Późne ojcostwo to fascynująca przygoda. "Mam mniej snu, ale więcej szczęścia" - przelom.pl

Region

Zamknij

Późne ojcostwo to fascynująca przygoda. "Mam mniej snu, ale więcej szczęścia"

Marek Oratowski Marek Oratowski 12:30, 27.06.2026 Aktualizacja: 12:31, 27.06.2026
2 Późne ojcostwo fascynującą przygodą. "Mam mniej snu, ale więcej szczęścia" Grzegorz Kłeczek

Przez lata marzył o rodzinie, choć wydawało się, że to może się już nigdy się nie wydarzyć. Dziś były gitarzysta Sztywnego Pala Azji jest mężem i ojcem dwóch córek. O późnym ojcostwie, nieprzespanych nocach, wierze i codziennej radości z bycia tatą opowiada Grzegorz Andrzej Kłeczek z Chrzanowa. 

Marek Oratowski: Rozmawiamy przed przypadającym 23 czerwca Dniem Ojca, dlatego nie sposób nie zacząć od pytania o wzorce. Kto jest dla Ciebie ideałem ojca?

Grzegorz Andrzej Kłeczek: Przez wiele lat moim jedynym wzorcem był po prostu mój tata. Wychowywał nas najlepiej, jak potrafił, dbał o rodzinę i starał się, żebyśmy wyrośli na porządnych ludzi. Dopiero później, kiedy zacząłem głębiej poznawać Biblię, odkryłem inny wymiar ojcostwa. Dla mnie wzór ojca znajduje się w Bogu Ojcu. Biblia stała się dla mnie swego rodzaju instrukcją obsługi człowieka i życia. To właśnie tam znalazłem odpowiedzi na wiele pytań, także tych dotyczących rodziny.

Postać, z którą się utożsamiasz to Abraham. 

Tak, bo jego historia pokazuje, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Abraham doczekał się potomstwa w wieku, który z ludzkiego punktu widzenia wydawał się już nierealny. Pamiętam, że wiele lat temu żartowałem nawet podczas spotkań rekolekcyjnych, że skoro Abrahamowi się udało, to może i mnie się uda.

Przez długi czas marzyłem o rodzinie i dzieciach. Próbowałem różnych sposobów, aby to się udało, lecz nic z tego nie wychodziło. Kiedy poznałem Boga bliżej, zacząłem wręcz się z Nim o to „spierać”. A to dlatego, że przeczytałem w Biblii słowa "Spór ze mną wiedźcie!". Dzisiaj patrzę na to wszystko z perspektywy czasu i widzę, że odpowiedź przyszła, kiedy On sam tego chciał.

Ojcem zostałeś stosunkowo późno. W wieku 57 lat ożeniłeś się, a niedługo później pojawiły się dzieci. Miałeś moment wahania?

Nie. Byłem do tego przygotowywany przez wiele lat. Najpierw mentalnie, później duchowo. Czytałem książki, słuchałem wykładów o rodzinie i rozwoju osobistym. Z jednej strony była wiedza, a z drugiej wiara, że jeśli coś jest zgodne z Bożym planem, to wydarzy się we właściwym czasie. Oczywiście były momenty trudne. Przeszedłem poważne problemy zdrowotne, trafiłem do szpitala i wtedy pomyślałem: „Panie Boże, przecież ja sam potrzebuję opieki. O jakim małżeństwie i rodzicielstwie my w ogóle mówimy?”. Ale kiedy udało się wyjść z tych problemów, wszystko zaczęło się układać. Przyjąłem to z ogromnym spokojem. Uznałem, że skoro Bóg daje mi taki dar, to moim zadaniem jest go przyjąć.

Pamiętasz moment, kiedy dowiedziałeś się, że zostaniesz ojcem?

To było bardzo szczególne doświadczenie. Z jednej strony ogromna radość, a z drugiej świadomość odpowiedzialności. Trudno nawet opisać te emocje jednym słowem. Towarzyszyły nam także komplikacje zdrowotne podczas ciąży, więc było dużo modlitwy. Przeżywaliśmy ten czas razem. Miałem poczucie, że uczestniczę w tym wszystkim od początku do końca. Kiedy przyszła na świat pierwsza córka, była radość, duma, wdzięczność, ale też świadomość, że zaczyna się zupełnie nowy rozdział życia.

A potem przyszła codzienność. Jak podzieliliście się z żoną obowiązkami?

