Nie masz konta? Zarejestruj się

Przełom Online

MŁOSZOWA. Potrącony dzik kona w męczarniach

03.04.2012 20:47 | 16 komentarzy | 7 536 odsłon | red
Mieszkańcy ul. Na Stawkach w Młoszowej od rana bezskutecznie próbują zainteresować kolejne służby rannym dzikiem. Prawdopodobnie potrącił go pociąg. Zwierzę ma przetrącone tylne łapy. Od wielu godzin kona w męczarniach, bo nie ma go kto dobić.
16
MŁOSZOWA. Potrącony dzik kona w męczarniach
Ranny dzik w Młoszowej
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Mieszkańcy ul. Na Stawkach w Młoszowej od rana bezskutecznie próbują zainteresować kolejne służby rannym dzikiem. Prawdopodobnie potrącił go pociąg. Zwierzę ma przetrącone tylne łapy. Od wielu godzin kona w męczarniach, bo nie ma go kto dobić.

- O 8 rano go znalazłem. Zadzwoniłem na policję. Przyjechali. Postali chwilę, pomyśleli i pojechali. Potem przyjechali jacyś urzędnicy z powiatu. Też nic nie zrobili. Był leśniczy i również rozłożył bezradnie ręce. To nie jego rewir – relacjonuje mieszkaniec Młoszowej, który znalazł ranne zwierzę.

Cały dzień go dogląda. Przyniósł mu nawet łupiny z ziemniaków. Sąsiedzi też przejęli się losem dzika. – Słyszy pani te porykiwania? To zwierzę strasznie cierpi. Człowiek sam by go dobił, bo mu aż serce ściska. Wtedy to by się od razu odpowiednie służby znalazły, ale nie żeby pomóc, tylko ukarać – denerwuje się starsza kobieta.

Zdesperowani mieszkańcy nie wiedzą już, gdzie dzwonić po pomoc. Dyżurny Powiatowego Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Chrzanowie też nie.

– O rannym dziku powiadomił nas komisariat policji w Trzebini. Przekazałem informację odpowiednim służbom w urzędzie miasta oraz leśniczemu. Nie wiem, co jeszcze możemy zrobić – zastanawia się Marcin Bolek z PCZK w Chrzanowie. Dyżurny z komisariatu policji w Trzebini też jest bezradny. Policjanci nie mają uprawnień, by dobić ranne zwierzę.

Sytuacja byłaby prostsza, gdyby dzik od razu padł. Wtedy odpowiednia firma zabrałaby go do utylizacji. Zwierzę jednak żyje. Zadzwoniliśmy do leśniczego w Dulowej. To on nadzoruje teren Młoszowej. Chcieliśmy zapytać, czy on nie może pomóc zwierzęciu. Zbigniew Banaszewski odebrał telefon. Niestety połączenie zostało przerwane. Po chwili telefon leśniczego był już wyłączony.
(EJB)