Nie masz konta? Zarejestruj się

Praca, biznes, edukacja

Nie będą płacić Głowaczowi

07.03.2007 13:10 | 1 komentarz | 4 655 odsłony | red
O kłopotach spółki Transgór, obsługującej większość linii Związku Komunalnego Komunikacja Międzygminna, mówi prezes zarządu przedsiębiorstwa, Zbigniew Gruszka
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

O kłopotach spółki Transgór, obsługującej większość linii Związku Komunalnego Komunikacja Międzygminna, mówi prezes zarządu przedsiębiorstwa, Zbigniew Gruszka

Nowy właściciel dworca po byłym PKS-ie, przedsiębiorca Tadeusz Głowacz, wypowiedział wam z dniem 1 marca umowę na korzystanie z przystanku przy ul. Trzebińskiej w Chrzanowie. Czy autobusy Transgóru nie mogą się tam faktycznie zatrzymywać?
- Nasza firma ma zezwolenie na świadczenie usług komunikacji miejskiej. I dopóki to zezwolenie nie zostanie cofnięte, będziemy jeździć i zatrzymywać się przy przystanku na byłym PKS-ie.

Transgór nie przystał na warunki właściciela terenu po dworcu PKS, który podniósł wam opłaty za każde zatrzymanie na przystanku z 40 groszy do 2,5 złotego. Dlaczego?
- Opłata 2,5 zł za każde zatrzymanie przy około trzech i pół tysiącu zatrzymań miesięcznie, daje ogromną sumę prawie dziewięciu tysięcy złotych. Nas po prostu nie stać na płacenie takich kwot. Jesteśmy związani z ZKKM czteroletnią umową. W tym czasie mamy odnowić tabor, obiecaliśmy też kierowcom podwyżki.

Za korzystanie z innych przystanków nie ponosicie żadnych kosztów?
- Generalnie nie. Właściciele lub zarządcy niektórych przystanków oczekują od nas jedynie partycypacji w kosztach utrzymania ich czystości. Na przykład, za każdy wjazd na przystanek ZKKM-u w Chrzanowie płacimy 10 groszy, co daje miesięcznie 5,8 tys. zł. Ale tam mamy prawo korzystać z dworca przy ul. Zielonej, gdzie autobusy parkują, kierowcy mogą korzystać z toalet. Miastu Kraków płacimy miesięczny ryczałt w wysokości 225 zł za możliwość korzystania z ich dwudziestu przystanków przez autobusy linii K, czyli około 4 groszy za każde zatrzymanie. Z kolei wjazd na dworzec autobusowy w Krzeszowicach kosztuje nas 54 zł miesięcznie, czy też około 10 groszy za każde zatrzymanie. Tych kosztów nie kwestionujemy. Nie możemy się natomiast zgodzić na kwotę 2,5 zł za każde zatrzymanie przy ul. Trzebińskiej w Chrzanowie, czego zażądał od nas Tadeusz Głowacz.

Tadeusz Głowacz mówi, że nie zejdzie z ceny. Transgór podtrzymuje, że na ponoszenie tak dużych opłat go nie stać. Konsensus jest możliwy?
- Mam nadzieję, że tak. Wystosowaliśmy do burmistrza Chrzanowa pismo, żeby wystąpił do zarządcy ul. Trzebińskiej – Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – z prośbą o sprawdzenie, czy przypadkiem teren, na którym stoi przystanek, nie jest własnością skarbu państwa, bo z naszych informacji wynika, że tak. Jeśli nasze przypuszczenia się potwierdzą, wówczas pan Głowacz nie będzie mógł żądać od nas żadnych pieniędzy.

A jeśli to nie jest teren skarbu państwa?
- Wówczas będziemy musieli odpowiedzieć na pytanie, kto wyłoży pieniądze na opłaty za korzystanie z przystaniu przy ul. Trzebińskiej. Transgóru zwyczajnie na to nie stać.
Rozmawiała Anna Jarguz

PRZEŁOM nr 10 (775) 7 III 2007

Czytaj również