Nie masz konta? Zarejestruj się

Do poczytania

Z plecakiem dookoła świata

18.07.2019 15:45 | 0 komentarzy | 5 465 odsłon | Agnieszka Filipowicz

27 dni w podróży. 13 lotów. Ponad 40 tys. km w powietrzu. 24 noclegi. Dubaj, kilka rajskich wysepek na Filipinach, Sydney, Fidżi, Hawaje, San Francisco, Londyn. Elwira i Radosław Talikowie z Chrzanowa wiosną tego roku oblecieli kulę ziemską. To nie pierwsza ich fascynująca podróż i na pewno - nie ostatnia.

0
Z plecakiem dookoła świata
Honolulu - widok na miasto
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Z chrzanowskimi podróżnikami rozmawiam w ich mieszkaniu. Typowe lokum w bloku, na jednym z chrzanowskich osiedli. Metraż w sam raz na trzyosobową rodzinę (Talikowie mają nastoletniego syna). W pokoju na ścianie - mapa świata. Przy suficie płaski telewizor, w którym właśnie leci filmowe wspomnienie z ich podróży. Dynamiczny filmik robi wrażenie. Nic dziwnego, Radosław to operator kamery. Wolny strzelec. Na co dzień kręci wesela, od święta tropiki. Oglądam, jak wskakuje do wody w kolorze akwamaryny. Wokół palmy, soczysta zieleń i... świecące, nagie pośladki Radosława. Najwyraźniej swobodnie czuł się w tropikach. Za chwilę na ekranie pojawia się azjatycki krajobraz. I smakowite streetfoody, którymi żywili się podróżnicy z Chrzanowa. W tle kobiety w regionalnych strojach podrygują w rytm muzyki. Egzotyka aż kipi z ekranu.

- Pewnie ta podróż kosztowała was majątek - komentuję, zapatrzona w kolorowe obrazy w telewizorze.
- Nic podobnego. Niejedna rodzina wydała tyle nad polskim morzem w sezonie, co my w podróży dookoła kuli ziemskiej - zaprzecza Elwira.

 

Decyzja

Tej specjalistce od księgowości, pracującej w jednej z trzebińskich spółek, myśl o obleceniu kuli ziemskiej wcale nie zaświtała w głowie po przeczytaniu książki „W 80 dni dookoła świata" Juliusza Verne`a. Zakiełkowała przy okazyjnym zakupie biletów lotniczych.
- W słynnej promocji linii Cebu Pacific, pieszczotliwie zwanych Cebulą, kupiłam bilety do Australii w jedną stronę za 330 zł. Pomyślałam, że skoro już będę na drugim końcu świata, to jest mi najzupełniej obojętne, czy wrócę tą samą trasą, czy też polecę dalej, na wschód, i dotrę do punktu wylotu - wspomina Elwira.
Starannie zaplanowała podróż. Pierwsze bilety na objazd świata kupiła rok temu, a ostatnie tydzień przed wylotem. Linie głównie tanie, wszystko w klasie ekonomicznej i na osobnych biletach. Zakwaterowanie?
- Pełen przekrój. Od pięciogwiazdkowych resortów nad morzem, przez butikowe hotele w centrum miasta, po zapchlone hostele pośrodku niczego. Wszystko w zależności od tego, czy spanie dofinansowała obrzydliwie bogata amerykańska korporacja na literę E, czy też musiałam płacić z własnej kieszeni - komentuje chrzanowska globtroterka.

