Nie masz konta? Zarejestruj się

Ludzie

Docenić lokalność

16.12.2008 12:45 | 0 komentarzy | 5 644 odsłon | red
Swoje filmy rozsyłam w różne miejsca w kraju i na świecie. Wędrują na przeglądy i festiwale. Od Warszawy, przez Amsterdam, do Los Angeles - mówi reżyser i scenarzysta Tomasz Jurkiewicz z Trzebini.
0
Docenić lokalność
Tomasz Jurkiewicz z Łukaszem Czeladzkim i Krzysztofem Warunkiem na planie filmu "Babcia wyjeżdża" fot. Justyna Gryglewicz
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Swoje filmy rozsyłam w różne miejsca w kraju i na świecie. Wędrują na przeglądy i festiwale. Od Warszawy, przez Amsterdam, do Los Angeles - mówi reżyser i scenarzysta Tomasz Jurkiewicz z Trzebini.

Ewa Solak: Twój ostatni film „Babcia wyjeżdża” z jednej strony ujmuje obrazem, a z drugiej głęboko porusza problematyką śmierci, biedy i realiami życia na wsi. Sporo w nim smutku.
Tomasz Jurkiewicz:
- Z innej jednak strony, są w nim sceny optymistyczne i dające nadzieję, że życie nie musi być okrutne. Takie jest zakończenie. To krótka opowieść o chłopcu mieszkającym w niewielkiej wsi z ojcem - alkoholikiem i umierającą, ukochaną babcią. Podobne historie pisze samo życie. Przedstawiony w nim świat jest widziany oczami nastolatka i mam nadzieję – nieco magiczny.

Łukasz Czeladzki, czyli bohater - Jurek, po raz pierwszy zagrał w filmie. Zresztą, bardzo przekonująco. Jak go znalazłeś?
- Był jednym z dwustu gimnazjalistów, jacy zgłosili się na casting. Prowadziliśmy je w lokalnych gimnazjach, w okolicach Krakowa. Łukasz na co dzień mieszka w Olkuszu. Zaangażowaliśmy go, bo po prostu przekonał nas, że jest dobry. Oprócz niego zagrało jeszcze kilku naturszczyków - osób nigdy niezwiązanych z filmem.

Przez 8 dni kręciliście sceny w podkrakowskiej wsi Sułkowice. Dlaczego akurat tam?
- Te tereny są mi bliskie, bo tam mam wujka. Często go odwiedzam. Krajobraz jest bardzo malowniczy i to zadecydowało o wyborze miejsca. Dzięki pomocy władz gminy Iwanowice mieliśmy gdzie nocować, a lokalni sponsorzy zapewnili nam jedzenie. Z mleczarni dostawaliśmy mleko, z piekarni chleb. Pomogli też przedsiębiorcy z naszego powiatu.

Ekipa liczyła prawie trzydzieści osób. Znalazła się w niej także twoja mama Zdzisława.
- Produkcja filmu to ogromny koszt. Te 8 dni pochłonęło blisko 60 tys. zł. Połowę tej kwoty mieliśmy od sponsorów. Mama jest emerytowaną dietetyczką, zajęła się więc organizacją cateringu. Zgodziła się pomóc za darmo. Przy filmie pracowali głównie studenci, moi koledzy. Oni też robili to za „dziękuję”. Profesjonalni aktorzy za jeden dzień zdjęć biorą nawet 2 tys. zł. U mnie zgodzili się zagrać za 150 zł. Było to zresztą tylko kilka osób.

Więcej zaangażowałeś do poprzedniego filmu - „Wesołych Świąt”, będącego satyrą na polskie postrzeganie Unii Europejskiej i odwrotnie.
- Jako nieformalna grupa Kino Flo udało nam się zdobyć dofinansowanie z unijnego programu Młodzież w działaniu. Producentką jest Joanna Szymańska. W 40-osobowej ekipie znalazło się kilku naturszczyków z powiatu chrzanowskiego. To poeta z Okleśnej - Jan Pierzchała, rzeźbiarz z Libiąża - Kazimierz Szuszczewicz i mój dobry kolega - Krzysiek Kuczak z Chrzanowa. Wnieśli autentyzm i całkowite zaangażowanie.

Zagrał też murzyn. Jego postać znacząco kontrastuje z resztą grupy.
- Jason jest zawodowym aktorem, mieszka w Anglii. Równocześnie jako znajomy producentki zgodził się zagrać u mnie. Jest ucieleśnieniem zachodniego postrzegania życia w Polsce. Reszta traktuje go jak konieczne zło, choć starają się być wyjątkowo mili, polskim obyczajem częstują wódką. Chcą się przypodobać.

Tam również pokazałeś realia życia wiejskiego, tym razem toczące się wokół małego domu kultury.
- Jego instruktorzy to osoby zgorzkniałe, pozbawione większych ambicji i znudzone pracą. Większość czasu spędzają na przepijaniu pieniędzy z Unii, przeznaczonych na remont ośrodka. Potem pojawia się unijna komisja, przeprowadzająca kontrolę wykorzystania tych funduszy. Obraz jest może nieco przejaskrawiony, ale oddaje klimat prowincji. Poza tym, to satyra, a wyolbrzymienie jest środkiem jej wyrazu.

Jesteś z Trzebini, robisz filmy nagradzane na ogólnopolskich i międzynarodowych festiwalach. Opowiadanie o kinie to jednak nie to samo, co obejrzenie filmu. Czy kiedykolwiek mieszkańcy naszego powiatu będą mogli zobaczyć te ostatnie obrazy w kinie, bądź na DVD?
- Mam taką nadzieję. Najpierw jednak musi się odbyć premiera, na której obecni są grający w filmie aktorzy. „Wesołych Świąt” miało ją na festiwalu w Gdyni. „Babcia wyjeżdża” jeszcze jej nie miała. Wydanie płyt na DVD to koszt rzędu ok. 10 tys. zł. Staram się znaleźć na to sponsorów. Być może te filmy spodobają się lokalnym władzom, które pomogą w sfinansowaniu płyt. Liczę, że docenią, że to nie tylko promocja ludzi stąd, ale i całego powiatu. Bo powiat stawiający na kulturę pokazuje swoją dojrzałość. Filmy rozsyłam w różne miejsca w kraju. Wędrują na festiwale krajowe, międzynarodowe i ogólnopolskie przeglądy. Od Warszawy po Los Angeles, Londyn i Amsterdam. Tam za kilka dni, w największym festiwalu filmów dokumentalnych na świecie, będzie pokazana moja „Radioakcja”. To jedyny film z Polski, który dostał się do 15 filmów w konkursie studenckim z całego świata.
Rozmawiała Ewa Solak

Tomasz Jurkiewicz - lat 27. Mieszka w Trzebini. Absolwent filmoznawstwa na UJ w Krakowie, obecnie na V roku reżyserii w katowickiej Szkole Filmowej. Współpracownik „Przełomu”, pisze reportaże, zajmuje się też kulturą. Wyreżyserował 9 filmów krótkometrażowych, do wielu napisał także scenariusz. Za „Radioakcję” zdobył Złotego Dinozaura - Grand Prix w konkursie etiud studenckich XIV Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Etiuda & Anima w Krakowie, będącego jedną z najstarszych i najważniejszych imprez tego typu w Polsce. Na koncie ma już ponad 40 różnych nagród.

Przełom nr 47 (863) 19.11.2008