Przy pierwszym dziecku wszystkiego się uczyłem. Moja żona miała tutaj przewagę, bo pochodzi z wielodzietnej rodziny i wiele rzeczy przychodziło jej naturalnie. Ja obserwowałem, pomagałem i zdobywałem doświadczenie. Teraz, kiedy mamy już dwie córki, podział obowiązków wygląda trochę inaczej. Ja częściej zajmuję się starszą córką, bo znam już jej rytm dnia i łatwiej mi z nią funkcjonować. Oczywiście cały czas się wymieniamy i pomagamy sobie nawzajem.

Dziewczynki dają się rodzicom mocno we znaki?

Moja żona twierdzi, że mamy bardzo grzeczne dzieci. Ja czasami zastanawiam się, jakie wobec tego są te niegrzeczne. (śmiech). Oczywiście zdarzają się trudniejsze momenty. Są skoki rozwojowe, nieprzespane noce, okresy, kiedy dzieci budzą się częściej i człowiek chodzi jak zombie. Ale podobno to normalne.

Właśnie – niewyspanie. To największe wyzwanie?

Zdecydowanie jedno z największych. Kiedy człowiek jest zmęczony, dużo trudniej zachować cierpliwość i spokój. Pamiętam radę, którą przeczytaliśmy jeszcze przed narodzinami pierwszego dziecka: jeśli jesteś już na granicy wytrzymałości, odłóż dziecko w bezpieczne miejsce, wyjdź na chwilę do drugiego pokoju i uspokój się. To bardzo ważna wskazówka. Rodzice też są ludźmi. Czasem trzeba poprosić o pomoc albo powiedzieć: „Teraz potrzebuję chwili oddechu”.

Wspomniałeś o przygotowywaniu się do rodzicielstwa. Te wszystkie poradniki i wykłady rzeczywiście pomagają?

Pomagają, ale tylko do pewnego momentu. To trochę jak nauka gry w piłkę. Możesz przeczytać wszystkie podręczniki świata, ale kiedy wyjdziesz na boisko, okazuje się, że praktyka wygląda zupełnie inaczej. Dobrze mieć wiedzę, jednak praktyka to coś innego. Bo każde dziecko jest inne. Każda sytuacja jest nowa. Trzeba się uczyć na bieżąco i często improwizować.

Późne ojcostwo bardziej Cię odmłodziło czy postarzyło?

Jedno i drugie. Z jednej strony jestem bardziej zmęczony niż kiedyś. Czasami czuję się tak, jakbym pracował na kilku etatach jednocześnie. Z drugiej strony dzieci wnoszą do życia ogromną energię. Patrzę, jak rosną, uczą się nowych rzeczy, odkrywają świat. To daje niesamowitą radość. Mam świadomość, że najlepsze dopiero przede mną. Dopiero zaczną mówić, zadawać pytania, budować własną osobowość. To będzie fascynująca przygoda.

Nie obawiasz się sytuacji, gdy ktoś weźmie Cię za dziadka dziewczynek?

Teoretycznie takie ryzyko istnieje (śmiech). Tym bardziej, że moja żona jest ode mnie trzydzieści lat młodsza. Jedynie raz, gdy żona była na fizjoterapii pani zapytała, czy jestem może jej teściem albo tatą. Więcej takich sytuacji sobie nie przypominam. Nie przywiązuję jednak do tego większej wagi.

Jaką najważniejszą lekcję chciałbyś przekazać swoim córkom?

Przede wszystkim chciałbym, żeby były sobą. Mam wrażenie, że wielu rodziców próbuje realizować przez dzieci własne niespełnione marzenia. Ja chciałbym tego uniknąć. Oczywiście chcę, żeby były dobrymi ludźmi, ale równie ważne jest dla mnie to, by odkryły swoje talenty i własną drogę. Moją rolą jest towarzyszyć im w tym procesie, a nie narzucać gotowe rozwiązania.

Najważniejsze jest jednak coś jeszcze - przykład. Dzieci patrzą bardziej na to, co robimy, niż na to, co mówimy. Jeśli chcę przekazać im określone wartości, sam muszę nimi żyć.

Wiele mówi się o kryzysie rodziny i spadku liczby urodzeń. Jak patrzysz na to zjawisko? Rozumiem obawy młodych ludzi. Żyjemy szybko, pracujemy dużo, nieustannie odkładamy ważne decyzje na później. Problem polega na tym, że w przypadku rodzicielstwa czasami to „później” nigdy nie nadchodzi.

