Nie masz konta? Zarejestruj się

Libiąż

Nad libiąskimi wzgórzami latały kiedyś szybowce

16.04.2020 17:00 | 2 komentarze | 2 728 odsłony | Marek Oratowski

Jako nastolatkowie, marzenia o lataniu urzeczywistnili w Szkole Szybowcowej w Libiążu. Po latach spotkali sięw ub. roku, by powspominać czasy, gdy okolicę oglądali z pokładu statków powietrznych.

2
Nad libiąskimi wzgórzami latały kiedyś szybowce
Dawni piloci z autorami książki podczas promującego ją spotkania. Od lewej: Marta Łapuszek, Stanisław Gondek, Maria Stryczek, Zbigniew Matlak, Henryk Pawela, Ludwik Łapuszek i Zygmunt Konieczko
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Okazją do spotkania szybowników była promocja książki „Skrzydła nad Libiążem. Historia Szkoły Szybowcowej" autorstwa Ludwika Łapuszka i jego córki, Marty Łapuszek. Powstała z okazji 50-lecia uzyskania praw miejskich przez Libiąż. Przyciągnęła ludzi pamiętających funkcjonującą przez prawie 20 lat kuźnię młodych pilotów.


Książka liczy 136 stron i jest współfinansowana przez gminę Libiąż

Siedem godzin w powietrzu
Jednym z nich był Stanisław Gondek z Chrzanowa. Teraz mieszka w Warszawie. Przygodę z lotnictwem zaczynał jako 17-latek.
- W Libiążu latałem od 1952 do 1954 roku. Pamiętam, jaką tremę miałem przed pierwszym lotem, bo posadzono mnie w szybowcu ABC, który nie miał kabiny. Nie było w nim też żadnych przyrządów. Latało się na wyczucie. Potem przesiadłem się na Jeżyki i Salamandry. Tam już działały: wariometr, wysokościomierz i prędkościomierz. Niekiedy także busola. Loty w Libiążu trwały zwykle kilka, a przy sprzyjających warunkach - kilkanaście minut. Potem przeniosłem się na lotnisko w Pobiedniku - opowiada absolwent wydziału lotniczego Politechniki Warszawskiej, instruktor młodych pilotów.

Z dumą nosi Złotą Odznakę szybowcową z dwoma diamentami. Wspomina loty w chmurach burzowych, kiedy nie było widać nie tylko horyzontu, ale nawet końca skrzydeł.

Start szybowca Wrona

800 pilotów wyszkoliła libiąska szkoła szybowcowa
Jedną z niewielu pań, które wzniosły się w górę ze stoku w Libiążu, była Maria Stryczek z Młoszowej. \

- Do szkoły szybowcowej zgłosiłam się zaraz po wojnie. Latałam też na górze Żar, gdzie zaliczyłam najdłuższy lot, trwający 7 godzin i 20 minut. Tam wzniosłam się najwyżej, bo na wysokość 3 500 metrów. Tych lotów na szybowcu były setki - wspomina 85-latka.
Miłość do lotnictwa sprawiła, że zawodowe życie związała z lotniskiem w Katowicach, gdzie pracowała w służbie ruchu.


Loty gromadziły wielu widzów
Na promocję książki z Gliwic przyjechał też pochodzący z Chrzanowa Zygmunt Konieczko.

- Działałem w organizacji Służba Polsce, która skierowała mnie na szkolenie szybowcowe. W 1947 roku, w Krakowie, odbyłem kurs teoretyczny. Stamtąd trafiłem na lotniska w Lisich Kątach i Jeżowie, a potem do Libiąża, gdzie start odbywał się przy użyciu gum, ciągniętych przez kilka osób. Takie loty, na wysokość do 30 metrów, gromadziły sporo gapiów - zaznacza były pilot.

Prawdziwą legendą libiąskiej szkoły jest Zbigniew Matlak. Jako 17-latek przeszedł szkolenie praktyczne i teoretyczne na szybowcu SG-38, uzyskując drugi stopień pilota szybowcowego. Latał też w Pińczowie i Tęgoborzu. Uruchomił w Libiążu modelarnię lotniczą. Zasłynął z produkcji drewnianych śmigieł modeli latających, z których był znany także poza granicami kraju. Do dziś prowadzi w Libiążu sklep modelarski „Jaskółka".

- Cieszę się, że powstała książka o naszej szkole szybowcowej. W Libiążu były loty bardziej treningowe. Te wyczynowe odbywały się na Żarze. Niektóre osoby, uczęszczające do mojej modelarni w Libiążu i Chełmku, potem zostały pilotami wojskowymi. Jednym z nich był mój wychowanek, Henryk Sawka - przypomina sobie Zbigniew Matlak.

