Nie masz konta? Zarejestruj się

Libiąż

Zwyczajność jest bardzo niezwyczajna, wystarczy to odkryć!

05.03.2021 14:30 | 0 komentarzy | 3 868 odsłony | Natalia Feluś
Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
„Zostań poszukiwaczem głosu, przegoń deszcz i poczuj się jak góra. Sprawdź razem z Tututu, jak szybko kręci się Ziemia i czy można kogoś zmusić do miłości. Śmiej się, szukaj odpowiedzi na trudne pytania i oddaj się rozmyślaniom (tym małym i dużym). Odkryj zupełną (nie)zwyczajność każdego zwykłego dnia!". O swoim debiucie literackim opowiada Anna Świątek z Libiąża.
0
Zwyczajność jest bardzo niezwyczajna, wystarczy to odkryć!
Anna Świątek podczas rysowania ilustracji
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Natalia Feluś: Właśnie wyszła pani pierwsza książka. Jak się pracowało nad własnym debiutem?
Anna Świątek: Gdy spojrzeć całościowo, praca rozciągnięta była na lata. Od momentu, kiedy Tututu pojawiła się w moim życiu aż do chwili, w której trzymałam książkę w dłoniach. Tututu przyszła do mnie pewnego deszczowego, szarego dnia, kiedy wysiadałam z autobusu linii 174. Nadepnęłam wówczas na jedyną ruszającą się w całym chodniku płytkę i zmoczyłam buty, zalewając je zupełnie. Już miałam się złościć, kiedy okazało się, że woda pod płytką była tęczowa (to dzieje się chyba wówczas, gdy wyleje się do niej benzyna lub jakiś inny specyfik). Pokiwałam tylko głową, postanowiłam, że muszę kupić kalosze (nie zrobiłam tego do teraz, ale niedługo w moim życiu pojawi się szczeniak i wiem, że będzie to niezbędny sprzęt) i nic nie było już takie samo. Tututu przyszła w swoich żółtych kaloszach i czerwonym berecie i została ze mną, a świat stał się niemożliwie inspirujący.

Warto czasami dać się tak z(a)dzwić! Praca nad książką to była przede wszystkim przygoda i wyzwanie. „Tututu odkrywa (nie)zwyczajność" to książka dedykowana dzieciom, a to bardzo wymagający odbiorcy. Trudno tworzy się literaturę dziecięcą?
- Tak sobie myślę, że bez względu na to, dla kogo się pisze, trzeba to robić po prostu z szacunkiem do czytelnika, traktować go bardzo poważnie. Często podczas rozmów o tej książce pojawiały się pytania o to, czy literatura dziecięca jest tylko dla dzieci. Nie mam wątpliwości, że tak nie jest.

Co zatem w tej lekturze może znaleźć dorosły czytelnik?
- Ma możliwość magicznego powrotu do własnego dzieciństwa, do beztroski, zadziwienia światem, marzycielstwa, czasu, gdy wszystko było możliwe, ciekawe, pierwsze. Gdy każdy był Poszukiwaczem, Odkrywcą, Konstruktorem. I gdy ten świat napędzała wyobraźnia. Ma możliwość zastanowienia się nad tym, dlaczego by dzisiaj nie przystanąć i nie przyjrzeć się mieniącemu się żukowi, nie przytulić do drzewa czy nie wyruszyć w poszukiwaniu skarbów. Ale jednocześnie pojawia się też w książce postać Dziadka, który jest pomostem między światem dziecka i dorosłego, i który przypomina, jak ważną rolę odgrywają dorośli w życiu młodego człowieka. Dziadek nie pokazuje świata Tututu, daje jej tylko wskazówki do jego odkrywania. I kroczy z nią, spoglądając przy niej na ten świat na nowo. To książka o zachwycie nad życiem, nad codziennością i podobno - o sposobach na nudę! Jednoczenie poruszająca ważne tematy takie jak szacunek, autonomia, miłość, szczerość, przyjaźń i czasami ukazująca sposób, w jaki można o nich mówić.

O czym trzeba przede wszystkim pamiętać, pisząc dla najmłodszych czytelników?
- O tym, by stworzyć świat, w którym samemu chciałoby się znaleźć jako dziecko. A później jako dziecko, które nosimy w sobie, czyli jako dorośli.

Jakie jest główne przesłanie tej opowieści?
- Chciałabym, by każdy znalazł własne.

Tytuł jest niebanalny. Dlaczego akurat taki?
- Pojawił się dość naturalnie. Zawsze fascynowała mnie poezja lingwistyczna, to, jak język jest giętki, wielowarstwowy, jak można nim i z nim grać. Gra słowem w tytule oddała to, co dla mnie osobiście jest najważniejsze w tej opowieści, że zwyczajność jest bardzo niezwyczajna, wystarczy to odkryć!

Pani debiut to nie tylko słowa, ale też piękne ilustracje. Skąd pomysł, by stworzyć taką pozycję od A do Z?
- Właściwie Tututu na początku była ilustracją, później krótkimi historyjkami obrazkowymi rysowanymi na skrawkach papierków, biletach, w zagięciach notesów. To był bardzo inspirujący czas. Ale z czasem obraz nie wystarczał, to wszystko stało się bardziej narracyjne. I tak pewnego dnia w podarunku dostałam przepiękny, ręcznie malowany notatnik, wówczas pomyślałam, że jeżeli te historie miałyby zostać spisane, to tylko tam. I tak się rozpoczęło.

