Nie masz konta? Zarejestruj się

Blogi

Zawsze i wszędzie policja kochana będzie...

28.02.2018 12:05 | 0 komentarzy | 1 286 odsłona | Marek Oratowski

Graficiarze nie dają o sobie zapomnieć. Efekty ich pracy ogląda wiele osób. Budzą skrajne emocje. Jedni uważają je za sztukę, inni normalny wandalizm.

0
Zawsze i wszędzie policja kochana będzie...
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Graficiarze dysponują coraz lepszym sprzętem, ale podstawowe dylematy dotyczące ich działalności pozostały. Pierwszy dotyczy tego, gdzie eksponują swoją bardziej lub mniej radosną twórczość. W wielu przypadkach jest to zwykłe niszczenie elewacji. Zarządcy budynków próbują się jakoś bronić przed przejawami wandalizmu. Ponieważ złapanie "artysty" graniczy niemal z cudem, niektórzy zainwestowali w specjalne powłoki antygraffiti. Jednak taki interes jest dość drogi, więc nie jest stosowany masowo. Po części dlatego, że są różne opinie co do skuteczności takich zabezpieczeń. No więc administratorzy i lokatorzy liczą najczęściej, że graficiarze ominą ich blok lub kamienicę. Są jednak i pewne pozytywne przykłady murali powstających za zgodą właścicieli obiektów. Choćby stojące przy torach garaże przy ulicy Zielonej w Chrzanowie, gdzie młodzież w kontrolowany sposób mogła namalować to, co chciała. To samo na CH Max, gdzie też oko przykuwa sympatyczny mural. Niektórzy sklepikarze zamawiają konkretne grafiti. Widocznie wychodzą z założenia, że skoro i tak ich lokal zostałby upstrzony, to przynajmniej niech to odbędzie się przy jakiejś ich kontroli.
Drugim zagadnieniem są hasła wypisywane na murach. Czasem są to zagadnienia egzystencjalne lub ciekawe gry słów. "Mamy prawo do szczęścia, ale nie mamy szczęścia do prawa" - takie hasło umieścił ktoś kiedyś na kamienicy przy ulicy Słowackiego w Chrzanowie. Albo "Życie to śmiertelna choroba przenoszona droga płciową" - zauważył inny (a może ten sam?) graficiarz czerwoną farbą w innym miejscu w centrum Chrzanowa. I to jeszcze zanim reżyser Krzysztof Zanussi podobnie zatytułował jeden ze swoich filmów. "Mam samopoczucie artysty" - ostatnio wyznał ktoś publicznie sprejem na ścianie wiaduktu na ul. Sikorskiego w Chrzanowie. Jednak królują mniej finezyjne, a wprost wulgarne napisy. Wiele z nich dotyczy kubów piłkarskich.
Niezależnie od treści, gdy uda się złapać sprawcę niszczenia elewacji, w zależności od wartości szkody może odpowiadać za wykroczenie lub przestepstwo. I niezależnie od tego, czy przykładowo napisze coś wulgarnego na stróżów prawa, czy wręcz ich pochwali hasłem "Zawsze i wszędzie policja kochana będzie". Walka z graffiti przypomina bój z wiatrakami. Bo gdy hasło zostanie zamalowane, często pojawia się nowe. A gdy jedni wyrosną z tego hobby, na ich miejsce wstępują nowi. Zresztą już przywykliśmy do takich widoków. Na tyle, że nam trochę spowszedniały. Jedynie gdy do naszych miast przyjedzie jakaś zagraniczna delegacja, oprowadzającym ich gospodarzom trochę głupio, że przecznicę od odnowionego Rynku w oczy kłuje gości radosna twórczość. I wtedy wypadałoby chyba jedynie na zdziwione spojrzenia cudzoziemców odpowiedzieć klasycznym zwrotem: sorry, taki mamy klimat...