 Moja perspektywa jest mocno związana z wiarą. Teraz nie robię tego, czego bym chciał, ale to, co jest potrzebne. Ufam, że jeśli człowiek robi to, co do niego należy, i uczciwie idzie przez życie, wiele rzeczy przychodzi we właściwym czasie. Nie oznacza to siedzenia z założonymi rękami. Trzeba działać, pracować, podejmować decyzje. Ale warto też mieć odwagę zaufać Bogu.

Masz już jakieś oczekiwania wobec córek? Może marzysz, że pójdą twoją muzyczną drogą?

Nie. Jeśli będą chciały grać, będę się cieszył. Jeśli wybiorą coś zupełnie innego, też będę szczęśliwy. Uważam, że rodzice powinni przede wszystkim obserwować dzieci i pomagać im odkrywać talenty. Jeśli nie wiedzą jeszcze, czego chcą, można je wspierać, podpowiadać, inspirować. Ale nie zmuszać.

Po czym poznasz, że byłeś dobrym ojcem?

Jeżeli moje dzieci będą miały poczucie, że są kochane i poczują się przy mnie bezpiecznie. Jeśli nie będą się mnie bały, ale będą wiedziały, że zawsze mogą do mnie przyjść. Bardzo ważna jest też relacja z żoną. Wierzę, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Jeżeli dzieci widzą miłość, szacunek i jedność rodziców, otrzymują najlepszy możliwy wzorzec.

A jak wygląda Wasz rodzinny czas?

Na razie bardzo zwyczajnie. Spacery, place zabaw, wyjazdy do rodziny, spotkania ze wspólnotą, głoszenie Ewangelii w całym kraju na zaproszenie. Korzystamy z każdej okazji, żeby być razem. Mam ten komfort, że pracuję w domu jako nauczyciel gry na gitarze. Dzięki temu widzę dzieci każdego dnia. Nie muszę czekać do wieczora, żeby spędzić z nimi czas. To ogromny przywilej.

Coraz więcej czasu spędzacie na spacerach i placach zabaw. Jak z perspektywy świeżo upieczonego taty oceniasz infrastrukturę dla dzieci w Chrzanowie?

Generalnie bardzo pozytywnie. Widać, że miasto inwestuje w miejsca przeznaczone dla rodzin z dziećmi. Korzystamy z kilku placów zabaw i cieszy mnie, że są ogrodzone, bezpieczne i że dzieci mają gdzie aktywnie spędzać czas.

Jest coś, co można byłoby jeszcze poprawić?

To raczej drobiazgi. Zwróciłem uwagę na kwestie związane z bezpieczeństwem najmłodszych dzieci. Na niektórych placach przydałyby się bramki, które samoczynnie się zamykają. Bez tego na place mogą wejść zwierzęta - psy, koty, a nawet ostatnio także dziki. Poza tym mam wrażenie, że niektóre urządzenia są bardziej dostosowane do starszych dzieci. Dla najmłodszych przydałoby się jeszcze więcej atrakcji.

Ostatnio sporo mówiło się o nowym placu zabaw przy parku miejskim. Mieliście już okazję go odwiedzić?

Tak, byliśmy zobaczyć go dzień po otwarciu. Uważam, że to bardzo dobra inwestycja. Widać, że miejsce cieszy się zainteresowaniem rodzin i dzieci. Takie przestrzenie integrują mieszkańców i zachęcają do wspólnego spędzania czasu na świeżym powietrzu.

Zapewne macie swoje ulubione miejsca na rodzinne spacery.

Najczęściej spacerujemy w okolicach osiedla Niepodległości, w stronę Tamy, czy kortów tenisowych. Tam również znajdują się place zabaw, z których korzystamy. Teraz, kiedy dzieci są jeszcze małe, takie zwyczajne spacery i możliwość pobycia razem są dla nas bardzo ważne.

Na koniec – czego życzyć Ci z okazji Dnia Ojca?

Żebym potrafił przyjmować to, co przynosi życie, z wdzięcznością i zaufaniem. Jestem przekonany, że dzieci są wielkim darem. Nawet jeśli czasem oznaczają zmęczenie, niewyspanie i rezygnację z własnej wygody. Późne ojcostwo to fascynująca przygoda. Patrzę na swoje życie i widzę, że wiele rzeczy wydarzyło się później, niż planowałem. Ale wydarzyły się one dokładnie wtedy, kiedy powinny. I za to jestem wdzięczny Bogu.  

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

StaszelStaszel

1 0

Z tym bogiem to lekka przesada...

13:13, 27.06.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

threesixesthreesixes

0 0

Kolejny po Hajdzi krzanoski celebryta buhaha

13:26, 27.06.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%