Nie masz konta? Zarejestruj się

Chrzanów

22.07.2020 15:00 | 0 komentarzy | 1 912 odsłona | Marek Oratowski

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
Od prawie dwudziestu lat zabawia uczestników wesel, studniówek, imprez firmowych. W nieodłącznym fraku i cylindrze. Stara się jak najwięcej dowiedzieć o gościach oraz uważnie ich obserwować, by spełnić ich oczekiwania. Michał Latko z Chrzanowa opowiada o kulisach pracy wodzireja.

0
Wodzirej
Znakami rozpoznawczymi Michała Latko są frak i cylinder. Często towarzyszy mu zaprzyjaźniony DJ. FOT. ARCHIWUM MICHAŁA LATKO
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Marek Oratowski: Jak zostaje się wodzirejem?
Michał Latko: Trochę w tym wszystkim było przypadku. Przy okazji jakiejś imprezy na mojej uczelni spotkałem Kazimierza Hojnę, który był jednym z pierwszych wodzirejów. Potrzebował kogoś do pomocy. Zaczęło się od zwijania kabli. Stopniowo podpatrywałem osoby, które to już robiły. Wreszcie poszedłem na kurs wodzirejów wesel i zabaw bezalkoholowych, organizowany przez Ośrodek Profilaktyczno-Szkoleniowy w Katowicach-Brynowie. Na początku nie miałem jeszcze własnego sprzętu, więc jeździłem z orkiestrą. Stopniowo się usamodzielniałem i zacząłem bywać na weselach i zabawach ze swoim DJ-em.

Ile już ma pan ich na koncie?
Do tej pory poprowadziłem około tysiąca różnych imprez. To wesela, prymicje, festyny, urodziny, imprezy firmowe.

Ma pan jakiś niezawodny patent na rozruszanie uczestników imprezy?
- Zawsze staram się wejść z gośćmi w kontakt. Gdy jest to wesele, nie czekam, aż młoda para wejdzie na salę, ale wychodzę do gości i z nimi rozmawiam. Dowiaduję się wtedy, na przykład, skąd przyjechali. Mam już wcześniej w głowie jakiś plan na tę imprezę, bo rozmawiam o nim z organizatorami. Czasem muszę go modyfikować na gorąco.
Staram się, by w zabawach uczestniczyło jak najwięcej gości. Z reguły, na początek wesela zapraszam wszystkich do poloneza lub walca, żeby było tak klasycznie. Młoda para czasem się boi tego poloneza. Dlatego, żeby nie straszyć gości, zapowiadam go jako „korowód weselny". Zwykle odbywa się zaraz po obiedzie. Niekiedy muszę użyć jakiegoś sposobu, by ludzi wyciągnąć zza stołów do tańca. Dobry pomysł, to zaproszenie wszystkich najpierw do zdjęcia.
Potem sugeruję, by ustawili się w kręgu, żeby młodzi nie czuli się samotni podczas swojego pierwszego tańca. Bardzo chętnie ludzie tworzą na przykład pociąg. Można po drodze zakręcić ślimakiem lub zachęcić ludzi do wykonania jakichś gestów. Czasem muszę improwizować. Na przykład, gdy zbliża się północ, trzeba zorganizować oczepiny, a pan młody gdzieś zniknął. Samo życie.

Młodzi bawią się chętniej niż starsi?
- Czasem starsi mają lepszą kondycję od młodych. Są zwykle też bardziej wytrwali. I w głowie mają inne układy taneczne. Bardziej są nauczeni zabawy w parach. Potrafią zatańczyć klasyczne tańce. Młodzi wolą bardziej dyskotekowe klimaty i dobrze czują się na parkiecie w większej grupie.

A jak pan ocenia umiejętności taneczne uczestników imprez?
- Są osoby, które bardzo dobrze tańczą. Na przykład: ktoś podchodzi do mnie i prosi o tango. Zwykle mówi jeszcze konkretny tytuł lub klimat. Bo są takie szybsze i bardziej namiętne, oraz wolniejsze tanga. Wtedy wiem, że na pewno taka osoba dobrze się czuje na parkiecie. Jednak generalnie uważam, że ludzie dają sobie radę. Tym bardziej, że często światło jest przygaszone, a na parkiecie jest bardzo dużo osób. Bo gdy bawi się jedna para, to ktoś chcący dołączyć do zabawy może czuć onieśmielenie. Jednak gdy bawi się ich już dziesięć, wtedy ono mija. Ludzie bawią się teraz najchętniej przy muzyce latino, ale i disco polo. Choć mam też wesela, przed którymi słyszę od młodej pary, żebym nie puszczał disco polo. No to wtedy zadaję pytanie: a co zrobić, gdy ktoś z gości poprosi o „Majteczki w kropeczki" lub piosenkę Zenka Martyniuka? I potem już na imprezie, z szacunku dla uzgodnień z młodymi, słysząc taką prośbę, mówię, że poszukam tego utworu później. Jednak zwykle to sam młody ulega i mówi: „puśćże im to, bo mi nie dadzą spokoju"... Za to z reguły sprawdzają się lubiane przez niemal wszystkich polskie i zagraniczne przeboje z lat 80. i 90.


Pamięta pan imprezę, przed którą miał pan największą tremę?
-Właściwie lekką tremę mam za każdym razem. Niezależnie, czy jest to Hotel Hilton w Warszawie, Restauracja Hawełka w Krakowie, a tam również byłem wodzirejem, czy jakaś niewielka sala. Bardziej się boję wtedy, gdy impreza jest kameralna. Najmniejsze wesele, jakie obsługiwałem, liczyło ze mną 20 osób. Młodymi byli moi znajomi. Na imprezie, oprócz mnie, jest zwykle kolega, który pełni rolę DJ-a. Wtedy byłem sam. Wpadłem na pomysł, by jeszcze przed podaniem rosołu poprzesuwać stoły, bo pracownicy lokalu ustawili je dokładnie na środku. Nie było za dużo miejsca do tańca. To zdało egzamin. Jednak w pewnym momencie jakieś pary wyszły na zewnątrz, część osób poszła się przebrać. Normalnie byłoby to niezauważalne, jednak tutaj nie było już połowy wesela. Musiałem na nich poczekać. Generalnie wesela są teraz mniejsze. Dawniej nie brakowało takich na 250 osób. Obecnie najczęściej bawi się na nich do stu gości. Czasem zdarzają się nietypowe sytuacje. Kolega obsługiwał imprezę, na której osoby siedzące przy dwóch stołach się nie bawiły. Mimo zachęt, nie ruszyły do tańca. Okazało się, że pan młody zapomniał powiedzieć, że niedawno ktoś zmarł w ich rodzinie i mieli żałobę. Takie sytuacje się zdarzają.

Co jest blaskiem, a co cieniem tego zajęcia?
- Plusem jest to, że robię to, co lubię. Przy okazji można obejrzeć piękne stroje, zjeść coś dobrego lub wykwintnego. Nie mówiąc już o ładnych dziewczynach. Czasem na zdjęciach udaje się uchwycić taką dziką radość gości. To dla mnie wielka satysfakcja. A minus tego zajęcia na pewno jest taki, że często muszę odsypiać nocną imprezę. Zwłaszcza, że zabawiam ludzi w całej Polsce - w Szczecinie, Białymstoku, Rzeszowie. Gdy podróżuję gdzieś dalej, a jadę z kolegą, to zdarza mi się kimnąć gdzieś na siedzeniu w samochodzie. Gdy jestem bliżej domu, mogę odespać we własnym łóżku.


