Nie masz konta? Zarejestruj się

Luszowice

PRZEŁOM poleca: Jola biega za ptakami, a ptaki latają za Jolą

13.01.2022 18:00 | 3 komentarze | 2 244 odsłony | Łukasz Dulowski
Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". W naszej facebookowej grupie „PRZEŁOMowe Kadry" nie ma większego „ptasiarza" od Jolanty Błaszczyk z Luszowic. Kocha ptaki, a piękne zdjęcia robi im przy okazji.
3
PRZEŁOM poleca: Jola biega za ptakami, a ptaki latają za Jolą
Jolanta Błaszczyk urodziła się w 1963 r. Ukończyła Studium Wychowania Przedszkolnego w Mysłowicach, potem pedagogikę przedszkolną i wczesnoszkolną na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Mieszka w Luszowicach. Przez 35 lat pracowała jako nauczyciel w przedszkolu w Balinie. Oprócz fotografowania maluje obrazy, pielęgnuje ogród i hoduje kury ozdobne.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Łukasz Dulowski: Co było pierwsze: zainteresowanie fotografią czy ptakami?
Jolanta Błaszczyk: Zdjęcia robiłam od bardzo dawna, ale najczęściej rodzinne, głównie dzieci i podczas różnych wycieczek. Pojawiały się też krajobrazy. Gdy pracowałam w przedszkolu, to również byłam odpowiedzialna za fotografowanie na różnych imprezach i uroczystościach, a także czuwałam nad przygotowywaniem dekoracji.

Pani pierwsze aparaty fotograficzne?
- Produkcji radzieckiej, czyli Smiena, potem Zenit i lustrzanka Sony. W domu wywoływaliśmy zdjęcia. Wtedy nie była to jeszcze jakaś wielka pasja, ale po prostu ciągotka. Zainteresowanie ptakami też nie wzięło się znikąd, zawsze lubiłam przyrodę. Często spacerowałam, jeździłam na wycieczki. Nigdy nie interesowały mnie zorganizowane wczasy. Wolę spontaniczne wyjazdy w dzikie rejony - lasy, jeziora, góry. Ważny jest spokój, natura i sielski klimat z dala od zgiełku.

Ślepowron

I pewnie w którymś momencie postanowiła pani utrwalać na zdjęciach te cuda natury.
- Tak, ale ptaki pojawiły się nieco później. Pierwszą pasją był ogródek, który do dzisiaj pielęgnuję i ciągle zmieniam. To tam robiłam najwięcej zdjęć, przede wszystkim kwiatów. Zamiłowanie to mam po rodzicach. Mają piękny ogród z bardzo ciekawymi okazami. I ja także bardzo lubię „grzebać w ziemi". Ciągle kupuję jakieś sadzonki, rozmnażam, pielęgnuję. To były głównie różaneczniki, hortensje, azalie i róże. Jednocześnie dokarmiałam ptaki. Coraz więcej ich przylatywało. Ogród zaczęłam zmieniać na przyjazny ptakom i owadom. Pojawiło się więcej bylin, traw i roślin miododajnych. Przylatywało coraz więcej ptaków, coraz ciekawsze gatunki, więc zaczęłam im robić zdjęcia. Z czasem wypatrywałam nie tylko wróbla czy sikorki, ale bardzo się cieszyłam, gdy pojawił się rudzik, kapturka, piegża czy krogulec. Dowiadywałam się, co to za ptaki. Czasem rozpoznawałam je po śpiewie. Jest świetna strona internetowa, gdzie można zobaczyć, jak wygląda dany ptak i posłuchać jego głosu (www.glosy-ptakow.pl). Należę również do kilku ptasich grup na Facebooku. Lustrzankę zamieniłam na cyfrowego Nikona P900.

Sowy uszate

Można go polecić innym ptasiarzom?
- Tak, jest w miarę lekki, posiada duży zoom i funkcję automatycznej obserwacji ptaków. Wtedy działa cicho przy robieniu zdjęć. A tak w ogóle to zbytnio nie interesuję się sprawami technicznymi fotografii. Przede wszystkim kocham ptaki, a fotografuję je przy okazji obserwacji.

Czy pani jakoś szczególnie planuje swoje wyprawy ornitologiczno-fotograficzne?
- Niemal codziennie gdzieś chodzę albo jeżdżę na dalsze wyprawy. Gdy zostaję w domu, to dużo czasu spędzam w ogrodzie. Oczywiście z aparatem pod ręką. Gdy jednego dnia zobaczę na przykład czaple czy żurawie na stawach i zrobię im kilka zdjęć, to następnego dnia wybieram się w to samo miejsce. Rano lub popołudniu, żeby jeszcze raz je uchwycić w lepszym świetle. O tych porach dnia wychodzą ładne kadry ze względu na światło i klimat. Poza tym, są to najlepsze godziny do obserwacji i fotografowania ptaków. Rankiem zlatują się na żerowiska. Z kolei w południe bywa, że wcale ich nie ma. Odlatują w inne miejsca i wracają przed zachodem słońca.

