Choć do Balina przyjechał z godzinnym opóźnieniem, jego czytelnicy cierpliwie czekali do końca. Jak później przyznawali, było warto. Spotkanie z Markiem Kamińskim szybko przerodziło się w wielowątkową rozmowę o podróżach, wierze, psychice, odpowiedzialności i ludzkich marzeniach.
Biegun jako szkoła życia
Jeden z najwybitniejszych polskich podróżników, pierwszy człowiek na świecie, który zdobył oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku bez pomocy z zewnątrz, mówił nie tyle o rekordach, ile o doświadczeniach, jakie przyniosły mu samotność, cisza i spotkania z ludźmi.
Pytany o to, dlaczego wciąż wraca na bieguny, odpowiedział bez wahania, że te miejsca na zawsze odmieniły jego życie.
– Każdy raz był całkiem inny. To nie jest miejsce, które się kończy. Wydaje się, że nic tam nie ma, ale właśnie tam człowiek odkrywa rzeczy najważniejsze – mówił.
Kamiński przypomniał, że na biegun południowy wędrował samotnie, później prowadził tam grupy, zdobywał go z Janem Melą, a po latach wrócił również z synem Kayem. Każda z tych wypraw była dla niego zupełnie innym doświadczeniem.
Cztery tysiące kilometrów do Santiago
Jednym z najciekawszych wątków spotkania była opowieść o pieszej pielgrzymce z Kaliningradu do Santiago de Compostela. Podróżnik pokonał około czterech tysięcy kilometrów w ciągu czterech miesięcy.
Przyznał, że dojrzewał do tej wyprawy przez kilkanaście lat. Czytał książki o Camino, odkładał decyzję o wyruszeniu, aż w końcu odnalazł własny sens tej drogi.
– Pomyślałem, że bieguny są osią świata. Jeden biegun to Santiago de Compostela, a drugi to grób Immanuela Kanta w Kaliningradzie. Kiedy poczułem sens tej drogi, wiedziałem, że warto nią pójść – wspominał.
Podróż okazała się nie tylko wyzwaniem fizycznym, ale również doświadczeniem duchowym.
– Można bardziej szukać Boga wewnątrz siebie niż w zewnętrznym świecie – podkreślał.
Jak przyznał, podczas wędrówki odkrył także inny wymiar modlitwy.
– Zobaczyłem, że można nie tylko mówić do Boga, ale również posłuchać, co On chce nam powiedzieć. Czyli nic nie mówić i być w ciszy.
Ludzie ważniejsi od celu
Jeśli bieguny były dla niego doświadczeniem samotności i pustki, Camino stało się drogą ku innym ludziom. Na szlaku spotykał osoby zmagające się z depresją, uzależnieniami, chorobami i życiowymi kryzysami.
Szczególnie zapamiętał mężczyznę cierpiącego na chorobę dwubiegunową, który wyznał, że książka „Moje bieguny” pomaga mu przetrwać najtrudniejsze chwile. Był też menedżer dużej korporacji, który początkowo tłumaczył swoją obecność na szlaku chęcią udowodnienia, że diabetycy mogą podejmować podobne wyzwania. Z czasem przyznał jednak, że prawdziwym powodem pielgrzymki był rozpad małżeństwa.
– Zrozumiałem, że nie chodzi tylko o samą drogę, ale o ludzi, których spotykamy po drodze – mówił.
To właśnie dlatego Camino nazwał przeciwieństwem wypraw polarnych.
– Biegun był drogą w pustkę. Camino było drogą do drugiego człowieka i do samego siebie.
Jan Mela i odpowiedzialność większa niż strach
Szczególne miejsce w opowieści Marka Kamińskiego zajęła wyprawa z Janem Melą – najmłodszym w historii i pierwszym niepełnosprawnym zdobywcą obu biegunów.
Podróżnik nie ukrywał, że towarzyszył mu ogromny lęk. Podkreślał jednak, że odwaga nie oznacza braku strachu.
– To, że jest strach, nie znaczy, że stanie się to, co nam podpowiada – przekonywał.
Największym wyzwaniem była odpowiedzialność za drugiego człowieka. Warunki polarne nie wybaczają błędów, a Jan Mela poruszał się z protezami ręki i nogi.
– W każdej chwili mogłem tę wyprawę przerwać. Wiedziałem jednak, jak wielkie znaczenie będzie miała dla Janka i dla tysięcy ludzi, którzy dzięki niej uwierzą, że można pokonywać własne ograniczenia – wspominał.
Lekcja zaufania
Po latach Kamiński wrócił na biegun również z synem Kayem. Jak przyznał, była to zupełnie inna wyprawa – tym razem musiał pogodzić rolę ojca i lidera ekspedycji.
– To była wyprawa Kaya. Gdybym wszystko za niego robił, byłoby mu trudniej – tłumaczył.
W tym kontekście wrócił także do własnej młodości. W wieku 15 lat sam popłynął statkiem do Afryki. Wiele osób uważało wtedy taki pomysł za szalony. Po latach podobne obawy pojawiły się u niego, gdy 14-letni Kay poprosił o zgodę na samodzielny lot do Norwegii.
– Pomyślałem dokładnie to samo, co kiedyś myśleli inni o mnie: że świat jest niebezpieczny. Ale miał plan, wszystko przemyślał. Poleciał i wrócił – opowiadał.
To doświadczenie utwierdziło go w przekonaniu, że wiele ograniczeń istnieje przede wszystkim w naszych głowach.
Granice naszego świata
Jednym z najbardziej filozoficznych fragmentów spotkania była refleksja nad językiem i sposobem postrzegania rzeczywistości.
Kamiński podkreślał, że ogromny wpływ na jego życie miały książki czytane w dzieciństwie. To dzięki nim narodziły się marzenia o podróżach. Jego zdaniem słowa, których używamy, budują nasze życie i wyznaczają granice tego, co uważamy za możliwe.
– Granice mojego języka są granicami mojego istnienia – mówił, nawiązując do filozofii Ludwiga Wittgensteina.
Zachęcał słuchaczy, by nie przyjmowali bezrefleksyjnie opinii innych ludzi o tym, czego nie da się zrobić.
Technologia ma służyć człowiekowi
Pod koniec spotkania podróżnik opowiadał o swoich najnowszych projektach związanych ze sztuczną inteligencją i nowoczesnymi technologiami. Pracuje obecnie nad inicjatywą „Nowoczesny Nomad”, która ma pomagać w świadomym korzystaniu z cyfrowych narzędzi.
Jak podkreślał, technologia może wspierać człowieka w podejmowaniu decyzji i organizowaniu życia, ale nie powinna przejmować nad nim kontroli.
– Żyjemy w świecie, w którym łatwo być każdym, tylko nie sobą – zauważył.
Zapowiedział również kolejną część swojej polarnej opowieści zatytułowaną „Polaris”.
Człowiek, który wciąż szuka nowych dróg
W Balinie Marek Kamiński nie wystąpił przede wszystkim jako rekordzista i zdobywca biegunów. Dał się poznać jako człowiek, który mimo dziesiątek wypraw nadal szuka odpowiedzi na fundamentalne pytania: kim jesteśmy, dokąd zmierzamy i czy mamy odwagę pójść własną drogą.

