Akurat trafiła się pogoda jak marzenie, gdy odwiedziłem Edwarda Majchrowskiego w jego pszczelim królestwie w Porębie Żegoty. Za domem rozciąga się działka, która w pewnym momencie całkiem stromo opada w dół. Częściowo zalesiona, częściowo jako łąka. Słońce prześwietla rzędy kukurydzy, jeżówki wygrzewają się w ciepłych promieniach. Można się poczuć jak na łonie natury. Nagle wyłaniają się ule i drewniana „chatka”. To właśnie api-inhalatorium. Skąd ta nazwa? „Apis” to pszczoła po łacinie, a „inhalatorium” chyba nie trzeba tłumaczyć. To tutaj wyleczymy nerwy, ale o tym za chwilę.
Pszczelarstwo zrobiło się modne
Edward Majchrowski to znana postać, zwłaszcza w środowisku pszczelarskim, wieloletni prezes alwerniańskiego koła Nektar i członek Powiatowej Rady Bartniczej, absolwent zootechniki na ówczesnej Akademii Rolniczej w Krakowie.
- Co teraz robią pańskie pszczoły? - dopytuję.
- Przynoszą wciąż pożytek z nawłoci, gorczycy, facelii czy niecierpka – wylicza.
To dla pszczół końcówka, a dla pszczelarzy początek pracowitych dni, bo będą chcieli zabrać z ulów trochę jesiennego miodu. Żeby jednak pszczoły miały co jeść, są podkarmiane inwertem cukrowym.
- Ten substytut zapewni im źródło energii na zimę – tłumaczy pan Edward.
Przyznaje, że ten rok okazał się bardzo trudny, bo brakowało pożytków np. z akacji. Kto miał rzepak, to jeszcze coś zyskał. Przyroda co prawda kwitła, ale dała znać o sobie pogoda w kratkę. Podczas słonecznej aury pszczoły znosiły pożytek, ale w czasie deszczów zużyły go, karmiąc młode.
- Pszczelarzowi mało co zostawiły. Jeśli chodzi o zebrany miód, to może było dziesięć procent tego co we wcześniejszych latach – szacuje.
Dobre wieści są natomiast takie, że pszczelarzy przybywa. Obecnie do stowarzyszenia Nektar należą 74 osoby, a dawniej było raptem kilkanaście.
- Pszczelarstwo zrobiło się modne. Ponadto dużo się nie dokłada. Pamiętam, że wcześniej na przykład koszty samochodu pokrywała sprzedaż produktów pszczelich. Można wspaniale spędzić czas, odpocząć i jeszcze coś z tego mieć – podsumowuje Edward Majchrowski.
Pierwsza kromka z lipowym miodem
Pan Edward posiada ponad 30 uli, a w jednym jest około 50 tysięcy pszczół w sezonie. Czasem mówi w towarzystwie, że ma grubo ponad milion zwierząt.
Zainteresowanie pszczelarstwem wzięło się z dziecięcego marzenia. Jego stryjowie ze strony matki, jaki i ojca byli pszczelarzami. Rodzice brali swoje pociechy w pole. W trakcie żniw kosili zboże. Robili tzw. kopki, w których dzieciarnia się bawiła.
- Jeden ze stryjów zabrał nas do pasieki. Najbardziej zapamiętałem smak swojskiego chleba z lipowym miodem. To była pierwsza taka kromka w moim życiu. A druga dodatkowo ze śmietaną. Obiecałem sobie, że kiedyś będę miał swoje pszczoły - wzrusza się.
W 1993 r. kupił działkę w Porębie Żegoty i pojawiły się tam rodziny pszczele. Dzisiaj 40 lat minęło.
- Jako dziecko pomagałem przy pszczołach schorowanemu proboszczowi w Łęgu Tarnowskim, skąd pochodzę – wtrąca.
Dawniej właściwie przy każdej plebani były ule. Zasłużony dla polskiego pszczelarstwa ks. Henryk Ostach (1924 – 2011) zachęcał innych proboszczów, żeby w swoich wiejskich gospodarstwach zakładali pasieki.
Pszczele powietrze
Rozmawiamy w drewnianej „chatce”, czyli api-inhalatorium. Pan Edward zaznacza, że realizacja tego pomysłu zaświtała jeszcze w latach 90. minionego wieku w Kazimierzu Dolnym. To były odwiedziny u doktora Jana Gizy, który jako lekarz medycyny stosował leczenie m.in. jadem pszczelim.
- Zobaczyłem mały domek, a w środku ul odgrodzony siateczką – wspomina.
