Nie masz konta? Zarejestruj się

Do poczytania

Roman Żbik - legenda lokalnego budownictwa

12.06.2019 15:10 | 0 komentarzy | 1 692 odsłona | Ewa Solak

Wybudował w okolicy 14 tysięcy mieszkań, wiele szkół, przedszkoli i instytucji. Znany przede wszystkim jako szef Chrzanowskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego, ale i wieloletni pracownik trzebińskiej rafinerii. Dziś ma 82 lata, a jego dorobek mógłby wystarczyć na kilka życiorysów. Z Romanem Żbikiem z Woli Filipowskiej rozmawiamy o pracy i o życiu.

0
Roman Żbik - legenda lokalnego budownictwa
Roman Żbik z otrzymaną w styczniu 2019 r. statuetką „Źródło Sukcesu” przyznaną przez burmistrza Krzeszowic w kategorii „Człowiek”.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Ewa Solak: Ile bloków w Chrzanowie pan wybudował?

Roman Żbik: Trudne pytanie. CHPB budowało mieszkania w wielu miastach. Oprócz Chrzanowa i Libiąża, także w Jaworznie, Olkuszu Alwerni, Skawinie i kilku innych. Nie było takiej ewidencji z podziałem na miasta. Mogę natomiast podać nazwy robocze osiedli budowanych przez nas w Chrzanowie: Północ II - między ul. Mieszka i Zieloną, osiedle Centrum - wysokie bloki przy ul. Wodzińskiej, os. Jordana, Południe II - lewa i prawa strona ul. Pogorskiej, os. Szpitalne - między ul. Szpitalną i Trzebińską oraz osiedle Trzebińska - między ul. Trzebińską i Kanałową. Według mojej orientacji to jakieś 14 000 mieszkań.

Zanim w 1974 r. został pan dyrektorem CHPB, był pan zawodowo związany z trzebińską rafinerią. Wiele osób pamięta Romana Żbika także stamtąd.

- W Rafinerii Nafty Trzebinia – bo tak się wtedy ten zakład nazywał - pracowałem od 15. roku życia. Mam ogromną satysfakcję, że odchodząc z tego zakładu w 1974 r., czyli po 21 latach pracy, oddałem do użytku wytwórnię olejów silnikowych. To rozbudowany, ale jedyny bodajże oddział, który funkcjonuje tam do dziś.

Jak to się stało, że zaczął pan pracować jako 15-latek?

- Mieszkaliśmy w Woli Filipowskiej. Po ukończeniu podstawówki chodziłem do krakowskiego Liceum im. Jana III Sobieskiego. Sytuacja w domu była trudna, bo było nas pięciu chłopaków i siostra. Rodziców nie było stać na moje kształcenie. Kiedy skończyłem dziewiątą klasę, trzeba było iść do pracy. Musiałem to przełknąć. Poszedłem pracować, do wspomnianej rafinerii. Początkowo jako uczeń. Po zdaniu egzaminu zakładowego zostałem ślusarzem. Przeszedłem tam niemal wszystkie szczeble zawodowe. W 1961 r. zostałem inspektorem nadzoru w dziale inwestycji, potem kierownikiem warsztatów, a w końcu głównym specjalistą ds. inwestycji.

Nie skończył pan jednak edukacji na drugiej klasie liceum.

- Byłem ambitny. Żona mówi, że uparty. W każdym razie, studia były moim celem i wiedziałem, że je zrobię. Pracując w rafinerii, poszedłem do chrzanowskiego Liceum dla Pracujących. Naszym wychowawcą był prof. Mieczysław Mierzwa. Znany pedagog. Po maturze zacząłem studia. To było dla mnie całkowicie naturalną koleją rzeczy. Dostałem się na Politechnikę Krakowską, ukończyłem wydział mechaniczny, ze specjalnością technologia aparatury chemicznej, zgodną z ówczesnym charakterem mojej pracy.

Zrobił pan także studium pedagogiczne i został nauczycielem.