Najciekawsze plenery?
- Właśnie stawy w Zatorze i Przeciszowie, nazywane Przeręb lub Przyręb. Jest to jeden z największych kompleksów stawów w Dolinie Karpia, gdzie przyjeżdża mnóstwo ptasiarzy, między innymi z Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego. Obserwują, obrączkują i liczą różne gatunki. Lęgi zaczęły tam wyprowadzać żurawie i podobno nawet zostają na zimę. Jeśli zaś chodzi o bliższe okolice, to dużo ciekawych ptaków spotykam na Groblach, Tarce i na stawach w Jankowicach.

Czaple białe

Które okazy zrobiły na pani największe wrażenie?
- Jednym z takich jest sowa uszata, którą po raz pierwszy w życiu zobaczyłam na stawach w Jankowicach. Co rok ma tam lęgi, a ja obserwuję jej młode praktycznie od wyklucia, po opuszczeniu gniazda. Już dwa lata. W Jankowicach można też spotkać m.in. dziwonię, remiza, zimorodka, bączka, wilgę i ślepowrona. Najchętniej chodzę na stawy nie w weekendy, tylko w tygodniu, kiedy nie ma ludzi. Z kolei gdy zapada zmierzch i nie widać żywego ducha, to trochę się boję. Niemniej jednak, gdy zauważę jakiegoś ptaka, to i tak zapominam o wszystkim. Uśmiech na ustach, idę za tym ptakiem, fotografuję i zapominam o całym świecie.

Zastanawiała się pani kiedyś, dlaczego właśnie ptaki...?
- Chyba dlatego, że są piękne i są najbliżej, wszędzie wokół nas. Jednego razu Łukasz Głuch z „PRZEŁOMowych Kadrów" napisał, że „Jola biega za ptakami", a ostatnio odnoszę wrażenie, że one chyba za mną latają. Na przykład stoję zmarznięta gdzieś nad stawem i mówię do siebie, że już idę, bo mam dość. Wtedy zawsze pojawi się coś ciekawego. A to wilga, a to raniuszek...
Pewnie posiada pani już sporą wiedzę ornitologiczną i mnóstwo ptasich fotografii.
- Przechowuje je na dysku zewnętrznym. W sumie 450 GB zdjęć, oczywiście, nie tylko ptaków. Często brakuje mi czasu, aby je posegregować czy usunąć, więc wrzucam na dysk i obiecuję sobie, że zrobię to później...

Wąsatka

Może powinna pani przygotować wystawę, np. w chrzanowskiej bibliotece. Na pewno byłaby bardzo ciekawa.
- Trudno by mi było wybrać najlepsze fotografie. Ale kto wie... A jeśli chodzi o wiedzę ornitologiczną, to jest kilka ciekawych grup na Facebooku, m.in. „Identyfikacja ptaków", „Jaki to ptak", „Wszystko o ptakach", „Jestem na Ptak". Założyłam też własną grupę „Przyroda moja pasja", do której należą oczywiście pasjonaci, miłośnicy i obserwatorzy przyrody, przede wszystkim ptaków.

Pasja i wiedza idą w parze z dobrym sercem. Wiemy z „PRZEŁOMowych Kadrów", że zdarzało się pani ratować ranne ptaki i zwierzęta.
- Kiedyś sytuacja była bardzo dramatyczna. Jechałam do pracy wcześnie rano. Przy drodze siedziała sarna. Nogę miała tak okropnie złamaną, że do dzisiaj przechodzą mnie ciarki, gdy o tym myślę. Wzięłam ją do samochodu. Siedziała na tylnym siedzeniu i w ogóle się nie bała. Pamiętam ciepło jej futerka i te cudowne, smutne oczy... Trafiła do weterynarza. Niedawno robiłam zdjęcia młodemu łabędziowi na stawach w Zatorze. Skrzydło miał jakoś dziwnie opuszczone pod wodą. Po zrobieniu zdjęć i przybliżeniu zobaczyłam, że jest ono zakrwawione. Dzwoniłam w różne miejsca, począwszy od straży pożarnej, po starostwo i urząd miasta. Ostatecznie, po trzech godzinach, przyjechał weterynarz i przekazał rannego łabędzia do Leśnego Pogotowia w Mikołowie. Wcześniej było też ratowanie potrąconej przez samochód kuny i kosa.
Od jakiegoś czasu jem coraz mniej mięsa, nie smakuje mi. Myślę, że ma to związek z moją miłością do zwierząt i coraz większą świadomością związaną z ochroną przyrody.

Archiwum Przełomu nr 50/2020