I tak Talikowie ruszyli w swą podróż życia. Po drodze doświadczyli wielu zachwytów i niewielu rozczarowań.
Podróż
Na początek Dubaj. Drogo i egzotycznie. Kiedyś już tu byli. Wtedy zwiedzili najwyższy budynek świata - słynny Burdż Chalifa. Tym razem zdecydowali się odwiedzić słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy.
Kolejny przystanek: Filipiny. Zdecydowanie zachwyciły Talików.
- Siargao to filipińska wyspa, nieskażona jeszcze masową turystyką. Jest rajsko i spokojnie. Nudno wręcz. Niczego nie muszę, wszystko mogę... - stwierdza Elwira.
Kolejna wyspa, kolejny facebookowy wpis.
- Trzy nocki na Siquijor minęły szybko. Wyspa wymarzona do eksploracji motorbajkiem, więc zjeździłam ją wzdłuż, wszerz i dookoła. Za dnia wodospady, treki i rybie spa. Albo adventure trial wśród dzikiej przyrody - brzmi komentarz.
Druga część podróży okazała się trudniejsza. Długie loty, krótsze pobyty. Ale odwiedzili nowe miejsca, gdzie nigdy nie byli. Australię.
- Zaskoczenie pierwsze: w Australii jest zimno. Przecież nasza zima to ich lato. Gdzie te temperatury po 40 stopni? Ledwie 24 w cieniu. Słońce, co prawda, mocno w czerep pali, ale zimny wiatr od wody sprawia, że tęsknię za Filipinami. Zaskoczenie drugie: czytałam, że w Australii jest drogo. Ktoś zastosował bardzo eufemistyczne sformułowanie - pisze na facebooku z Sydney.
Gdy zjedli pizzę, lody i popili wodą mineralną, wykorzystali zaplanowany budżet na trzy dni. Więc zamiast komunikacją miejską, dreptali pieszo po Sydney, popijając wodę z darmowych poideł.
Po lekkim, australijskim rozczarowaniu znowu zachwyt. Fidżi. To ten archipelag tak bardzo pragnął zobaczyć główny bohater znanego amerykańskiego filmu „Truman Show". Talikowie spędzają tu 3 noce w luksusowym Sofitelu i zaliczają niezapomniany rejs katamaranem po rajskich wysepkach.
A potem Hawaje. Po całym dniu spędzonym na słynnej trasie Hana Highway pojawia się kolejny facebookowy wpis Elwiry: - Droga ma 84 km i 617 zakrętów. A jechałam w obie strony. Trasa bardzo różnorodna. Las deszczowy, bujna roślinność, trekkingi w dżungli, wodospady, poszarpane lawowe klify i plaże z czarnym piaskiem. I mimo że widziałam już wiele, to Maui naprawdę zachwyca.

A potem znów duże miasto. I znów bez zachwytów.
- W San Francisco zimno, jak w Polsce. Really?!? Czy to naprawdę Kalifornia?! Przeszłam w te i wewte słynnym Golden Gatem. Piździ, buja, a ryk samochodów zagłusza wszystko - napisze na facebooku Elwira.
A przecież Ameryka miała ich powalić na kolana. Tymczasem nawet amerykańskie hamburgery nie zachwyciły. Zwłaszcza ceną - za dwa z frytkami zapłacili 50 dolarów.
- Po dziesięciogodzinnym locie z San Francisco do Londynu czuję się jakbym całą noc piła i tańczyła krzesanego z przytupem. A tu jeszcze trzeba przetransportować się z Gatwicka na Luton, przez Victoria Station i złapać wieczornego Wizza do Katowic. Nie macie pojęcia, jak się cieszę, że wracam już do domu - brzmi ostatni przed powrotem do domu facebookowy wpis Elwiry.
Paradoksalnie, zwiedzanie różnych zakątków świata sprawia, że Talikowie coraz bardziej doceniają swój rodzinny kraj.
- Polacy często narzekają na dziury w drogach, brud na ulicach. Nieprawda, u nas jest pięknie i czysto - przekonują.
Zieleń nie jest wypalona słońcem jak na południu. W Chrzanowie oddychają wreszcie pełną piersią. Ale już następnego dnia świat znowu ich kusi. Planują kolejne wyprawy.

 