- Prowadziłem zajęcia w Technikum Chemicznym w Trzebini. Uczyłem przedmiotów zawodowych. Trwało to jakieś dziesięć lat.

Sporo się wtedy w pana życiu działo, bo przecież zdążył pan jeszcze założyć rodzinę.

- Ślub z Danusią wzięliśmy w 1958 r. Mieszkaliśmy najpierw u jej rodziców, na Trzebionce, w dość trudnych warunkach. Ale tylko przez 2,5 roku, bo potem przydzielono nam mieszkanie służbowe przy ul. Wiśniowej w Trzebini.

Ale osiedliście się w Woli Filipowskiej.

- Zdecydowaliśmy, że wybudujemy dom. Dostaliśmy od moich rodziców działkę i zaczęliśmy w 1969 r. Skończyliśmy w roku 1975. Wybudowaliśmy dom na tyle duży, żeby mógł w nim zamieszkać również jeden z dwu synów. Tak też się stało. Obecnie mieszka z nami Andrzej – nasz starszy syn.

Budując dom w latach 60., byliście młodzi i pewnie pełni entuzjazmu.

- Entuzjazm był, ale łatwo nie było. Zarabialiśmy bardzo mało i musieliśmy zaczynać, jak się wówczas mówiło „od łyżki i miski”.

Już wtedy zaczął się pan angażować społecznie?

- Taka była konieczność. Brak wody, gazu i kanalizacji był bardzo uciążliwy dla wszystkich mieszkańców. Zresztą, miałem już w tego rodzaju pracy doświadczenie, gdyż mieszkając jeszcze w Trzebini, byłem przewodniczącym komitetu społecznego. Doprowadziliśmy gaz z Górki do Trzebionki.

Z pana inicjatywy w Woli Filipowskiej powstał wodociąg i zaczęto kanalizować wieś.

- Budowa wodociągów poszła dość szybko i mieszkańcy postanowili przekształcić Społeczny Komitet Budowy Wodociągu w Społeczny Komitet Gazyfikacji. Podobnie jak z wodą, uporaliśmy się z gazem, więc na zebraniu wiejskim utworzono Społeczny Komitet Budowy Kanalizacji. W tym wypadku nie było już tak łatwo, bo budowa wymagała ogromnych pieniędzy, ale i tak, dzięki przychylności samorządu, niemalże z marszu wykonaliśmy I etap, w ramach Funduszu Spójności. Żeby realizacja tego wszystkiego była możliwa, nie wystarczył tylko zapał przewodniczącego. Wspierali mnie koledzy – mieszkańcy Woli, między innymi: sołtysi Bronek Smółka i Stanisław Czekaj, a także Józek Zając, Staszek Piętak, Zygmunt Kluza i wiele innych osób. Wykonaliśmy trzy poważne zadania i, co ciekawe, na koncie komitetu została jeszcze spora suma pieniędzy.

Jakim sposobem?

- Wielu mieszkańców, w obawie przed przekopywaniem ogródków, nie chciało wpuścić wykonawcy na posesję i robiło to we własnym zakresie. Natomiast komitet potrącał wykonawcy wartość tych robót. Dzięki temu mieliśmy trochę pieniędzy, ale żeby je ulokować na koncie, w 2002 r. musieliśmy powołać posiadające osobowość prawną Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych. Zakres jego działania jest oczywiście znacznie większy niż komitetu. Natomiast pieniądze będące własnością mieszkańców utrzymały się w części do dziś. Stowarzyszenie działa cały czas, organizując imprezy dla mieszkańców, wspierając miejscowe inwestycje.

W rodzinnej Woli zbudował pan także szkołę.

- Koordynowałem prace w ostatnim stadium budowy, już jako dyrektor ChPB. Byłem bardzo dumny z tej inwestycji, bo w końcu powstała w mojej rodzinnej wsi. Do użytku oddano ją w 1974 r. Stara szkoła, wybudowana jeszcze przed wojną, nie spełniała oczekiwań i potrzeb. Nowy obiekt stwarzał zupełnie inne warunki do nauki dla dzieci i pracy dla nauczycieli.

