Nie masz konta? Zarejestruj się

Ludzie

Wytrwały kolarz z bagażem doświadczeń

15.01.2009 13:53 | 1 komentarz | 7 533 odsłon | red
Przeżył wiele. Począwszy od wyroku śmierci, którego Niemcy ostatecznie nie wykonali, na zmaganiach z chorobą skończywszy. Relaksował się na rowerze, zachęcając do tego członków rodziny. Nic dziwnego, że Władysław Mamot jest od kilku lat patronem chrzanowskich, rodzinnych rajdów rowerowych. Przedstawiamy sylwetkę społecznika oddanego innym, którego setna rocznica urodzin przypada w tym roku.
1
Wytrwały kolarz z bagażem doświadczeń
Centralny Zlot Kolarski w Paczkowie (1993 r.). Władysław Momot (pierwszy z prawej) z kolegami Ryszardem Miernikiem i Tadeuszem Zerychem.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Władysław Mamot (1909-2002)

Przeżył wiele. Począwszy od wyroku śmierci, którego Niemcy ostatecznie nie wykonali, na zmaganiach z chorobą skończywszy. Relaksował się na rowerze, zachęcając do tego członków rodziny. Nic dziwnego, że Władysław Mamot jest od kilku lat patronem chrzanowskich, rodzinnych rajdów rowerowych. Przedstawiamy sylwetkę społecznika oddanego innym, którego setna rocznica urodzin przypada w tym roku.

Pochodził z Byczyny. Jego rodzicami byli: Balbina z domu Sarnik i Franciszek Mamot. Przed wojną odbył praktykę w dziale ślusarskim Fabryki Lokomotywy w Fabloku. Potem pracował w Zarządzie Miejskim w Szczakowej jako referent techniczny.

Uniknął wykonania wyroku śmierci
Już w piątym dniu kampanii wrześniowej Niemcy aresztowali go jako cywila z bronią w ręku. Sąd wojenny 62. dywizji piechoty niemieckiej dwa dni później skazał go na karę śmierci. Podczas przesłuchań w więzieniach w Zawierciu i Częstochowie wielokrotnie go katowano. Miał uszkodzoną szczękę, wybite zęby i złamane żebra. Jednak pisane mu było wyjść z tej opresji. Na skutek pomyłki jednego z dowódców niemieckich wyrok nie został wykonany. W styczniu 1940 roku Władysław Mamot wyszedł na wolność i przez pewien czas się ukrywał. Potem wrócił do pracy w Fabryce Lokomotyw. W Fabloku był konstruktorem parowozów. Pracował też przy montażu oraz naprawach i odbiorze technicznym parowozów. Na pewien czas oddelegowano go do biura konstrukcyjnego w Berlinie. Podczas wojny ożenił się w Chrzanowie z Zofią Kot. Z małżeństwa, zawartego w trzecim roku okupacji, urodziło się czworo dzieci: Anna, Wiesław, Jacek i Maria.

Wyrwani z obozu
Władysław Mamot pod koniec wojny przystąpił do tajnej organizacji. Jej zadaniem było wydobywanie z obozów niemieckich dzieci i kobiet powstańców warszawskich, a także zdobywanie mieszkań i żywności dla uratowanych. Władysław Mamot ocalił w ten sposób życie 54 osób przebywających w obozie Zimpellager Wrocław i pracujących na miejscowym lotnisku. Groziła im śmierć w komorach gazowych wrocławskich filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen.

„W drugiej połowie grudnia 1944 roku wyjechałem służbowo do Monachium. W drodze powrotnej wstąpiłem do obozu Zimpellager we Wrocławiu. Jego komendant skarżył się na trudności z wyżywieniem więźniów. Był załamany z powodu zbombardowania przez aliantów jego domu w Hamburgu. Na normalne przywitanie i zapytanie, czy dzisiaj będę mógł kogoś zabrać, odpowiedział: dzieci bierz, ile chcesz, ale dorosłych nie dam. W końcu jednak oprócz 32 dzieci mogłem też zabrać 4 kobiety. Początkowo byłem ucieszony, że tyle osób udało mi się wyrwać. Jednak po przyjściu na dworzec we Wrocławiu nastąpiło opamiętanie. Zastanawiałem się, jak ja ich wszystkich załaduję do przeważnie przepełnionego pociągu? Odnalazłem znajomego maszynistę, z którym często odbywałem próby parowozów w Chrzanowie. Okłamałem go, mówiąc, że przywiozłem wycieczkę szkolną na zwiedzanie pięknego ogrodu zoologicznego we Wrocławiu. Maszynista przywiózł kryty wagon towarowy i doczepił go do przybyłego z Berlina pociągu. W drodze nikt nas nie kontrolował ani nie pytał o bilety. Najtrudniejsze przejście miałem już na miejscu. Nikt na plebanii w Chrzanowie nie przypuszczał, że przywiozę ze sobą tak dużą gromadkę. Nie było przygotowanego jedzenia i spania, a było już po godzinie policyjnej” – napisał Władysław Mamot w swoim pamiętniku. Już po wojnie poświadczył to prefekt chrzanowskiego liceum ks. Józef Stańko.

