Nie masz konta? Zarejestruj się

Sport

Fani sportu kontra pseudokibice

05.03.2015 17:46 | 0 komentarzy | 1 710 odsłona | Marek Oratowski

Coś takiego jest w sporcie, że kibice jednoczą się najczęściej przeciwko decyzjom sędziów krzywdzących "ich" zespół - pisze Marek Oratowski.

0
Fani sportu kontra pseudokibice
Marek Oratowski
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Kibice to nieodłączny element piłkarskiego widowiska. W końcu zawodnicy kopią, rzucają, czy przebijają piłkę przez siatkę po to, by ktoś ich oglądał. W przypadku zawodów z udziałem dzieci i młodzieży na trybunach siedzą zwykle członkowie rodzin lub znajomi młodych zawodników. Sympatyczne jest to, że potrafią naprawdę żywiołowo dopingować pociechy. Szkoda mi tylko, że hale świecą pustkami podczas wielu zawodów szkolnych. Dawniej na widowni siedzieli uczniowie i wspierali kolegów i koleżanki. Teraz dyrektorzy szkół ich już nie puszczają na takie imprezy, by nie tracili lekcji. Cóż, takie czasy...W przypadku tak zwanego "dorosłego" sportu mamy już do czynienia z fanami sportu, którzy lubią obejrzeć na żywo zmagania w ulubionej dyscyplinie.

Z tych halowych największa frekwencja jest na spotkaniach I-ligowego MTS Chrzanów. Dominują stali bywalcy i znawcy szczypiorniaka. Z dopingiem bywa różnie. Ten spontaniczny rodzi się rzadko. Choć spiker robi, co może, by wykrzesać z siedzących na widowni choć cień entuzjazmu. Czasem doping jest zorganizowany, ale nie zawsze kulturalny. Coś takiego jest w sporcie, że kibice jednoczą się najczęściej przeciwko decyzjom sędziów krzywdzących "ich" zespół. Na lokalnych, piłkarskich boiskach ta żywiołowość nierzadko przeradza się w zwykłe chamstwo. Nie dziwię się więc, że na ogłoszenia kolegium sędziowskiego chrzanowskiego podokręgu zgłasza sie od pewnego czasu niewielu chętnych. W końcu porównanie wysokości diet za gwizdanie do ilości "wiązanek" wykrzykiwanych pod adresem arbitrów nie wypada najlepiej i młodzi zapewne nie chcą być przedmiotem wyzwisk. Bo tak po prawdzie nigdy nie wiadomo, kiedy fan sportu może zamienić się w pseudokibica. Dlatego niekiedy dochodzi do "zadym", jak na widowni w Kościelcu, gdy Fablok grał z Libiążem.

Służby porządkowe na boiskach jeśli w ogóle są, w razie większej rozróby są bezradne. Znam przypadki, gdy panowie w kamizelkach sami niezbyt elegancko zachowywali się w stosunku do przyjezdnych i arbitrów. Na szczęście mundurowi sobie radzą z "zadymiarzami". Jednak zamiast patrolować ulice muszą ganiać za szalikowcami. Mam wrażenie, ze nie wszyscy działacze rozmawiają ze swoimi fanami. Jeśli już to robią, nie potrafią ich zdyscyplinować i wyegzekwować odpowiednich zachowań.

Ciekawe w kontekście zbliżającego się Dnia Kobiet jest to, że coraz więcej pań obserwuje sportowe zmagania. I wcale nie są one jedynie osobami towarzyszącymi. Po komentarzach widać, że wiele z nich wie, o co chodzi na boisku. Nie pytają już bezradnie życiowych towarzyszy: "a nasi to którzy?". Pozostaje tylko mieć nadzieję, że będzie ich coraz więcej. I w końcu wpłyną na złagodzenie kibicowskich obyczajów...