Wróćmy jeszcze do ChPB. Jak to się stało, że został pan tam od razu dyrektorem?

- Kiedy w 1974 r. zakończyłem budowę wytwórni olejów silnikowych w rafinerii, w planach nie było żadnej większej inwestycji. Natomiast zakład potrzebował mieszkań dla pracowników. Dyrektor zjednoczenia budownictwa mieszkaniowego w Krakowie zaproponował mi objęcie stanowiska w ChPB, które miało te mieszkania budować. Zakład miał podwoić ilość oddawanych do użytku lokali. Brakowało jednak odpowiedniej osoby do realizacji tych planów. Władze postanowiły wykorzystać moje doświadczenie inwestycyjne. Start na tym stanowisku nie był dla mnie łatwy. Już w pierwszym tygodniu brygada montażystów rozpoczęła strajk.

Chcieli większych wynagrodzeń?

- Poprawy warunków pracy oraz wyższych wynagrodzeń. Najpierw wysłałem do nich zastępcę, ale to nic nie dało. Na drugi dzień czekali na mnie w sali konferencyjnej. Był jeden taki, który wykrzykiwał, że ja to tylko siedzę za biurkiem, a oni pracują. Podszedłem do niego i mówię: „Człowieku, zamieńmy się miejscami pracy i spróbuj”. On zamilkł, a strajk się skończył.

Na starych filmach można zobaczyć, że robotnicy budowlani często przychodzili do pracy i z piwem w ręce zaliczali dniówkę, chowając się gdzieś po kątach.

- Zdarzały się różne sytuacje. Ja wprowadziłem specjalne zarządzenie. Jeśli ktoś przyszedł do pracy nietrzeźwy lub złapano go na piciu, to dostawał naganę, co pociągało też za sobą pozbawienie trzynastej pensji.

Ale za łapówkę w tych czasach można było sporo załatwić.

- Zdarzyła się kiedyś taka sytuacja, że pracownik, ukarany naganą za picie w pracy, przyniósł do sekretariatu torbę ze swojszczyzną – kiełbasy, różne wędliny. Zapytałem, ile to kosztuje? A on na to, że to prezent na święta. Poleciłem więc szybko zabrać ten „prezent”, w myśl zasady, że nigdy nie biorę i nie daję.

Jako dyrektor ChPB, człowiek na stanowisku, pewnie mógł pan korzystać z różnych przywilejów.

- Moje przywileje nie odbiegały od przywilejów dyrektorów innych zakładów pracy. Owszem, do dyspozycji miałem samochód służbowy z kierowcą, ale jeśli chodzi o wynagrodzenia, to w tamtym okresie często zajmowałem na liście płac setne miejsce. Więcej zarabiali fachowcy pracujący w akordzie.

Jeśli chodzi o kadrę kierowniczą ChPB, to była to plejada bardzo znanych do dziś osób, świetnych budowlańców.

- Owszem, w ChPB pracowało wielu dobrych, wartościowych fachowców. Mówiło się nawet, że ChPB było kuźnią kadr budowlanych. Wielu z nich uruchomiło własne firmy i z sukcesami kontynuowało pracę, np. Alfred Jankowski, Roman Kotela, Jan Raś, Krzysztof Michalik. Inni objęli eksponowane stanowiska publiczne, na przykład nieodżałowana Urszula Palka, która przez dwie kadencje pełniła funkcję zastępcy burmistrza Chrzanowa. Wspaniała kobieta, świetny współpracownik. Pracując w ChPB, jako mój zastępca, nie miała problemu wskoczyć w gumowce i cały dzień chodzić w kasku po budowie, nadzorując prace.

Ważnym etapem działań ChPB było przejście z tzw. budownictwa wielkoblokowego na wielkopłytowe.

- To był ogromny skok technologiczny! Zmniejszał pracochłonność, co pozwoliło na podwojenie ilości budowanych i oddawanych mieszkań. Ale najpierw trzeba było wybudować dwie wytwórnie elementów wielkopłytowych. W Chrzanowe w systemie OWT-67, a w Jaworznie w systemie W70, nadających się do budowy na terenach zagrożonych szkodami górniczymi.

Patrząc dziś na te wielkopłytowe dzieła, nie obawia się pan, że któreś z nich może runąć?

- Raczej nie. Aczkolwiek znam przypadki z zagranicy, że budynki powstałe w tej technologii poskładały się jak domek z kart. Nasza natomiast zakłada, że w ramach prawidłowej eksploatacji co jakiś czas sprawdza się stan techniczny marek i spawów, czyli elementów łączących płyty. Jeśli ich stan jest zły, trzeba je po prostu wymienić. Wierzę, że użytkownicy budynków o tym pamiętają,

Był pan jedną z osób, która rozpoczynała budowę nowego szpitala w Chrzanowie.

- Zgadza się. Doktor Leon Pytlik, ówczesny dyrektor szpitala, namówił mnie do tego zadania. Symbolicznym wbiciem łopat rozpoczęliśmy robotę od prac niwelacyjnych terenu. Natomiast z doktorem Zbigniewem Żurawikiem założyliśmy Fundację Budowy Szpitala, włączając jako założycieli fundacji dyrektorów lokalnych przedsiębiorstw oraz władze samorządowe gmin powiatu. To wszystko miało pokazać władzom centralnym potrzebę i determinację lokalnej społeczności. Za pieniądze zebrane przez Fundację i działający równolegle Komitat Budowy Szpitala zaczęliśmy budowę pierwszego budynku. Realizatorem było Chrzanowskie Przedsiębiorstwo Budowlane. Po zdobyciu pieniędzy na dalsze etapy budowy na plac budowy weszły inne przedsiębiorstwa.

W państwowych zakładach pracy, takich jak ChPB, ludzie mogli liczyć na wsparcie socjalne, zakładowe wczasy, kolonie dla dzieci, imprezy okolicznościowe.

- Tak było też w ChPB. Przez cały okres jego działalności funkcjonował ośrodek wczasowy w Stegnie Gdańskiej, a przez kilka lat także w Krynicy. Mieliśmy dwa hotele robotnicze oraz stołówki. W latach 80. został wybudowany Zakładowy Dom Kultury. Obecnie w tym budynku ma siedzibę starostwo powiatowe. Działały też zakładowe przychodnie lekarskie w Chrzanowie i Jaworznie. Sporo się działo.

Kiedy zmienił się ustrój, a ChPB przestało istnieć, założył pan własną firmę.

- Po roku 1989 działalność dużych firm budowlanych okazała się bardzo trudna. Żeby zapobiec upadłości przedsiębiorstwa, musieliśmy je zgłosić do likwidacji. Na jego bazie natomiast powstały cztery spółki pracownicze, które z różnym powodzeniem działały na rynku budowlanym. Firmę przejął likwidator. Ja natomiast przejąłem część załogi po zlikwidowanym Przedsiębiorstwie Robót Instalacyjnych Kraków i utworzyłem firmę Insbud, kontynuującą między innymi roboty instalacyjne przy budowie szpitala czy budynku Państwowej Straży Pożarnej w Chrzanowie.

Przez długi czas działał pan także w samorządzie.

- Byłem radnym od 1998 do 2010 roku, w tym przez dwie kadencje wiceprzewodniczącym rady. Zależało mi na tym, żeby kontynuować budowę kanalizacji w całej gminie Krzeszowice. Jako człowiek mający doświadczenie przy jej budowie w Woli Filipowskiej zostałem wytypowany na przedstawiciela rady do prac Związku Dorzecza Rudawy, Rudna i Sanki. Miał za zadanie skanalizowanie pięciu gmin tworzących związek. Gmina Krzeszowice uzyskała wtedy dofinansowanie z Funduszu Spójności na rozbudowę oczyszczalni i sieci kanalizacyjnej dla 15 tys. odbiorców.

Jeszcze niedawno można było spotkać pana biegającego po okolicy. Lubi pan sport?

