1
Wszystko jest dla ludzi
Katarzyna Patyk
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Tadeusz Jachnicki: Nie chce mi się walczyć z nadwagą. To coś złego?

Katarzyna Patyk: Każdy nadprogramowy kilogram to wielkie obciążenie dla naszego organizmu.
Jako pierwszy, i w największym stopniu, cierpi układ krążenie. Dlaczego? Na każdy kilogram tkanki tłuszczowej musi powstać określona liczba naczyń krwionośnych, a pompkę mamy jedną. To nasze serducho w efekcie musi robić coraz większą robotę. Są tego konsekwencje - nadciśnienie tętnicze, blaszki miażdżycowe przy dużej ilości złogów tłuszczowych, a w konsekwencji zawał serca, udar. Gdy kilogramów jest więcej, nadwaga, a potem już otyłość, dają coraz bardziej o sobie znać. Zaczynają się problemy z poziomem cukru we krwi, bo wariuje trzustka. Na początku możemy nabawić się insulinoodporności, a to krótka droga do cukrzycy typu drugiego.
Cierpi nasz układ kostny bo musi to wszystko dźwigać, zaczynają się problemy ze stawami, itd. W konsekwencji - ruchu mamy coraz mniej, ale apetyt jest coraz większy. I my również.
W porządku, trzeba schudnąć. Łatwo jest przejść na dietę?
- Wszystko tkwi w głowie. Jeśli robię to dla siebie, dla swoje rodziny, bo przecież moja choroba ją obciąży, to łatwo. Dieta to nie przerzucenie się na suchary; to po prostu zdrowe, regularne jedzenie - w mniejszych ilościach, o odpowiednich porach.

Jem mało jak ptaszek i co z tego, skoro kilogramów nie ubywa, a wręcz przeciwnie...
- To kwestia chociażby regularności. Bywa, że nie jemy wiele przez cały dzień, ale później przychodzi chwila, gdy zjemy jeden posiłek, ale ogromny. Inni nie kontrolują tego, co piją w ciągu dnia, a okazuje się, że jest to mnóstwo coca-coli, pepsi, słodkich napojów. Przy okazji obciążamy wątrobę różnymi fosforanami, barwnikami i innymi substancjami. Do tego w przerwie dochodzi jakieś małe ciasteczko, czasami hamburger albo frytki, czy kawałek kiełbaski. Wszystko jemy w ogromnym tempie, bo nie mamy czasu. Tymczasem naprawdę posiłek powinniśmy zjeść w spokoju, nawet jak mamy zawirowany dzień. Wówczas nasza głowa nas kontroluje. Dochodzą do niej sygnały, odpowiedzi na pytanie - czy jestem syty? Przy tej naszej nieregularności organizm przechodzi na chomikowanie składników odżywczych w tkance tłuszczowej, bo nie wie, kiedy dostanie kolejną porcję.

Nie pójdę do dietetyka, bo nafaszeruje mnie warzywami, zakaże wszystkiego i nawet raz w tygodniu nie będę mógł zjeść kawałka placka...
- Wszystko jest dla ludzi. Moi pacjenci od początku wiedzą, że raz w tygodniu mogą sobie pozwolić na coś słodkiego, na jakąś przyjemność. Najczęściej jest to coś domowej roboty. Inna sprawa, że dzisiaj jest wiele tzw. zdrowych słodyczy, opartych np. na bananach czy daktylach. W jadłospisach dla pacjentów głównie opieram się właśnie na takich deserach. Zakazany owoc najlepiej smakuje, więc nie zakazuję wszystkiego. Dieta nie staje się reżimem. Krok po kroku zmierzamy w jakimś kierunku. Nie rzucam pacjenta na głęboką wodę, nie skuwam kajdanami z marchewką czy sałatą.
Inna sprawa, że staram się układać jadłospis zawsze pod preferencje konkretnej osoby. Jeśli wiem, że czegoś nie lubi, to zastępuję to innym produktem. Nie ma jednak wymówek, że nie lubię, chociaż jeszcze nie jadłem. Owszem, kładę duży nacisk na warzywa w diecie, ale staram się, by to były te, które pacjent lubi.

Przełom nr 42 (1367) 24.10.2018