Kombatant i radny
Po zakończeniu wojny Władysław Mamot, jako maszynista parowozu, brał czynny udział w odbudowie zerwanych w czasie wojny w okolicach Chrzanowa mostów.

W listopadzie 1946 roku dyrekcja Fabryki Lokomotyw w Fabloku na ponad pięć lat służbowo przeniosła go do zakładów w Starachowicach, gdzie był szefem centrali hamulców. Po powrocie do Chrzanowa w Fabloku pełnił kolejno funkcje zastępcy głównego konstruktora oraz kierownika wydziału produkcji W-5. Zadbał też o uzupełnienie wykształcenia, kończąc wieczorowe liceum i zdając maturę w kwietniu 1966 roku. Cztery lata później został dopuszczony do egzaminów na Zawodowe Studia Zaoczne Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Krakowie.

Pracę zawodową zakończył w czerwcu 1980 roku, przechodząc na emeryturę kombatancką. Do ZBOWiD-u zapisał się zaraz po wojnie. Między innymi był wiceprezesem chrzanowskiego koła związku. Był też posiadaczem legitymacji nr 4506 Polskiego Związku b. Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych Okręgu Kraków. Społecznie udzielał się również na innych polach. W latach osiemdziesiątych został ławnikiem wydziału rodzinnego Sądu Rejonowego w Chrzanowie. Tę rolę godził z działalnością samorządową. Od 1984 do 1988 roku był chrzanowskim radnym, przewodniczącym komisji ds. samorządu oraz członkiem prezydium rady narodowej.

Dwa kółka – jego żywioł
Jego wielką pasją stało się kolarstwo. Ponad trzydzieści lat temu zapisał się do sekcji kolarskiej, działającej przy kole PTTK Fablok. Szybko został przodownikiem turystki kolarskiej. Na dwóch kółkach przejechał tysiące kilometrów. Najwięcej, bo ponad 5 tysięcy, „wykręcił” w 1980 roku, jako świeżo upieczony emeryt. Zdobył mnóstwo odznak i wyróżnień kolarskich. Między innymi przejechał liczącą ponad 4 tysiące kilometrów trasę Dużego Rajdu Dookoła Polski (od Zgorzelca do Łeby) oraz Małego Rajdu Dookoła Polski (niespełna 2 tysiące kilometrów). Uczestniczył w dziesiątkach rajdów i zlotów. Na rowerze jeździł też za granicą. Zaczynał od trzydniowego wypadu do czeskiego Cieszyna. Przez tydzień jeździł też po Holandii. Razem z innymi uczestnikami Rajdu AIT do Amsterdamu przyjechał pociągiem, a stamtąd, już na rowerze, pojechał trasą prowadzącą do Morza Północnego. Do uprawiania turystyki rowerowej namówił też członków rodziny.

„W 1978 roku po powrocie z rajdu Szlakiem Wyzwolenia Wybrzeża w mojej rodzinie zapanował wielki zapał do turystyki kolarskiej. Dwaj synowie i dwaj wnukowie pragnęli zorganizować rajd rodzinny, choćby na trzy dni. Wyraziłem zgodę, mimo silnego na początku sprzeciwu żony. W ciągu tych trzech dni przejechaliśmy przez Zator, Andrychów, Kęty, Międzybrodzie, Żywiec i Bielsko-Białą, skąd wróciliśmy do domu pociągiem. Jechaliśmy na zwykłych rowerach z kontrą. Ośmioletni wnuk Jacek podróżował na małym składaku” – zapisał Władysław Mamot w swoim pamiętniku zatytułowanym „20 lat turystyki kolarskiej”. Z czynnego uprawiania kolarstwa zrezygnował z powodu pogarszającego się stanu zdrowia. Zmarł 30 lipca 2002 roku. Spoczywa na chrzanowskim cmentarzu. Zostawił po sobie wiele rękopisów i maszynopisów. Między innymi „Wycieczki jednodniowe kolarskie”, „Sprzęt i ekwipunek turysty rowerowego”, „Miejsca pamięci narodowej z okresu II wojny światowej”, „Zabytkowe budowle sakralne” oraz „Wspomnienia o dzieciach powstańców warszawskich w Chrzanowie”. Od kilku lat Władysław Mamot jest patronem rodzinnych rajdów rowerowych, w których w Chrzanowie regularnie uczestniczy nawet kilkuset cyklistów.
Marek Oratowski

Przełom nr 1 (869) 7.1.2009