Od 2020 r. posiada własne api-inhalatorium w Porębie Żegoty. Solidna konstrukcja drewniana, zamówiona przez pana Edwarda i samodzielnie przez niego złożona na początku pandemii koronawirusa. Obiekt powinien być bardzo szczelny. Siedzimy na stelażach, pod którymi są ule z rodzinami pszczelimi. Cztery po jednej i cztery po drugiej stronie. Pszczoły wylatują tylko na zewnątrz.
Jeśli zamilkniemy i przez chwilę zapanuje cisza, to usłyszymy bzyczenie pszczół. Puk, puk – pan Edward stuka palcem po ulu. Szum owadów nasila się.
- Najlepiej położyć się na stelażu nad ulami, zasnąć i wdychać powietrze pszczele, które dostaje się do wnętrza api-inhalatorium – instruuje.
W tym powietrzu, przepuszczanym m.in. przez ramki w ulach, znajduje się wosk, kit pszczeli, mleczko pszczele, pyłek, pierzgę, feromony i nektar z zewnątrz. W efekcie oddychamy całą harmonią tych wszystkich składników.
- Można przeczytać w artykułach, np. w Niemczech, że po apiterapii zdrowieli pacjenci z chorymi płucami – podaje jako ciekawostkę.
Druga sprawa to wibracja pszczół. Mają biopole, podobnie jak człowiek. Ludzie w obecności pszczół czują się dobrze. Te owady są jak bioenergoterapeuci.
- Leczą nerwy, ale nie od razu. Choć jedna sesja już daje efekty. Jak ktoś się wybudzi nawet po pięciu czy dziesięciu minutach, to słyszy tak, jakby deszcz padał. Wszystkie zmysły otwierają się – opowiada metaforycznie Edward Majchrowski, który jako pierwszy w powiecie chrzanowskim założył api-inhalatorium.
Inne cuda
Jeśli chodzi o cuda pszczele, to również pyłek jest cenny dla ludzi mających problemy z wątrobą. Kolejny to mleczko pszczele.
- Nie jesteśmy jeszcze przygotowani do seryjnej produkcji tego mleczka, a zainteresowanie w Polsce nie jest aż tak wielkie. Tymczasem Japonia sprowadza rocznie około 100 ton mleczka pszczelego. Pozyskujemy go z larw pszczelich w trzecim dniu. Używane nie tylko w celach spożywczych, ale też kosmetycznych (np. maści na gładką cerę) – tłumaczy Edward Majchrowski, prezes koła Nektar w Alwerni.
Ciekawie wygląda zastosowanie jadu pszczelego jako lekarstwa m.in. na reumatyzm.
- Gdy moja mama przyjeżdżała do mnie, to zawsze mówiła, żeby jej przynieść ze trzy pszczoły, bo kolana ją bolą – wspomina pan Edward i zachęca, żeby zainteresować się pszczelarstwem, bo bartnicy żyją dłużej.
Biznes pszczelarski
W miniony weekend na Rynku w Krzeszowicach odbyło się Miodobranie. Wśród wystawców było małżeństwo Olga Jeleńska-Górecka i Wojciech Górecki. Zajmują się zawodowo pszczelarstwem. Prowadzą gospodarstwo w Krzeszowicach. Pan Wojciech skończył zootechnikę, posiada stopień naukowy doktora nauk rolniczych. Nieustannie pogłębia swoją wiedzę o pszczołach. Prawdziwy fachowiec w tym temacie.
- Jak wybierać miody, żeby dobrze trafić? - zagaduję.
- Przede wszystkim trzeba sprawdzić odmiany miodu oferowane przez danego pszczelarza i gdzie ewentualnie wywozi pasieki wędrowne. Jeśli jest pasieka stacjonarna, to maksymalnie ma cztery odmiany miodu w ciągu roku. W przypadku wędrownych zdarza się nawet dziesięć odmian – zaznacza Wojciech Górecki.
Każdy dobry miód powinien się krystalizować. Najdłużej akacjowy, bo – jak tłumaczy pan Wojciech – jest przewaga fruktozy nad glukozą. Na przykład w rzepakowych mamy odwrotną sytuację.
Wojciech Górecki uważa, że obecnie polskie pasieki przeżywają regres. Potwierdza, że zwłaszcza ten rok był bardzo słaby dla pszczelarzy, którzy nie wędrują.
- Z dobrych pożytków była facelia, gryka, wielokwiaty, trochę lipy – wylicza.
Razem z żoną prowadzi biznes pszczelarski, a ten zależy od pogody miewającej swoje kaprysy.
- Stąd te wędrówki pasiek. W skali roku robimy nawet 32 tysiące kilometrów. Każda rodzina pszczela wędruje cztery, pięć razy w sezonie – opowiada. - Ponadto bardzo inwestujemy w rozwój techniczny – dodaje.