02.06.2026
KIEROWCĘ C+E. Trasy międzynarodowe - głównie Skand...

31.05.2026
WYNAJMĘ działki 919/9, 919/11 Trzebinia ul. Dąbrow...

13.05.2026
REMONTY łazienek, kuchni, itp. od podstaw-20 lat p...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Rowerzyści czekają na kolejne drogi
Będę na tyle miły i przypomnę naszym kochanym władzą o pomyśle przedłużenia ścieżki rowerowej od ulicy Borowcowej do Żarek
Damiano
17:57, 2026-06-07
Mężczyzna krzyczał i wyrzucał rzeczy przez okno
Słyszałem jak mówił do policjantów i strażaków wyzwiska jak śmierdzoncy niemyte chu** i rzucił szafkę jakąś przez okno i tak walneło że w mojej kuchni było słuchać
Mieszkaniec chrzanow
17:25, 2026-06-07
Niezwykła historia parafii w Sierszy. Tę wystawę warto
K... znowu Siersza, jest bardziej medialna niż Dąbrowa Górnicza.
Dirk
16:58, 2026-06-07
Rowerzyści czekają na kolejne drogi
Utrzymanie kuleje, choćby ścieżka rowerowa w Trzebini, od wiaduktu drogowego do Chechła, a później w Pile. Dziwię się, że dyrektor Żuradzki, będący jednocześnie dyrektorem jednostki organizacyjnej powiatu, radnym, ale i mieszkańcem Trzebini, w tak bezpośredni sposób lekceważy wnioski swoich kolegów z Rady, ale i samych mieszkańców. Proponuję objazd przez urzędników i wypunktowanie mankamentów, w tym utrzymania ścieżki, bałaganu, nie wykoszonych miejsc obok ławek. Po co to wszystko, jak teraz nikt nie dba? Panie redaktorze, proszę o to zapytać w imieniu mieszkańców Powiatu.
Pablo
16:45, 2026-06-07
0 1
A jakie są stawki za takowe prelekcje,podczas tegorocznego tourne?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz