Nie masz konta? Zarejestruj się

Historia

Niektórzy szli w pochodzie, aby mieć lepiej, albo aby nie mieć gorzej

16.05.2018 13:06 | 1 komentarz | 2 185 odsłony | red

Gdy po 1989 roku próbowano organizować obchody pierwszomajowe w Chrzanowie, uczestniczyło w nich może kilkadziesiąt osób. Ostatnio jeszcze mniej. Skąd wcześniej brały się tysiące ludzi idących 1 maja w pochodzie?

1
Niektórzy szli w pochodzie, aby mieć lepiej, albo aby nie mieć gorzej
W pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej pochody pierwszomajowe organizowano także we wsiach. Widoczni na fotografii mieszkańcy Płazy defilowali przed portretem prezydenta Bieruta i jakimiś lokalnymi osobistościami. Fotografia z Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chrzanowie, udostępniona przez Stanisława Garlickiego
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Na czele pochodu i na trybunach byli oczywiście ci, dla których Polska Rzeczpospolita Ludowa była wygodnym miejscem na Ziemi. Część z nich sama wypracowała sobie dobrą pozycję zawodową i nie chciała jej stracić, a spora grupa musiała być wdzięczna za otrzymane posady. Warto pamiętać, że nomenklatura, czyli system obsadzania kierowniczych stanowisk na podstawie rekomendacji partii, obejmowała w czasach PRL nawet tak mało atrakcyjne stanowiska jak kierownik cegielni czy betoniarni. W zależności od wagi stanowiska o jego obsadzie decydowali ludzie z miejskiego, powiatowego, albo wojewódzkiego komitetu partii. W powiecie chrzanowskim dotyczyło to kilkuset stanowisk. I sekretarz Komitetu Powiatowego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej decydował na przykład, kto będzie Komendantem Powiatowym Milicji Obywatelskiej, dyrektorem rafinerii w Trzebini, kierownikiem tartaku w Krzeszowicach czy naczelnikiem stacji PKP w Trzebini. Z tego samego gabinetu wychodziła decyzja o obsadzie stanowiska kierownika kamieniołomu w Rudnie, owocarni w Tenczynku albo prezesa Sądu Powiatowego w Chrzanowie. Na ważniejsze stanowiska w naszym powiecie kierował I sekretarz komitetu wojewódzkiego partii z Krakowa a potem z Katowic. Setki ludzi, o których losie bezpośrednio decydowała partia, musiało uczestniczyć w pochodzie, aby uniknąć problemów z utrzymaniem posady.

Oczywiście zawsze odpowiednią frekwencję robiły szkoły. Na trasie pochodu z placu 1000-Lecia w Chrzanowie pod siedzibę Komitetu Powiatowego PZPR przy al. Lenina (Henryka) czy w Trzebini, na placu przy ul. Ochronkowej, można było każdego roku zobaczyć spory procent uczniów, których w naszym powiecie w latach 70. było ponad dwadzieścia tysięcy. Zobowiązani do uczestnictwa czuli się pewnie pracownicy administracji, czyli około pięciuset osób, no i oczywiście prawdziwi robotnicy, których w gospodarce uspołecznionej na ziemi chrzanowskiej było wtedy ponad 50 tysięcy. Jeśli tylko dziesiąta część z nich wybrała się na pochód w Chrzanowie czy Trzebini, to był spory tłum...

Trudniej było w pochodach wypatrzyć przedwojennych działaczy komunistycznych. Wielu z nich szybko zauważyło, że realny socjalizm nie ma wiele wspólnego ze sprawiedliwością społeczną, o którą kiedyś walczyli. W niepublikowanych wspomnieniach jakbyśmy dzisiaj powiedzieli - przedwojennego komunisty, Mieczysława Nowakowskiego z Myślachowic (rocznik 1907) znajdziemy m.in. opis znaczenia świętowania 1 Maja w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Pisał: ,,Dzień 1 Maja był dla nas nie tylko świętem, ale i przeglądem sił. Miernikiem tego było porównanie udziału ludności w obchodach 1 Maja i 3 Maja. Na pierwszym miejscu było święto 1 Maja, było to nasze święto, a 3 Maja naszych przeciwników." Po II wojnie światowej Mieczysław Nowakowski był rozżalony i przekonany, że zaprzepaszczono to, o co walczyli przedwojenni komuniści.

Po pochodach w czasach PRL organizowano często festyny, które dla wielu były atrakcją. Na nich mogli bawić się nawet ci, których na pochód nie zawiodły przekonania polityczne, ani obawa przed skarceniem przez przełożonego, tylko zwykła ciekawość.
(LS)
Przełom nr 18 (1343) 9.5.2018