Pan Wojciech wspomina, że jego dziadek miał pasiekę. Potem pomagała dziadkowi mama pana Wojciecha, a po jej śmierci on przejął tę pasiekę i zaczął rozwijać.
Pszczoły stoją w kolejce
Danuta i Stanisław Felusiowie mieszkają w Rybnej w gminie Liszki. Też byli na krzeszowickim Miodobraniu.
- Żona zainteresowała mnie pszczelarstwem. Do dzisiaj pszczelimy, kochamy pszczoły, lubimy z nimi przebywać. A jak człowiek dobrze się zajmuje pszczołami, to są wyniki w postaci miodu, kitu czy pyłku pszczelego – zaznacza pan Stanisław.
Sprzedaż produktów stanowi dodatek do pasji, bo Felusiowie nie prowadzą zawodowej pasieki. Mają 80 uli, czyli tyle samo rodzin.
- Przybywa dużo pszczelarzy, ale pokarmu dla pszczół jest coraz mniej. Widać w Małopolsce ogromną monokulturę, czyli na przykład dominuje kukurydza, która właściwie nie daje żadnego pożytku. Brakuje miododajnych roślin, np. facelii. Można powiedzieć, że pszczoły stoją do kwiatka w kolejce – opowiada.
Pani Danuta wspomina, że jej wujek miał ule w lesie. Będąc dzieckiem, marzyła, żeby jej tata posiadał pszczoły. Chociaż jeden ul.
- Ale tata, choć tego nie mówił, bał się pszczół. To jednak nie koń czy krowa, tylko dzikie zwierzę, które jest nieobliczalne. Teraz to rozumiem – podkreśla. Razem z mężem zajmują się pszczelarstwem od 25 lat.
Wielkie odkrycie księdza...
Historia pszczelarstwa sięga kilka tysięcy lat wstecz. Najpierw było bartnictwo, później pasiecznictwo i na końcu pszczelarstwo. Hodowla pszczół rozwinęła się w basenie Morza Śródziemnego, ale nie możemy zapominać o krajach środka, np. o Chinach, gdzie też są pszczoły.
Na początku zakładano barcie w istniejących dziuplach drzew, potem je drążono w drzewach. Bartnictwo to siermiężna i niebezpieczna praca wykonywana na wysokościach. Ponadto przy wyciąganiu miodu można było często zniszczyć rodzinę pszczelą. Bartnictwo rozwijało się przez wiele wieków i niewiele się zmieniało.
Dopiero XIX stulecie przynosi wielkie odkrycia. Jako Polacy mamy duży wkład w kształt dzisiejszego pszczelarstwa. Ksiądz Jan Dzierżoń z Górnego Śląska wynalazł ul szafkowy z ruchomymi ramkami na miód.
- Zanim pszczoła trafiła do ula, minęły wieki. Przenoszenie ściętych kłód drzew na pasieki stacjonarne oznacza początek pasiecznictwa – podkreśla na koniec dr Wojciech Górecki, pszczelarz z Krzeszowic.
Archiwum Przełomu nr 37/2025
Nowy skatepark i pumptrack coraz bliżej. Mieszkańcy nie
Super!!!
User11116783
21:29, 2026-07-05
Piłkarski alarm. Czas na plan ratunkowy
Na co Wam w klubach "finansowanie z centrali"? Żeby płacić kafla wzwyż miesięcznie za granie starych repów i rozpuszczonej gwiazdorskiej młodzieży na ostatnich 2 szczeblach rozgrywkowych? 🤣 Młodzież nie pali się do piłki, nawet jak jest uzdolniona, mają inne "zajęcia" nie mi to oceniać. Kluby przez wiele lat też mają swoje na sumieniu że zamiast dawać szansę własnej zdolnej czasem młodzieży w seniorach to woleli grać składem z podkrakowskich ligowych ogranych chłopów po 30tce odcinających kupony w wioskowych (dla nich) klubikach
K
21:08, 2026-07-05
Jagodowa uczta i noc pełna atrakcji! Tak wygląda biesia
Dorynek, bzdury piszesz, bo jedno wyklucza drugie. Na tej zasadzie sołectwem mogą być np. Stawiska
nickt
20:49, 2026-07-05
Groźny wypadek w Chrzanowie. Trzy osoby trafiły do szpi
Światła są i pewnie od Borowcowej pod most ktoś wymusił. Choć zdarza się pewnie, że i na czerwonym już wjeżdża ktoś na skrzyżowanie.
Nela
19:44, 2026-07-05
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz