Nie masz konta? Zarejestruj się

Historia

Brzemię wstydu za brzemię gałęzi

02.10.2008 12:22 | 1 komentarz | 3 986 odsłony | red

W pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej leśnicy nie mieli łatwej pracy. Lasy były zniszczone, łatwo można w nich było trafić na miny czy niewypały, a mieszkańcy wsi sąsiadujących z lasami czasem z nich to i owo podkradali. Leśnictwo w Płokach nie odbiegało pod tym względem od sąsiednich miejscowości.

1
Brzemię wstydu za brzemię gałęzi
W tym budynku była siedziba Nadleśnictwa Płoki
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

 

W pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej leśnicy nie mieli łatwej pracy. Lasy były zniszczone, łatwo można w nich było trafić na miny czy niewypały, a mieszkańcy wsi sąsiadujących z lasami czasem z nich to i owo podkradali. Leśnictwo w Płokach nie odbiegało pod tym względem od sąsiednich miejscowości.

Gospodarką w tamtejszych lasach, należących wcześniej do Potockich, zajmowało się utworzone w 1945 roku Nadleśnictwo Płoki, mające siedzibę w tamtejszym dworku Potockich. Jeszcze w tym samym roku podział zmieniono i wkrótce Płoki stały się leśnictwem należącym do Nadleśnictwa Trzebinia. Nadleśnictwem tym kierował przez pierwsze lata jego istnienia pochodzący z Chrzanowa inżynier Ferdynand Tschop.
W płockich lasach gospodarował leśniczy, a ochroną leśnego majątku zajmowali się głównie działający pod jego kierownictwem gajowi. Oni właśnie prowadzili Listę kradzieży i wykroczeń leśnych. Zachował się taki druk, zawierający wpisy z lat 1947 i 1948. Do prowadzenia listy wykorzystano gotowy druk niemieckiego dokumentu z lat okupacji. Zapewne zapas ich znaleziono w którejś z leśniczówek.
Lista kradzieży podzielona była na rubryki, w których wpisywano imię, nazwisko oraz miejsce zamieszkania i zatrudnienia defraudanta, datę i miejsce popełnionego wykroczenia, okoliczności zatrzymania (zatrzymanie na gorącym uczynku, na drodze, przy rewizji itp.). Kolejne rubryki należało zapełnić danymi leśnika, który ujawnił przewinienie, rodzajem wyrządzonej szkody oraz innymi okolicznościami wpływającymi na wymiar kary.
Wpisy w księdze pojawiały się co kilka dni. Najczęściej dotyczyły drobnych kradzieży gałęzi czy ścioły oraz nielegalnego wypasania bydła w lesie.
W maju 1947 roku gajowy zatrzymał mieszkańca Płok, który palił ognisko pod lasem. nie był to niefrasobliwy dzieciak, ale siedemdziesięcioletni staruszek. Od ukarania go odstąpiono, bo w rubryce ,,straty” nie poczyniono zapisu. Darowano także kobiecie, która zabrała z lasu żerdzie. Przy jej danych personalnych zaznaczono, że jest wdową i to zapewne było istotną okolicznością łagodzącą.
Straty leśnictwa, spowodowane kradzieżą brzemienia ścioły, szacowano na 90 złotych, szkody dokonane przy okazji wypasu bydła w lesie wyceniano na 200 do 400 złotych. Nie były to wielkie pieniądze i największą karą był wstyd związany z zatrzymaniem przez gajowego. Na Liście Kradzieży i Wykroczeń Leśnych w czasie dwóch lat znalazło się blisko 200 wpisów.
(l)

„Przełom” nr 39 (855) 24.09.2008