Jak pana znajdują organizatorzy imprez?
- Najczęściej z czyjegoś polecenia. I to jest lepsze, niż suchy anons w internecie lub nawet filmik na YouTubie. Zawsze spotykam się wcześniej z organizatorami (np. z młodą parą), przedstawiam program, omawiamy go. Rozmawiamy o osobach, jakie będą na imprezie, o ich gustach muzycznych, zwyczajach. Zwykle proszę młodych o przygotowanie kilku utworów muzycznych - specjalnych dedykacji dla wybranych osób. To mi bardzo pomaga w czasie imprezy.

A wolne terminy ma pan jakie?
- W przypadku wesel trzeba się zgłosić zwykle rok wcześniej. Zaraz po tym, gdy młodzi wynajmą salę. Imprezy sylwestrowe też rezerwowane są rok wcześniej, ale zdarza się, że nie udaje się organizatorom ściągnąć wymaganej liczby osób. Wtedy, niestety, moja strata.

Imprezy bezalkoholowe są trudniejsze czy łatwiejsze do obsłużenia?
- Bardzo je lubię, choć faktycznie, takie imprezy wymagają ode mnie większego skupienia, niż te alkoholowe, gdzie czasem mogę sobie trochę odpuścić, gdy maszyna zabawy zostanie nakręcona. Tam, gdzie nie ma alkoholu, maszyna potrzebuje cały czas pary. Z zasady bezalkoholowe są wszystkie prymicje, czyli przyjęcia organizowane przez młodych księży oraz ich rodziny zaraz po przyjęciu święceń. Wesela bez wina i wódki zdarzają się rzadziej. Są u osób chcących podkreślić w ten sposób swoją religijność.

Co pan słyszy zwykle od młodych na zakończenie imprezy?
- Zwykle mówią, że się podobało. Czasem po imprezie dowiaduję się, że było to dla ich rodziny pierwsze spotkanie z wodzirejem i DJ-em. Wtedy zaczynam się obawiać ich oceny, młodzi czasem robią dłuższą przerwę... i potwierdzają z uśmiechem, że wszystko było fantastyczne! Staram się wkładać sto procent w swoją pracę. Na przykład, mam taką zasadę, że przy sprzęcie stoję, choć często podkładają mi krzesło.

Zawsze pan jest we fraku?
- Najczęściej. Na głowie mam cylinder. Czasem, na imprezach firmowych, ubieram garnitur. Mam kolegów, którzy idą w stronę przebierania się w inne stroje. Ja, zależnie od prowadzonej zabawy, zamieniam do tańca cylinder na czapkę krakowską, góralską lub na inne.

Gdzie pan spędza sylwestra?
- W pracy. W ostatnich latach byłem, na przykład, w okolicach Siedlec. Zdarzyło mi się w tym miejscu obsługiwać również kilka zabaw firmowych.

Jak dobrze się bawić podczas imprezy na pożegnanie roku?
- Przede wszystkim, trzeba za drzwiami zostawić wszystkie troski ze starego roku i wejść w nowy rok z sercem otwartym na to, co ma być. Wtedy zabawa będzie udana.


CV

Michał Latko mieszka w Chrzanowie. Ukończył pedagogikę resocjalizacyjną i społeczno-opiekuńczą w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum" w Krakowie. Po studiach pracował jako terapeuta w jednym z krakowskich domów pomocy społecznej. Potem został kierownikiem Środowiskowego Domu Samopomocy, działającego także w Krakowie, pod patronatem Caritasu Archidiecezji Krakowskiej. Następnie kierował Warsztatem Terapii Zajęciowej w Zembrzycach. Od pięciu lat jest kierownikiem Warsztatu Terapii Zajęciowej w Spytkowicach k. Zatora. Równocześnie, od lipca 2009 roku prowadzi własną firmę wodzirejską
LATart GROUP. Szczęśliwy mąż oraz ojciec dwóch
wspaniałych synów.

Z archiwum tygodnika "Przełom" nr 51/2019