Nie byli pod jej sercem. Są w jej sercu. Blaski i cienie rodzicielstwa zastępczego - przelom.pl

Region

Zamknij

Nie byli pod jej sercem. Są w jej sercu. Blaski i cienie rodzicielstwa zastępczego

Marek Oratowski Marek Oratowski 14:45, 06.06.2026 Aktualizacja: 14:10, 06.06.2026
Skomentuj Nie byli pod jej sercem. Są w jej sercu. Blaski i cienie rodziny zastępczej Eliza Starostka z 19-letnim synem Marcelem

- Zawsze sobie zadawałam pytanie: co będzie, jeżeli nie podołam? Jednak moja koleżanka mi powiedziała, że cokolwiek spotka dzieci u mnie, to i tak będzie lepsze, niż to, co miały do tej pory. I to przekonanie pomaga mi, zwłaszcza w trudniejszych momentach, bo przecież takie też przychodzą – przekonuje Eliza Starostka z Trzebini. Prowadzi rodzinę zastępczą. Wychowuje trzech synów. Dwóch z nich jest już pełnoletnich.

Eliza Starostka jest polonistką. Uczy w SP nr 3 w Trzebini. Od 18 lat prowadzi rodzinę zastępczą. W tym czasie wychowała trzech chłopców.

Marzenia z podstawówki spełniły się po latach

Najmłodszy Marcin ma 10 lat. Był w innej, zawodowej rodzinie zastępczej. Miał przebywać tylko na okres wakacji, kiedy jego zastępczy rodzice mieli urlop. Tymczasem został na stałe. Marcel, tegoroczny maturzysta, skończył 19 lat i myśli u usamodzielnieniu się. Podobnie jak jego starszy o pięć lat brat Sebastian, który już jest na swoim. Znalazł pracę i przeprowadził się. Mieszka jednak niedaleko, więc utrzymuje stały kontakt z resztą familii.

- Zostałam wychowana w takim duchu, że nie można żyć tylko dla siebie, ale trzeba coś robić dla innych. Myśl o zostaniu zastępczą mamą zakiełkowała we mnie już pod koniec szkoły podstawowej. I w 2008 roku stwierdziłam, że to jest ten czas – wspomina.

Została skierowana na szkolenie do Krakowa. Musiała także przejść test psychologiczny. Pracownicy PCPR-u sprawdzili jej warunki mieszkaniowe. Potem została rzucona na głęboką wodę, gdy na wychowanie dostała dwóch braci. Potem doszedł trzeci chłopiec.

- Zdawałam sobie sprawę, że są to dzieci z różnych środowisk, z różnymi traumami, mający różne charaktery. A normy, jakimi się kierują, nie są często naszymi normami. Zawsze sobie zadawałam pytanie: co będzie, jeżeli nie podołam? Jednak koleżanka mi powiedziała, że cokolwiek ich spotka ich u mnie, to i tak będzie lepsze, niż to, co mieli do tej pory. I to przekonanie pomaga mi, zwłaszcza w trudniejszych momentach, bo przecież takie też przychodzą. Poza tym dzieci czują, co jest dla nich dobre. Pamiętam, jak Marcel zapytał mnie jako mały chłopiec, czy był u mnie w brzuszku. A jak mu opowiedziałam: nie, ty byłeś u mnie w serduszku – opowiada Eliza Starostka.

Momenty wzruszenia zostają w pamięci

Najtrudniej było na początku nawiązać nić zaufania. I przekonania, że nie chce zrobić im krzywdy. Gdy to się udało, wzajemne relacje z synami weszły już na inny poziom.

Musiała pogodzić rolę czynnej nauczycielki i zastępczej mamy. Nie jest to łatwe. Jednak podkreśla, że pomaga jej rodzina i przyjaciele. A także pracownicy PCPR-u, do których zwraca się z różnymi sprawami.

Pierwszy raz miała łzy w oczach, gdy najstarszy syn, który trafił do jej domu w wieku 6 lat, zatańczył w szkole poloneza. Była dumna, że sobie poradził w gronie rówieśników podczas uroczystości ślubowania. Jedno z ostatnich wzruszeń jest zaś związane z Marcelem, który po egzaminie maturalnym z języka polskiego – pomagała mu się do niego przygotować - przyszedł i się do niej przytulił.

Na początku maja Trzebinianka przeżyła kolejny moment wzruszenia, związany z faktem docenienia jej trudu przez władze. W Operze Krakowskiej odbył się Małopolski Kongres Rodzinnej Pieczy Zastępczej. W trakcie uroczystej gali dostała Nagrodę Samorządu Województwa Małopolskiego Medal „Polonia Minor” przyznawaną przez Marszałka Województwa Małopolskiego i Przewodniczącego Sejmiku Województwa Małopolskiego. Podobny zaszczyt spotkał jeszcze prowadzących zawodową rodzinę zastępczą Katarzynę i Sebastiana Brzózków.

Jak rodzinę zastępczą postrzega jeden z jej synów?

- Miałem rok, kiedy znalazłem się u mamy. Od początku tak się do niej zwracałem. Nie pamiętam innego życia. Dlatego nie próbowałem szukać informacji ani kontaktu z biologicznymi rodzicami. Uznałem, że to jest moja rodzina i mój dom. Czuję się w nim bardzo dobrze. Mam wsparcie nie tylko mamy i rodzeństwa, ale także babci i cioci, które z nami mieszkają – przekonuje Marcel, absolwent klasy wojskowej LO w Trzebini. Właśnie wybiera się na studia na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne.

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%