Nie masz konta? Zarejestruj się

Blogi

Cieszmy się z małych rzeczy

14.03.2018 21:16 | 0 komentarzy | 1 402 odsłona | Marek Oratowski

Ci, którzy doświadczyli biedy i trudów lub byli blisko takich ludzi doceniają to, co mają. Pozostali błądzą w labiryncie złudnego szczęścia.

0
Cieszmy się z małych rzeczy
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Narzekanie to polska specjalność. Niestety, można się taką postawą zarazić. Bo kiedy wokół wszyscy narzekają na polityków, zarobki, kolejki do lekarzy i tysiąc innych spraw, trudno się z takiego chóru malkontentów wyzwolić. Ostatni przykład tego był w minioną niedzielę. Wielu grzmiało i podbijało bębenek pytając, jak żyć bez otwartych galerii i supermarketów już na długo przed pierwszym pod rządami nowego prawa dniem bez handlu. Szukałem w poniedziałek doniesień, czy może aby ten lub ów podupadł na zdrowiu bez dostępu do żywności i innych towarów pierwszej lub drugiej potrzeby. Nie znalazłem. Znaczy świat, który miał się skończyć niemal równo z zamknięciem drzwi "świątyń handlu", jakoś przeszedł nad tym do porządku dziennego. Zawodowi narzekacze od razu znaleźli sobie inny powód do malowania wszystkiego na czarno. Choć pewnie sklepowy szlaban jeszcze wezmą na celownik ze dwa lub trzy razy. Teraz znów słyszę narzekania na powrót zimy. Pogoda to idealny temat dla dyżurnych pesymistów. W naszym klimacie nie ma nigdy idealnej aury. Bo jak nie mróz, to plucha, upał albo ulewa. A jak już zaczyna się lato, dzień staje się krótszy. A już od lipca poranki są zimne. Itede, itepe. Dlatego lubię posłuchać tych, którzy gdzieś w dalekich zakątkach świata zetknęli się z ludźmi mającymi bardzo mało, a mimo to zachowującymi pokój ducha i optymizm. Niedawno opowiadali mi dwaj rowerzyści z Chrzanowa, którzy przez trzy tygodnie pedałowali w śniegu i na mrozie przez Mongolię i Syberię, jak otwarci byli ludzie, których spotykali po drodze. Na tyle, że ani razu nie musieli nocować w namiocie, który na wszelki wypadek zabrali ze sobą. Spotkali dorosłych i dzieci, którym wystarczyło proste jedzenie i skromna jurta. Słuchałem też opowieści podróżnika z Chrzanowa, który upodobał sobie wypady do Birmy. I spotkał dzieci, których marzeniem było .. chodzenie do szkoły. Bo to jedyny czas, gdy nie musiały pracować, by pomóc w utrzymaniu rodziny. Czy jednak trzeba jechać aż tysiące kilometrów, by się o tym przekonać?. Myślę, że każdy zna ludzi, którzy mimo choroby, niepełnosprawności, ubóstwa, sieroctwa lub innych przeciwności codziennie pokazują, że tak naprawdę liczy się coś więcej, niż pogoń za szczęściem rozumianym jako zaspokojenie wszystkich zachcianek. Dlatego powtórzę za Sylwią Grzeszczak "Cieszmy się z małych rzeczy..."