Nie masz konta? Zarejestruj się

Trzebinia

07.07.2020 16:00 | 0 komentarzy | 4 753 odsłony | Agnieszka Filipowicz

Z ARCHIWUM TYGODNIKA "PRZEŁOM". Powtarzam młodym ludziom jak mantrę, że mundur to honor. To nie jest zwykłe ubranie, które każdy może na siebie włożyć. To wyróżnienie - mówi w rozmowie z Agnieszką Filipowicz Marek Kuchta, były policjant, obecnie wicedyrektor ds. mundurowych w Liceum Ogólnokształcącym w Trzebini.

0
 Major z innej bajki
Marek Kuchta
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Agnieszka Filipowicz: Przez lata, jako policjant, naczelnik wydziału przestępczości gospodarczej chrzanowskiej komendy, ścigał pan przestępców. Teraz ściga pan uczniów?
Marek Kuchta: Oczywiście, przecież 22 lata spędzone w policji do czegoś zobowiązują (śmiech). A tak na poważnie - nikogo już nie ścigam.


Ale znów założył pan mundur. Tym razem jako wicedyrektor LO w Trzebini do spraw mundurowych. Tęskni pan czasem za pracą w policji? Nie żal było odchodzić na emeryturę?
- Żal. Bardzo dobrze wspominam pracę w policji. Decyzja o odejściu nie przyszła łatwo. Ale nadszedł taki moment, gdy zacząłem zastanawiać się, na jakim etapie swego życia i pracy zawodowej się znalazłem. 16 lat kierowałem wydziałem przestępczości gospodarczej. Przez te lata pracowałem nad wieloma sprawami, mniej i bardziej skomplikowanymi. A gdy zdobędzie się pewną wiedzę, doświadczenie, istnieje ryzyko, że do naszych działań wkradnie się rutyna. Rutyna, która ostatecznie może nas zgubić. Doszedłem wtedy do wniosku, że w tej pracy już mnie nic nie zaskoczy, nie zdziwi. Więc pora odejść.


Jak w piosence Myslovitz: „Upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem". Czego potrzebuje pan do życia? Ciągłego zdziwienia, adrenaliny?
- Tak, zwłaszcza zastrzyku adrenaliny. Taki mam charakter. Chyba dlatego oprócz ciekawej pracy, potrzebuję też w życiu pasji. Jakiś czas temu zafascynowały mnie skoki spadochronowe, a ostatnio nurkowanie.


Jako wicedyrektor liceum często jest pan zdziwiony?
- Nieustannie. Młodzież naprawdę potrafi zaskoczyć.


Od dziecka ciągnęło pana do munduru?
- Ależ skąd. Tuż po szkole odbyłem służbę wojskową. Gdy wyszedłem z wojska, powiedziałem sobie, że nigdy munduru nie założę. Dziś, z perspektywy czasu, patrzę na tamto doświadczenie inaczej. Myślę, że każdemu młodemu człowiekowi - czy to mężczyźnie, czy kobiecie, doświadczenie służby wojskowej, choćby tylko kilkumiesięcznej, przyda się w życiu.


W jakim sensie?
- Młodym ludziom brakuje dziś dyscypliny, a często też samodzielności. W wojsku uczą podstawowych czynności - wyprać samemu majtki i skarpetki, wstawać na komendę, nawet o czwartej rano. A dzisiejsza młodzież w takich sytuacjach jak reaguje? Jest płacz, stękanie, że boli głowa albo jest katar. To też jest nasza wina - jako rodziców. Bo my wychowujemy w ten sposób młode pokolenie. Za mało ich dyscyplinujemy i za mało uczymy samodzielności. Czy pani wie, że gdy zacząłem pracować w liceum i jakiś uczeń chciał załatwić ze mną sprawę, zawsze przychodził w towarzystwie przynajmniej jednego lub dwóch kolegów czy koleżanek? Pytałem - po co ci adwokaci? Czy do urzędu też pójdziesz załatwiać sprawę razem z kolegami? I czy na randkę również pójdziesz z kolegą? Teraz już nie przychodzą w grupie. Wiedzą, że ze mną się w ten sposób nie rozmawia.


To jak powinniśmy wychowywać młodzież? Robić musztrę co dnia?
- To na pewno nie zaszkodzi. Obserwuję uważnie młodzież, która przychodzi do nas do szkoły. I dostrzegam pokoleniową różnicę. Oni są bardziej rozchwiani emocjonalnie, delikatniejsi.