Debiut książkowy Anny Świątek

To chyba nie przypadek, że libiążanka wydaje książkę w oficynie, którą prowadzi chrzanowianka. Skąd panie się znają?
- Mimo że byłyśmy miastowymi sąsiadkami, nasze drogi zeszły się dopiero w Krakowie, w murach Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego przy ul. Gołębiej. Po prostu razem studiowałyśmy, choć nasz wspólny przyjaciel jeszcze w liceum mówił mi, że powinnam poznać pewną Annę, później okazało się, że chodzi właśnie o rzeczoną chrzanowiankę. Bardzo szybko okazało się, że należymy do tych ludzi, którzy znają Józefa**. I dzisiaj myślę, że nie mogło być piękniej.

Jak układała się wasza relacja na kolejnych etapach powstawania książki?
- Kontynuując poprzednią odpowiedź - pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl, to - profesjonalnie. Współpraca zaczęła się tak, że pewnego dnia, długo już po studiach, spotkałyśmy się w Bunkrze Sztuki, krakowskiej kawiarni przy Plantach i Ania powiedziała, że jest na etapie w życiu, kiedy jest gotowa na realizację marzenia, którym było założenie wydawnictwa. Ja zaś byłam na etapie, kiedy odważyłam się powoli spełniać własne i prowadziłam rozmowy z wydawnictwami. Nie pozostało mi więc nic innego niż odpowiedzieć, że to wspaniale, jako że właśnie napisałam książkę. Później przekazałam Ani projekt. Następne spotkania to były już kolejne kroki do tego, by książka była magiczna i spełniała założenia wydawnictwa. Bo z Anią praca nie jest łatwa. To wydawca, który dobrze wie, czego oczekuje. Gdy dzisiaj patrzę na naszą Tututu, jak ją nazywamy, wiem, że to się udało. Ania dobrała wspaniały, zaangażowany zespół, była gotowa na każde wyzwania, pełna pasji i pomysłów.

Jakim nakładem ukazała się książka?
- 1 300 egzemplarzy.

W dobie koronawirusa trudno o tradycyjną promocję debiutu, nie odbywają się teraz spotkania autorskie w bibliotekach czy księgarniach. Jakimi kanałami pani promuje swoją pozycję?
- Tak, to prawda. Ale, wydawnictwo ma mnóstwo pomysłów promocyjnych. Na przykład filmy z cyklu „Wydawnictwo od kuchni", gdzie Ania opowiada, jak wygląda praca w wydawnictwie, co dzieje się na kolejnych etapach powstawania książki. Od czasu przedsprzedaży prowadzimy cykl „Dobranocka Tututu", są to nagrania na żywo w środy o 19:00, które później można odtworzyć. Na każdym takim spotkaniu czytam fragment, przedstawiając kolejne postaci, opowiadam o książce, odpowiadam na pytania. To wspaniały czas. Od niedawna w każdy piątkowy poranek pojawia się na profilu wydawnictwa na facebooku cykl z recenzjami. Ania dzieli się tam kolejną recenzją książki, którą można poczytać do kawy czy drugiego śniadania. No i oczywiście ciągle coś dzieje się na facebooku i instagramie.

Będzie kontynuacja „Tututu odkrywa (nie)zwyczajność"?
- To pytanie do Wydawnictwa Pactwa. Na pewno nie jutro, ale tak, są takie plany. Tekst właściwie jest już gotowy, tworzę ilustracje, więc niebawem można wyczekiwać!

 

 

 

**
„Ludzie, którzy znają Józefa? - zapytała zdumiona Ania. - Tak. Kornelia dzieli wszystkich ludzi na dwie kategorie: takich, którzy znają Józefa, i takich, którzy nie znają. Jeżeli ktoś może patrzeć pani prosto w oczy i ma mniej więcej te same poglądy co pani, ten sam ton w żartach, to należy do gatunku ludzi znających Józefa. - Ach, teraz rozumiem! To jest to samo, co ja nazywałam i nazywam „pokrewieństwem dusz". - To samo, to samo! - zawołał kapitan. - To właśnie my jesteśmy tacy".
L. M. Montgomery,
,,Wymarzony dom Ani"

 

CV
Anna Świątek (ur. 1989 r.). Pochodzi z Libiąża, gdzie na jednej z lekcji plastyki, dzięki swojej nauczycielce Iwonie Kryniger, która nie pozwoliła jej wyrzucić zmiętego obrazka brzydkiego kaczątka i zaprosiła na koło plastyczne, zaczęła malować.
W Chrzanowie ukończyła liceum im. Stanisława Staszica, gdzie na jednej z lekcji języka polskiego, którą w zastępstwie prowadziła Jolanta Skowrońska, postanowiła, że zostanie filologiem. Następnie powędrowała do Krakowa, by zacząć studia na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiej. Obecnie pracuje w domu maklerskim.
Jest autorką i ilustratorką książki „Tututu odkrywa (nie)zwyczajność", pasjonatką życia, ultrabiegania, gór, jogi, wspinaczki, nocy w namiocie, psów i jedzenia.

Archiwum Przełomu nr 30/2020