Nie masz konta? Zarejestruj się

Przełom Online

Pieniądz leży przy drodze

25.08.2020 15:00 | 4 komentarze | 4 178 odsłony | Łukasz Dulowski

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
Jerzy Bochenek z Chrzanowa wsiada codziennie na rower. Nie tylko po to, żeby trzymać formę w podeszłym wieku, lecz by dorobić sobie do emerytury. Zbiera puszki.

4
Pieniądz leży przy drodze
Jerzy Bochenek z Chrzanowa zebrał już ponad 10 ton puszek
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ich oszałamiająca ilość.
Pana Jerzego sporo osób zna z widzenia. Na obwieszonym torbami jednośladzie, ubrany w kamizelkę odblaskową, wygląda jak kolorowy ptak. Pewnie niejeden przechodzień myśli, że ten starszy pan to jeden z wielu, którego życie przycisnęło i grzebanie w kontenerach z

Codziennie jeździ na rowerze po całym powiecie chrzanowskim i...

odpadami wygrało ze wstydem.
- O, nie, nie! Unikam śmietników jak ognia - zastrzega.

Zwietrzył interes
Pracował jako geolog w krakowskim przedsiębiorstwie. Wzrok mu się pogarszał, więc w połowie lat 90. musiał przejść na rentę, zanim dostał emeryturę.
- Zacząłem rekreacyjnie jeździć na rowerze, bo co miałem do roboty? To był sposób na bezczynność. Denerwowały mnie puszki przy drogach. Czyste aluminium i marnuje się. Raz, drugi oddałem je do skupu i zwietrzyłem interes. Stwierdziłem: co mi zależy? Schylić się i podnieść nie zaszkodzi. Pieniądz leży przy drodze. Tak złapałem bakcyla - opowiada.
Najwięcej puszek jest przy ruchliwych trasach. Z pędzących samochodów „fruną" wprost do rowów, a pan Jerzy sprząta po kierowcach i pasażerach. Tym samym dba o środowisko.
- Jeżdżę po całym powiecie chrzanowskim, na wszystkie strony świata - zaznacza.

Ponad 10 ton puszek
Jerzy Bochenek mieszka w wieżowcu na osiedlu Południe w Chrzanowie, na dziewiątym piętrze. Windą jedzie się do niego jak do nieba. Ma skromny pokój z kuchnią, bo
1 400 zł emerytury nie pozwala na żadną rozpustę. Za to widoki z okna imponujące. Sympatyczny człowiek z pana Jerzego. Tryska pozytywną energią, a i żarty się go trzymają. Poza tym - bardzo konkretny w rozmowie.
Pokazuje zeszyt, w którym stoi czarno na białym, ile aluminiowych puszek oddał do skupów złomu. Rok po roku, miesiąc po miesiącu. Wszystko w rubrykach, starannie zapisane.
- Proszę spojrzeć. Teraz dorabiam sobie jakieś 400-500 złotych miesięcznie - pokazuje ostatnie „wyniki finansowe".
Największe wrażenie robi ilość zebranych puszek. Dokładnie 10 ton i trzysta kilogramów. To wręcz nie mieści się w głowie! Potrzeba około 60 zgniecionych sztuk, żeby wyszło kilo. 600 na 10 kilo. 6 tysięcy na 100 kilo. A gdzie tam jeszcze do tony?! A gdzie do dziesięciu?!
Pan Jerzy - żeby nie było, że zmyśla - wyciąga gruby plik pokwitowań ze skupów złomu, potwierdzających zapisy w zeszycie.

... sprząta aluminiowy złom przy ruchliwych trasach, wyrzucany najczęściej z samochodów

Do rekordu Guinnessa
Jeśli ktoś nigdy nie próbował takiego zarobku, nawet nie potrafi sobie wyobrazić, jak trudny to „biznes".
- Jechałem z punktu skupu w Trzebini do Chrzanowa i uzbierałem po drodze 30 puszek. Po południu, tego samego dnia, wybrałem się Szpitalną w Chrzanowie, nad staw kościelecki, dalej na Źrebce, gdzie deszcz mnie dorwał jak cholera, i wpadło mi kolejne 30 puszek - opowiada.
Mamy raptem, w przeliczeniu na wagę, kilogram aluminiowego złomu, za który płacą obecnie 3-4 złote.
- Mam też zaznajomione osoby, wystawiające mi puszki przed domami - dopowiada pan Jerzy.
Ponadto uzbierał już 100 tysięcy butelek, co również ma „zaksięgowane".
- Wszystkiego jest przy drodze. Trzeba się tylko dobrze rozglądać. Podczas Wigilii rodzina życzy mi zawsze obfitych zbiorów - wyznaje Jerzy Bochenek.
Zastanawia się, czy nie zgłosić tych 10 ton puszek do Księgi Rekordów Guinnessa.


CV
Jerzy Bochenek ma 73 lata. Urodził się 20 listopada 1946 r. w Gorzowie Wielkopolskim. Ukończył technikum geologiczne w Krakowie. W 1967 r. zaczął pracować w swoim zawodzie, w ówczesnym przedsiębiorstwie Hydrokop. W Chrzanowie,
na osiedlu Południe, mieszka od połowy lat 90.

Z archiwum tygodnika "Przełom" nr 9/2020