Nie masz konta? Zarejestruj się

Chrzanów

Weekend z koronawirusem w Mediolanie. Relacjonuje nasza Czytelniczka, która tam była.

27.02.2020 21:00 | 0 komentarzy | 3 543 odsłony | Alicja Molenda

To nie był beztroski pobyt. W niedzielę wróciła do domu. Czuje się dobrze.

0
Weekend z koronawirusem w Mediolanie. Relacjonuje nasza Czytelniczka, która tam była.
Na drzwiach aptek w Mediolnie takie informacje to widok powszechny
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

- Przyznam, że się wystraszyłam, kiedy na lotnisku zobaczyłam dużą grupę Azjatów. "Co jeśli są zarażeni koronawirusem" - przemknęło mi przez myśl. Starałam się jednak zachować zimną krew i zdrowy rozsądek, ale od tego momentu byłam już pełna niepokoju.

Na lotnisku Mediolan-Malpensa sprawdzono nam temperaturę. Była prawidłowa. Do Mediolanu przybyliśmy około godz. 16:00 w piątek. Było ciepło i świeciło słońce, dlatego na nogach przeszliśmy kilka kilometrów do mieszkania, w którym mieliśmy nocleg. W sobotę również pogoda była piękna. Podróżowaliśmy metrem, a prawie całe centrum przeszliśmy na nogach. W mieście dało się zauważyć osoby w maskach ochronnych, ale wtedy jeszcze nie spodziewaliśmy się wybuchu epidemii paniki. W niedzielę rano obawialiśmy się, że nie uda nam się opuścić Włoch. Narastająca liczba zachorowań i kolejne przypadki śmierci z powodu koronawirusa groziły tym, że północne Włochy zostaną objęte kwarantanną, a loty będą odwołane.

Przypominało to trochę "Dżumę" Alberta Camus. W powieści główny bohater zostaje uwięziony w odizolowanym mieście z powodu epidemii tytułowej choroby. Żałowaliśmy, że nie zarezerwowaliśmy lotu wcześniejszego niż o 19:30. Musieliśmy się bowiem wykwaterować do godz. 10 i prawie cały dzień spędzić w miejscach publicznych. Byliśmy w trzech aptekach, aby kupić maseczki ochronne. Niestety w każdej ich brakowało. Jak się okazuje, noszenie masek nie daje gwarancji bezpieczeństwa, ale szukaliśmy wszelkiej ochrony. Nie tylko my, bo ludzie zasłaniali się też chusteczkami, czy kawałkami ubrań, bez świadomości, że na ubraniach też mógł znaleźć się wirus. Miałam ze sobą chusteczki nasączone płynem antybakteryjnym i chociaż "antybakteryjny" nie znaczy "antywirusowy", to często czyściłam nimi ręce, telefon, usta i wszystko, czego często dotykałam.

Za kryjówkę przed tłumem ludzi wybraliśmy odosobnioną ławkę w parku, gdzie przeglądając różne wiadomości na temat wirusa, w strachu spędziliśmy kilka godzin. Na lotnisku też w miarę możliwości unikaliśmy dużych skupisk ludzi posyłających sobie podejrzliwe spojrzenia. Gdy ktoś kaszlał czy kichał, to wszyscy się od niego odsuwali. Tak samo od Azjatów, nawet jeśli nie wykazywali żadnych objawów.

Od mojego powrotu z Mediolanu minęły prawie 4 dni i nie mam żadnych objawów chorobowych, czuję się dobrze. Postanowiłam jednak, że zostanę w domu przynajmniej 10 dni, aby mieć pewność, że nie jestem chora i nikogo nie zarażę. Cieszę się, że już jestem w Polsce, bo po przyjeździe przeczytałam o masowym wykupieniu produktów spożywczych, pustkach na półkach sklepowych, opustoszeniu miasta i zamknięciu wielu miejsc publicznych m.in. kościołów.

W ciągu ostatnich dni dowiedziałam się dużo na temat wirusa SARS-CoV-2, czerpiąc wiedzę z różnych źródeł. Zarazić się możemy np. poprzez dotknięcie przedmiotu, na którym znalazła się wydzielina chorego, a później dotknięcie swoich ust, nosa lub oczu. Częstymi objawami są: gorączka, suchy kaszel, duszności, bóle mięśni, zmęczenie. Mniej powszechnymi: produkcja flegmy, ból głowy, plucie krwią i biegunka.

Wirus jest najbardziej niebezpieczny dla osób starszych i ze współistniejącymi schorzeniami. W ich przypadku może dość do ostrej niewydolności oddechowej i śmierci. Śmiertelność jest jednak niska, wynosi ok. 2%, a większość osób przechodzi chorobę łagodnie. Paradoksalnie jest to niekorzystna sytuacja, bo niska śmiertelność i długi okres bezobjawowy (ok. 2-10 dni) sprzyja rozprzestrzenianiu się wirusa. Leczenie polega na łagodzeniu objawów, czyli np. podawaniu tlenu, czy uzupełnianiu płynów i elektrolitów. Czeka się na to, aż organizm sam wytworzy przeciwciała i zwalczy infekcje. Najważniejsze w ochronie przed zarażeniem jest mycie rąk. Powoduje to, że usuwana zostaje otoczka wirusa i zostaje on unieszkodliwiony. Ważne jest też to, aby nie panikować. W takich sytuacjach ważny jest spokój i rozsądek.

Autorka relacji prosiła o zachowanie anonimowości. Uszanowaliśmy to. Nie jest tą samą osobą, która wczoraj zgłosiła się do przyszpitalnego ambulatorium w Chrzanowie.