Nie masz konta? Zarejestruj się

Chrzanów

Uczeń chrzanowskiego gimnazjum wyzwalał Inflanty

01.07.2020 15:00 | 0 komentarzy | 1 933 odsłona | red.

Sto lat temu, w styczniu 1920 roku, oddziały polskie i łotewskie wyzwoliły Inflanty Polskie spod bolszewickiej okupacji. Henryk Kieszek, uczeń chrzanowskiego Gimnazjum, był jednym z polskich żołnierzy, którzy w walce o niepodległość Polski i Łotwy złożyli najwyższą ofiarę.

0
Uczeń chrzanowskiego gimnazjum wyzwalał Inflanty
Pomnik na zniszczonym polskim cmentarzu wojennym w Dyneburgu
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W hallu chrzanowskiego I LO znajduje się tablica pamiątkowa, ufundowana w latach międzywojennych, upamiętniająca dwóch uczniów oraz tercjana (woźnego) chrzanowskiego Gimnazjum, poległych za wolność Polski w latach Wielkiej Wojny i wojny polsko-bolszewickiej.

Tablica z chrzanowskiego LO z nazwiskiem Henryka Kieszka

Jednym z nich był 19-letni ochotnik, Henryk Kieszek (ur. 2 VII 1900), uczeń szóstej klasy, kapral 1. Pułku Piechoty Legionów, poległy 10 I 1920 r. pod Zgniłym Ruczajem, koło Dyneburga (w latach 1893-1920 miasto nosiło zrusyfikowaną nazwę Dźwińsk, podaną na tablicy).

Podczas mojej podróży na Łotwę, do której przyłączono w 1920 r. wyzwolone przez wojska polskie i łotewskie Inflanty Polskie (obecnie zwane Łatgalią), udało mi się odnaleźć w Dyneburgu miejsce pochówku naszego bohatera.

Henryk Kieszek, wraz z innymi polskimi żołnierzami, poległymi podczas wyzwalania miasta w styczniu 1920 r., został pochowany na polskim cmentarzu wojennym w dzielnicy Słobódka, tuż za dyneburskim dworcem kolejowym. Pogrzebano tam także 151 Polaków walczących w armii carskiej podczas Wielkiej Wojny.

W czerwcu 1928 r. prezydent Łotwy Gustavs Zemgals, w obecności konsula RP w Dyneburgu Michała Świerzbińskiego, dokonał na tymże cmentarzu odsłonięcia pomnika ku czci poległych żołnierzy WP. Monument w formie sarkofagu z napisem: Bohaterskim żołnierzom polskim poległym za niepodległość Łotwy - był dziełem wybitnego łotewskiego architekta Aleksandrsa Birzenieksa (1893-1980).

Tablica z pomnika w Dyneburgu z nazwiskiem Henryka Kieszka

W 1934 r. dokonano renowacji cmentarza, zastępując drewniane krzyże na mogiłach krzyżami metalowymi. Jedną z tych mogił był grób chrzanowianina, Henryka Kieszka. Cmentarz przetrwał II wojnę światową, lecz jego najgorsze dni nadeszły w latach 1955-1970. Wtedy władze sowieckie zdecydowały się na wymazanie pamięci o Polakach walczących o niepodległość Łotwy, która od 1944 r. znajdowała się ponownie pod rosyjską okupacją.

Cmentarz został całkowicie zdewastowany, groby wraz z gruntem i szczątkami pochowanych zostały dokładnie zdrapane z powierzchni ziemi, a całość wywieziona poza miasto i użyta do budowy drogi w kierunku miejscowości Demene, leżącej na południe od Dyneburga, w stronę dawnej granicy polsko-łotewskiej.
Trudno powiedzieć, czy ten szczegół w akcie sowieckiego barbarzyństwa był przypadkowy, czy dokładnie zaplanowany. Na miejscu zniszczonego cmentarza urządzono oczywiście - jak to najczęściej bywało w praktyce władz sowieckich (m.in. na Cmentarzu Orląt we Lwowie) - wysypisko śmieci, by w ten sposób dopełnić aktu całkowitej profanacji miejsca pochówku pogromców wojsk sowieckich w 1920 r. Był to też zapewne swoisty akt zemsty na bohaterach, którzy ośmielili się pokonać „niezwyciężoną" armię sowiecką.

Po odzyskaniu niepodległości przez Łotwę na miejscu zniszczonego przez Sowietów cmentarza wzniesiono w 1992 r. nowy pomnik ku czci poległych Polaków: 13-metrowy, betonowy krzyż (proj. Romualds Gibovskis i Vanda Baulina) z polskim orłem wojskowym, napisem: Żołnierzom Polakom poległym na tej ziemi - oraz tablicami pamiątkowymi, wymieniającymi pochowanych tutaj w 1920 r. żołnierzy (Pamięci żołnierzy Wojska Polskiego poległych w walce o niepodległość Łotwy w 1920 r.).

Pomiędzy nimi znajduje się także nazwisko naszego krajana, Henryka Kieszka. Jego prochy zaś leżą zapewne gdzieś pod zbudowaną w czasach sowieckiej okupacji szosą, wiodącą w kierunku Polski...

Dwaj pozostali bohaterowie chrzanowskiego Gimnazjum polegli jako żołnierze c.k. armii. Tercjan Jan Urbański (ur. 1874) zginął na froncie włoskim w Alpach w 1917 r. i został upamiętniony na rodzinnym grobowcu na chrzanowskim cmentarzu parafialnym.

Z kolei Remigiusz Kościński (ur. 28 I 1898) poległ 30 VIII 1917 r. (wg austriackiej listy strat tzw. Verlustliste i aktu zejścia, lub 31 VIII wg zapisu na tablicy pamiątkowej w I LO) pod Brestowicą, na froncie austriacko-włoskim (obecnie terytorium Słowenii) podczas 11. bitwy nad Soczą. Był plutonowym i tzw. jednorocznym ochotnikiem.

Służył w 16. c. k. Pułku Strzelców. Był synem Marii i Mieczysława Kościńskich z Żarek, gdzie jego ojciec piastował funkcję kierownika szkoły ludowej. Jak wynika z urzędowego Wykazu przedmiotów po poległych i zmarłych należących do austro-węgierskiej armii, zachowanego w Archiwum Państwowym w Katowicach, przy Remigiuszu Kościńskim znaleziono niewielką kwotę 3 koron i 14 halerzy. Ostateczną decyzję o przekazaniu jej ojcu poległego, dzięki powolności wojskowej machiny biurokratycznej, podjęto w Dowództwie Okręgu Generalnego WP w Krakowie dopiero w kwietniu 1920 r. Czyli niemal w trzy lata po zgonie Kościńskiego i półtora roku po upadku monarchii austro-węgierskiej, kiedy zjadana przez inflację korona austriacka właśnie dożyła swych ostatnich dni, jako środek płatniczy w polskiej już Galicji.

Mariusz Paździora

Przełom 2/2020