Nie masz konta? Zarejestruj się

Żarki

Wstrząsy są słabsze, ale pogłębiają pęknięcia domów

09.11.2016 19:12 | 3 komentarze | 5 798 odsłon | Marek Oratowski

Stu mieszkańców Żarek wylało w środowe popołudnie na zebraniu wiejskim żale w obecności przedstawicieli Zakładu Górniczego Janina. Mieli za złe, że wiele szkód wciąż nie zostało naprawionych, a w kopalni traktowani są z lekceważeniem.

3
Wstrząsy są słabsze, ale pogłębiają pęknięcia domów
Mieszkańcy chcieli poznać termin naprawienia szkód, ale przedstawiciele kopalni nie złożyli takiej deklaracji
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W ubiegłym roku ziemia mocno zastrzęsła się w sołectwie 30 września, 20 października i 18 listopada. Do dziś odczuwalne są wstrząsy związane z eksploatacją kolejnej ściany pod Żarkami.

- Są mniejsze, ale wciąż wiele zwłaszcza starszych osób odczuwa lęk - stwierdził sołtys Stanisław Garlacz.

Uczestnicy zebrania mieli za złe przedstawicielom ZG Janina, że pęknięcia elewacji ich domów powstałe w ubiegłym roku pogłębiają się. Do kopalni wpłynęło 1821 wniosków o odszkodowanie. Za zasadne przedstawiciele ZG Janina uznali 1185 z nich. W samych Żarkach ucierpiało ponad pięćset posesji.
Ludzie przekonywali, że czekają na podpisanie ugód. Zarzucali kopalni opieszałość, a nawet arogancję.

- Zostałem wyrzucony z działu szkód górniczych, choć chciałem tylko poprosić o wizytę fachowców w domu - opowiadał Edward Mikunda.

Przedstawiciele kopalni przekonywali, że liczba wniosków ich przerosła. Tłumaczyli opóźnienia m.in. tym, że musieli pilnie zabezpieczyć budynki przed eksploatacją na kolejnej ścianie, co zabrało im kilka miesięcy.

- Jeszcze raz mogę tylko przeprosić za uciążliwości, jakie stwarzamy. Teraz powoli odchodzimy z eksloatacją od zabudowań w stronę tzw. Zapadłego - mówił Witold Kasperkiewicz, dyrektor ZG Janina.

Mimo nalegań części mieszkańców przedstawiciele kopalni nie chcieli określić terminu, do którego szkody zostaną naprawione. Stwierdzili jedynie, że uczulą pracowników przyjmujących poszkodowanych, by traktowali ich z należnym szacunkiem.

- Gdy zajdzie taka potrzeba, przesunę do Libiąża pracowników działu szkód z Brzeszcz - zadeklarował obecny na zebraniu Zdzisław Filip, prezes firmy Tauron Wydobycie SA.