Planowanie

Planowanie to podstawa, gdy chce się sporo podróżować, a nie ma się milionów na koncie. Zarobki Talików kształtują się w okolicach średniej krajowej. Ona zarabia na podróże. On na utrzymanie domu. Żyją oszczędnie - nie kupują markowych ubrań, jeżdżą starym samochodem. Elwira tak planuje podróże i zarządza domowym budżetem, by każdego roku zwiedzić kilka ciekawych miejsc. Jest mistrzynią w łapaniu okazji.
- 27 dni dookoła świata kosztowało nas 20 tysięcy złotych, po 10 tysięcy na osobę - wylicza.
To kobieta z zasadami. Pierwsza zasada, której się trzyma - nie przepłacać za noclegi. Nigdy nie bierze droższych niż 100 zł od osoby. Jeśli już okoliczności zmuszą ją do tego, potem zaoszczędza na kolejnych.
Zasada druga - nie marnować urlopu. Przeciętny pracownik na etacie ma 26 dni płatnego urlopu w roku. By podróżować tyle, co Talikowie, etatowiec musi kombinować. Między innymi - podróżować okołoweekendowo. Urlop przeznaczać tylko na podróże, a nie - na przykład - wizytę u lekarza. Jak się chce, to się da. Elwira jak dotąd nie korzystała z urlopu bezpłatnego.
Zasada trzecia - latać za półdarmo. - Za europejskie loty WizzAirem i Ryanairem nie płacę. Latam za zero złotych - mówi.
Sposób na tanie loty jest prosty. Wzięła kartę kredytową WizzAira i płaci nią w sklepach.
- Wystarczy robić obroty na karcie. Za każde wydane 10 zł mam 10 groszy na loty. Na karcie Ryanaira, za 6 500 zł obrotów zyskuję vouchery dla dwóch osób warte 730 zł - wymienia.
Kolejna żyła złota, a raczej żyła tanich lotów, to błędy cenowe.
- Zdarza się, że pracownik wprowadzający taryfy pomyli się o jedno zero lub pomyli waluty. Mam aplikację, która wyłapuje takie sytuacje, przychodzą powiadomienia. Nie zwlekam z decyzją - mówi Elwira.
Jeśli trafia ci się lot do Gwatemali za 600 zł, to kupujesz, nie zastanawiając się, czy chciałaś tam lecieć. Trzeba szybko reagować.
Jasne, że ryzyko istnieje. Mogą odwołać lot nawet tydzień przed podróżą. Ale najczęściej, jeśli nie odwołają miesiąc przed wyjazdem, to można liczyć, że się poleci.
Latając samolotami, Talikowie nie marnują pieniędzy na nadawanie bagażu. Podróżują z bagażem podręcznym - plecakiem. Pakują do niego dwie pary butów, kilkanaście t-shirtów, bieliznę, metalowy kubek z grzałką i herbatę. Wystarczy. A jak braknie koszulek, to np. w Kambodży kupią sobie nowe za dolara.

 

Luksusy

Podróżują oszczędnie - jedzą w garkuchniach, nocują w hostelach. Ale pozwolili sobie na jeden luksus: kartę uprawniającą do saloników biznesowych na lotniskach, czyli biznes lounge. Kosztuje kilkaset złotych, ale oczywiście kupili ją okazyjnie.
- Teraz mam inny komfort podróżowania. Na lotnisku nie muszę siedzieć na tych twardych, metalowych krzesełkach. W lounge mamy dostęp do najnowszej prasy, nielimitowanego internetu - wylicza Elwira.
Ten luksus odczuła na przykład na Fidżi. Wilgotność powietrza jest tam tak wysoka, że człowiek ma uczucie oblepienia mgiełką wody. I wtedy dostęp do prysznica na lotnisku okazuje się zbawieniem. A oprócz tego dodatkowe bonusy. Czyli: miękkie fotele, leżanki, ciepłe dania, zimne przekąski i drinki, serwowane szybciej niż zdążyła poprosić.
- Polubiłam oczekiwanie na kolejny lot - śmieje się Elwira.

 

Fascynacje

Kiedyś Talikowie podróżowali tradycyjnie, jak większość Polaków. Na początku liczyła się dla nich tylko Europa i ewentualnie all inclusive w Egipcie. Mamusia leżała na leżaczku, dziecko pływało w basenie, tatuś pił drinka z palemką. Ale potem przestało im się to podobać. No i odkryli Azję.
- W Azji południowo-wschodniej podróżowanie jest 10 razy łatwiejsze niż w Europie. Nie musisz znać języka, nie musisz sobie w zasadzie radzić z niczym. Tam cię przetransportują z punktu do punktu, jakiego tylko chcesz - mówią.
Są zagorzałymi fanami tej części świata. Jednym tchem wymieniają jej zalety - łatwość podróżowania, uprzejmość ludzi, dobre jedzenie, piękne, rajskie wysepki. Zwiedzili Tajlandię, Filipiny, Malezję, Indonezję, Kambodżę. Na pewno tam wrócą.

 

Marzenia

Do tej pory odbyli 170 lotów, pokonali 340 tys. km w powietrzu.
- Na ten rok już kupiłam bilety na 30 następnych lotów, więc w grudniu licznik pokaże 200 - wylicza Elwira.
Odwiedzili 55 krajów na 6 kontynentach. Ale nie mają dość podróży. Na kuli ziemskiej tyle pięknych miejsc na nich czeka... Elwira teraz marzy o Peru i Boliwii. Radosław chce postawić stopę w Wielkim Kanionie i parkach narodowych USA na zachodnim wybrzeżu. Może uda się w przyszłym roku?

Przełom nr 18 (1393) 8.5.2019