...i na wstępie trafiają na wicedyrektora Marka Kuchtę, twardziela, byłego policjanta, który nie chce pochylić się nad ich słabościami. Ciekawie musi wyglądać ta konfrontacja.
- Tak, trochę jak zderzenie ze ścianą (śmiech). A tak na serio, uważam, że naprawdę młodych ludzi można nauczyć karności.


Jak pan to robi?
- Po pierwsze, mówię do nich inaczej. Ja ich nie błagam, by zrobili to lub tamto. Uświadamiam im, że skoro przyszli do tego liceum, zwłaszcza do klasy mundurowej, niech się nie spodziewają, że będą mieć tu przedszkole. Wprost przeciwnie - będą mieć namiastkę wojska.


Na czym polega ta namiastka?
- W tygodniu mamy dwa dni mundurowe, musztrę. Raz w miesiącu jeździmy do jednostki wojskowej, na poligon. Raz w roku mamy kilkudniowy obóz mundurowy, na którym młodzi ludzie uczą się m.in. wytrwałości.


Niesubordynowani uczniowie wzywani są czasem na dywanik do dyrektora?
- Jeden z uczniów, słysząc właśnie takie sformułowanie zauważył, że przecież u mnie w gabinecie nie ma dywanika. To też przykład różnicy pokoleniowej - teraz się już nie mówi - „iść na dywanik do dyrektora". Ale oczywiście, są wzywani na rozmowy, jeśli zaistnieje taka potrzeba.


I co im pan mówi? Żeby szanowali nauczycieli? Serio, to działa?
- Po pierwsze - mówię im, że nikt ich tu nie trzyma na siłę. Albo pracuje z nami, spełnia nasze oczekiwania, albo nie będziemy tolerować jego zachowania i się rozstaniemy. Należy egzekwować przestrzegania zasad - tego, że na lekcji się nie je kanapek i nie pije soku, nie bawi komórką, a na przerwach nie pali papierosów. Tu nie może być żadnych negocjacji. Zasady są jasne i należy ich przestrzegać. Musimy wymagać i być w tym konsekwentni. Nie można pozwolić, by młodzież weszła nam na głowę. To proste.


Jednak chyba nie dla wszystkich jest to proste.
- Tak, spotkałem się z taką opinią. Od koleżanki z pracy usłyszałem, że jestem z innej bajki, bo wszystko jest dla mnie proste. A ja po prostu uważam, że rozwiązania spraw, problemów należy upraszczać, a nie utrudniać.


Mówi pan młodym ludziom, że powinni szanować mundur?
- Oczywiście, powtarzam im to jak mantrę. Mundur to honor. To nie jest zwykłe ubranie, które każdy może na siebie włożyć. To wyróżnienie.


Czym trzebińskie liceum różni się od klas mundurowych w innych szkołach?
- Nasze liceum to jedna z czterech certyfikowanych szkół z klasami mundurowymi w województwie małopolskim. W Polsce takich placówek jest 124. Realizujemy program przygotowany przez Ministerstwo Obrony Narodowej.


Co daje ten certyfikat wydawany przez MON?
- Młody człowiek po naszej szkole zna się na broni, jest obeznany z taktyką i techniką żołnierską. Ma za sobą zajęcia praktyczne w jednostce wojskowej, na poligonie, spotkania i rozmowy z żołnierzami jeżdżącymi na misje wojskowe. Praktyczne korzyści są takie - dodatkowe punkty przy kwalifikacji na studia przygotowujące do pracy w służbach mundurowych i skrócony okres przygotowawczy.


Czy oprócz pana w liceum uczą też inni nauczyciele z doświadczeniem w służbach mundurowych?
- Ja nie uczę młodzieży. To raczej nie jest moje powołanie. Ale wykłada u nas wojskowy w służbie czynnej, podpułkownik. Uczy przedmiotów wojskowych.


A pan jaki ma stopień?
- Gdy odchodziłem na emeryturę, byłem w stopniu podinspektora. To odpowiednik majora w wojsku.


Co jest ciekawszym zajęciem - praca w policji czy w szkole?
- Oba zajęcia są ciekawe. To pierwsze bywa niebezpieczniejsze, z kolei to drugie wymaga nieraz anielskiej cierpliwości i solidnego przygotowania pedagogicznego.


Ma pan to przygotowanie?
- Skończyłem Akademię Pedagogiczną.


Pracował pan ponad 20 lat w policji, potem kilka lat w biznesie, teraz w liceum. Co będzie dalej?
- Nie wiem. Wiem natomiast, że dopóki jestem zdrowy, sprawny fizycznie i umysłowo, nie mogę siedzieć bezczynnie na emeryturze. To byłoby po prostu niemoralne.

Tekst opublikowany w tygodniku Przełom 1/2020