Nie masz konta? Zarejestruj się

Trzebinia

Gabi czyta i pisze, czyli pasje mola książkowego

20.02.2024 15:00 | 0 komentarzy | 1 860 odsłona | Agnieszka Filipowicz

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Najbardziej twórcza staję się po godzinie 21.00. Otwieram wtedy laptopa i nagle rodzą się pomysły. Kiedyś przychodziło mi to z większym trudem. Ale zauważyłam, że jak się człowiek wreszcie otworzy, to pomysły potem same do niego płyną - mówi trzebinianka Gabriela Feliksik, początkująca pisarka, autorka m.in. książeczki dla dzieci „Pimpuś piesek" w rozmowie z Agnieszką Filipowicz.

0
Gabi czyta i pisze, czyli pasje mola książkowego
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Agnieszka Filipowicz: Ten Pimpuś to kto?
Gabriela Feliksik: Nasz piesek. Moje córki zawsze chciały mieć psa. Trochę trwało, zanim się na to zdecydowaliśmy, aż wreszcie postanowiliśmy zaadoptować kundelka

Miał szczęście. Nie dość, że znalazł rodzinę, to jeszcze został bohaterem książki.
Uwielbiam zwierzęta. W moim rodzinnym domu w Myślachowicach miałam niejednego psa. Zawsze uważałam, że zwierzątko jest bardzo potrzebne w życiu dziecka, w jego rozwoju. Mąż dał się namówić i tak w naszym życiu pojawił się Pimpuś. Przyjechał do nas z jakiejś wioski ze Śląska.

Kiedy Pani zaczęła pisać
Już jako dziecko - najpierw wierszyki. W wieku 12 lat wygrałam lokalny konkurs na opowiadanie. Natomiast w liceum pisałam opowiadania miłosne na życzenie koleżanek. To były teksty na zamówienie w rodzaju - oto historia Kingi i Bartka. Takie krótkie opowieści o platonicznych miłościach 14, 15-latków, oczywiście z happyendem.

A potem zaprzestała Pani pisania?
Potem było studiowanie romanistyki, także studia w Akademii Pedagogicznej w Krakowie, a później praca w korporacjach, narodziny moich córek. Nie miałam czasu na pisanie, ale gdzieś z tyłu głowy zawsze słyszałam głos - chcę pisać.

I wreszcie postanowiła Pani zakasać rękawy i chwycić za pióro, czyli w wersji współczesnej - zasiąść przed komputerem.
Córki mnie zmotywowały. Opowiadałam im różne historyjki przed snem, między innymi o Pimpusiu. Powiedziały: Mamo, spisz to. My już jesteśmy duże, znajdziesz czas. A gdy już zapowiedziały w szkole, że mama napisze książeczkę, w zasadzie nie miałam wyjścia. Nie mogłam ich zawieść. Ilustracje do książeczki namalował mój tata Andrzej Galos. Był górnikiem, a na emeryturze odnalazł swoją pasję - malowanie. Zresztą odkąd pamiętam, pięknie rysował zawsze. A teraz pomógł mi w wydaniu „Pimpusia pieska".

Pierwsza książeczka, która Pani napisała, opowiada o przygodach Pimpusia, tak?
Tak, tyle że to opowieść z psiej perspektywy.

Nasuwa mi się skojarzenie z „Ferdynandem Wspaniałym" Ludwika Jerzego Kerna...
I słusznie. W mojej książeczce Pimpuś jest narratorem. Opowiadam o jego przygodach z perspektywy pieska.

To był Pani pisarki debiut.
W sumie tak, ale wcześniej założyłam blog o książkach. Pomyślałam, że zacznę się dzielić swoimi spostrzeżeniami , przemyśleniami, pisać recenzje. I tak zrobiłam. Dość szybko nastąpił odzew.

Czyli?
Odezwały się wydawnictwa. Zaczęłam otrzymywać różne książki do przeczytania i zrecenzowania.

Świetnie!
Ale na początku było trochę ciężko. Dostawałam różne książki do przeczytania i zrecenzowania. Nie wszystkie mi się podobały, a postanowiłam, że będę pisać tylko szczerze, albo w ogóle. Więc pisałam tylko dobrze o tych, które moim zdaniem naprawdę na to zasługiwały. Nie wszystkie wydawnictwa były zachwycone taką postawą. Jedno z tych dużych zrezygnowało ze współpracy ze mną. Ale teraz już jestem na etapie, że sama wybieram co chcę przeczytać i zrecenzować.

Ile książek czyta Pani miesięcznie? Dwie, trzy?
Tyle czytam tygodniowo.

To chyba ma Pani sporo czasu?
Nie, po prostu tak sobie wszystko poukładałam. Wracam z pracy, zajmuję się domem. Wieczorne godziny przeznaczam na książki. Jestem tzw. sową, najbardziej twórcza staję się po godzinie 21.00. Otwieram wtedy laptopa i rodzą się pomysły. Kiedyś przychodziło mi to z większym trudem. Ale zauważyłam, że jak się człowiek wreszcie otworzy, to pomysły potem same do niego płyną.