- Uwielbiam. Wszystkie okoliczne trasy są mi doskonale znane. Bardzo lubiłem również biegać po górach. Zwłaszcza po Beskidzie Śląskim, na Zaolziu, gdzie żyje rodzina mojej mamy. Przez długi czas jeździłem tam raz w miesiącu. Obecnie stan zdrowia nie pozwala mi już na bieganie. Natomiast wcześniej przez długi czas pasjonowałem się też turystyką rowerową. Brałem udział w pierwszym Rajdzie Kraków-Trzebinia przez Puszczę Dulowską, na którym zrodził mi się pomysł zorganizowania przez Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych w Woli Filipowskiej lokalnego rajdu rowerowego Szlakami Zabytków Ziemi Krzeszowickiej. Do czasu choroby byłem jego organizatorem. Dziś kontynuują go młodsi koledzy. Obecnie, w trakcie rehabilitacji na rowerze stacjonarnym, wyobrażam sobie, że docieram do Puszczy Dulowskiej, oddalonej domu to około 2 km. Co dzień robię taką trasę.

Mnóstwo osób kojarzy dziś pana z organizacją imprez z okazji Dnia Kobiet, na których goszczą znani artyści.

- To już tradycja. W tym roku Dzień Kobiet przygotowywałem siedemnasty raz z rzędu. Zagrał zespół VOX, ale wcześniej gościliśmy także Aloszę Awdiejewa, Zbigniewa Wodeckiego, Andrzeja Sikorowskiego, Jacka Wójcickiego, Alicję Majewską i Włodzimierza Korcza czy Grażynę Brodzińską. Od czasu powstania Stowarzyszenia, czyli od 2002 r. organizujemy również Gminny Festiwal Pieśni Patriotycznej. W roku 2018 gościem tego festiwalu był Polonijny Chór Hutnik z Trzyńca na Zaolziu, koncertujący w wielu miastach Europy.

Ma pan 82 lata. Pana dorobek śmiało mógłby wystarczyć na kilka życiorysów.

- Ja nigdy nie bałem się pracy i lubiłem pracować. Praca też chyba lubiła mnie. Ale nie spocząłem jeszcze na laurach. Obecnie, kiedy mam więcej czasu, oprócz działalności na rzecz lokalnej społeczności zająłem się poznawaniem historii mojej rodziny. Szukam źródeł informacji i spisuję je w formie autobiografii.

Kiedy ją pan wyda?

- Chyba nigdy nie wydam. Są to zapiski dotyczące osobistych wspomnień, które przeznaczę dla rodziny.

Niedawno za działalność społeczną odebrał pan od burmistrza Krzeszowic honorową nagrodę „Źródło sukcesu”. Jest pan dumny?

- Owszem, bardzo dumny. Otrzymałem ją w styczniu tego roku, w kategorii „Człowiek”. Traktuję ją jako dowód uznania dla moich zasług w pracy dla lokalnej społeczności.

 

 

Niektóre obiekty zbudowane przez Chrzanowskie Przedsiębiorstwo Budowlane pod kierownictwem Romana Żbika:

 

  • przychodnia zdrowia w Chrzanowie (os. Północ),
  • przychodnia zdrowia w Płazie,
  • zajezdnia PKS w Chrzanowie przy ul. Balińskiej,
  • przedszkole w Chrzanowie (os. Trzebińska),
  • bloki przy ul. Wodzińskiej, Sienkiewicza, Jordana, Mieszka I (wraz z pawilonami),
  • os. Południe w Chrzanowie,
  • os. Widokowe (dawniej Krakowska, potem ZWM) w Trzebini,
  • os. Flagówka w Libiążu,
  • os. Górnicze,
  • os. Podwale,
  • os. Stałe w Jaworznie,
  • os. Chemików (Alwernia),
  • Szkoła Podstawowa nr 8 (Chrzanów os. Południe),
  • Zespół Szkół nr 10 w Chrzanowie (Chrzanów oś. Niepodległości).