A wie Pani, że znajduje się Pani w niszy? Takich Polek/Polaków czytających co dnia kilka godzin jest niewielu...
Współcześnie czytamy mniej, to prawda. Obserwuję, po jakie książki sięga np. młodzież. Po te, które są rozreklamowane na Tik Toku czy Instagramie. Blogerzy, którzy robią fajne fotki, relacje, rolki, potrafią skłonić dzieci do czytania. Ale te lektury, promowane przez nich, są różne. Podam przykład - wskutek promocji w sieci moja 11-letnia córka sięgnęła po książkę „Rodzina Monet". Zainteresowałam się więc tą pozycją. Okazało się, że cykl promuje przemoc, toksyczne relacje, a stał się bestsellerem. Na szczęście moja córka jest mądra , umie rozróżnić dobro od zła, ale czy wszystkie dzieci to potrafią?

Córki lubią czytać?
Tak, lubią książki. Czasem trochę narzekają, gdy jakaś im nie przypadnie do gustu, ale rozglądają się, sięgają po kolejne. Po prostu szukają - jak ja to nazywam - własnej drogi książkowej.

Może napisze Pani też książkę dla młodzieży?
Już napisałam. Ukaże się jesienią tego roku. To książka o podróży w czasie. Ta książka powstała w wyniku połączenia mojej miłości do historii i miłości do córek. One powoli wkraczają w nastoletni wiek. Chciałam napisać książkę dla nastolatek. Tytuł brzmi: "Podróżniczki w czasie". Oczywiście bohaterkami są Hania i Basia, czyli imienniczki moich córek. Dziewczynki znajdują tajemniczy zegarek i za jego pomocą przenoszą się w czasie, w takie kluczowe momenty w dziejach Polski.

Powstała książeczka dla dzieci, wkrótce zostanie wydana Pani książka dla młodzieży. Pora na napisanie czegoś dla dorosłych?
Już napisałam - opowiadanie o magii świąt. Dostało wyróżnienie jednego z wydawnictw. Wkrótce, w listopadzie, ma się ukazać antologia tych świątecznych opowiadań.

Jak narodził się pomysł na to opowiadanie?
Wykorzystałam swoje doświadczenie w korporacji. Moja bohaterka robi karierę zawodową, jest samotna. Nie chce zdradzając na razie zbyt wielu szczegółów mogę podać jedynie puentę: pojawia się miłość świętami w tle.

Jakie jest kolejne pisarskie wyzwanie?
Właśnie skończyłam drugą część „Podróżniczek w Czasie", która zostanie wydana przez wydawnictwo w Mysłowicach. Świetnie mi się tym wydawnictwem współpracuje, a pani redaktor daje mi wiele cennych uwag. Sama też jest autorką książkę. Obecnie jesteśmy na etapie wybierania grafiki na okładkę. Książka jest już po korekcie. Było mi niezmiernie miło, gdy zadzwoniła do mnie korektorka i powiedziała, że książeczka bardzo się jej spodobała i na pewno przeczyta ją swojej córce. Takie słowa bardzo wzmacniają, bo pokazują, że to co robię, ma sens. Początkującemu pisarzowi chyba najtrudniej znaleźć wydawnictwo, które zechce wydać jego książkę. Długo szukałam, miałam już momenty zniechęcenia, ale się udało.

Co będzie następne?
Romans historyczny. W tle - moja ukochana epoka, czyli czasy powstania styczniowego.

Skąd pomysł, że ma to być romans?
Siostra mnie zachęciła. Jej zdaniem dziś jest największy popyt na romanse i erotyki. Tłumaczyłam jej, że nie jestem miłośniczką współczesnych wydań z tego nurtu w rodzaju „50 twarzy Greya" czy „365 dni". To, w jaki sposób jest tam kobieta przedstawiona, zupełnie mi nie odpowiada. Wiem, że teraz panuje taka moda - na wątki mafijno-gangsterskie, okraszane dziwnymi praktykami seksualnymi, do tego dochodzi wszechobecna przemoc, a także tak naprawdę gloryfikowanie poniżania kobiety. Takie książki mnie odrzucają.

Czyli Pani romans historyczny będzie zupełnie inny.
Myślę, że do erotyzmu należy podchodzić ze smakiem, subtelnością. W takim wydaniu erotyka może być piękna. I mam nadzieję, że moja kolejna książka wpisze się właśnie w ten kanon.

Na koniec spytam o Pani fascynacje literackie.
Jako nastolatka zauroczyłam się powieściami Henryka Sienkiewicza. To chyba była moja pierwsza fascynacja książkami historycznymi, choć wiem, że jego twórczość jest różnie oceniania. Michał Wołodyjowski pozostaje jednak, mimo upływu lat, moim ulubionym bohaterem, jego Basieńka również. Notabene dlatego takie imię nosi moja córka. Potem przechodziłam różne fascynacje literackie. Między innymi zachwycałam się też serią „Wiedźmina". Jestem miłośniczką powieści historycznych Elżbiety Cherezińskiej, Jolanty Marii Kalety i Doroty Pająk- Puda. Cenię sobie też bardzo literaturę francuską.

________________________________________________

Gabriela Feliksik jest mieszkanką Trzebini, pracuje w dziale sprzedaży jednej z większych firm produkcyjnych w powiecie chrzanowskim. Ukończyła romanistykę oraz studia pedagogiczne. Matka dwóch córek - Hani (11 l.) i Basi (8 l.)
Prowadzi bloga, w którym recenzuje książki TUTAJ
Jej refleksje i oceny książek znajdziecie też na Instagramie oraz Facebooku

Archiwum Przełomu nr 35/2023