Piloci z Fabryki Bata - uczestnicy kursu Szkoły Szybowcowej w Libiążu Małym podczas wykładu

 

******************

Najpierw piloci, potem modelarze
W latach 30. minionego wieku Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, szukając odpowiednich miejsc dla nowych szybowisk uznała, że idealnie do tego celu nadają się libiąskie wzgórza. W 1936 roku powstał Klub Szybowcowy Podokręgu Związku Strzeleckiego Śląsk - Szkoła Szybowcowa w Libiążu. Mieścił się w budynku mieszkalnym z zabudowaniami gospodarczymi na Kolonii Leśniowa. Loty odbywały się z południowo-wschodniego stoku Pańskiej Góry. U podnóża jeden z miejscowych cieśli wybudował hangar mogący pomieścić 10 szybowców. Mieścił się tam też warsztat naprawczy. Kierownikiem został Mieczysław Wójcik. Do Libiąża trafiło osiem szybowców Wrona i dwa Salamandra. Po wylądowaniu szybowiec stawiano na specjalny wózek i transportowano go z użyciem konia ponownie na start. Szkolenia praktyczne prowadzone były od czerwca do sierpnia. Organizowano trzy miesięczne turnusy. Średnio w każdym z nich uczestniczyło 20 młodych mieszkańców Libiąża i okolic. Przed wojną w Libiążu wyszkolono około dwustu pilotów. Instruktorem i szefem wyszkolenia był por. Józef Urbański. W trakcie wojny zginął na Zachodzie.

Po wkroczeniu Niemców okupanci przejęli szkołę. Szkolili w niej młodzież wcieloną do Hitlerjugend. Została sprowadzona wyciągarka, by loty mogły być dłuższe. Gdy działania wojenne zbliżały się do końca, Niemcy wycofujący się przed frontem wojsk radzieckich nie zdołali zabrać ani zniszczyć sprzętu. Pionierami odrodzonej szkoły szybowcowej zostali: Stanisław Matysik, Mieczysław Wójcik, Czesław Kozubek, Józef Waligóra, Zbigniew Matlak, Idzi i Jerzy Trybusiowie, Józef i Mieczysław Molędowie, Jan i Zygmunt Szopowie i Henryk Wróbel. Ten ostatni został prezesem Koła Szybowcowego w Libiążu, założonego w lutym 1946 roku. Pod koniec lat czterdziestych zostało przemianowane na Ośrodek Terenowy Ligi Lotniczej.

Niedługo potem nowym instruktorem został Józef Szczepaniak. Szkolił młodych na szybowcach ABC, Salamandra, Jeżyk oraz Mucha Standard.

W tamtym czasie szkoła wraz z działającą przy niej modelarnią uczestniczyły w pochodach pierwszomajowych, prezentując modele szybowców oraz szybowiec ABC, ciągnięty na wózku. Udział w pochodzie był wtedy warunkiem otrzymania dofinansowania na działalność lotniczą. Jednak w 1954 roku szkoła została zlikwidowana. Piloci chcący uprawiać ten sport musieli wyjeżdżać na inne lotniska (m.in. Pobiednik koło Krakowa lub Żar w Międzybrodziu Żywieckim). Nadal, aż do 1980 roku, działała modelarnia.

********************

JUBILEUSZ W POWIETRZU

Miłośnikiem szybownictwa był w młodości pochodzący z Libiąża biskup Jan Zając.
Zaraz po święceniach kapłańskich został skierowany do parafii w Międzybrodziu Żywieckim, nieopodal góry Żar. W latach sześćdziesiątych przyszły hierarcha został przeszkolony przez instruktora Bogusława Kuboszka. Sześć lat temu, z okazji 50-lecia pracy duszpasterskiej, gmina Międzybrodzie Żywieckie i przedstawiciele tamtejszej parafii zrobili mu piękny prezent. Znów mógł wsiąść do szybowca, w towarzystwie nie byle kogo, bo Sebastiana Kawy. To wielokrotny mistrz świata w konkurencjach szybowcowych.

*************************

Libiąska szkoła wyszkoliła wielu pilotów, którzy potem zrobili karierę w lotnictwie.
Jednym z nich był Stanisław Kolasa, późniejszy pilot instruktor w Wyższej Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie. Służył też w lotnictwie morskim, uzyskując stopień komandora. Wybitnym wychowankiem libiąskiej placówki był także Ryszard Bitner. Zdobył złotą odznakę szybowcową z dwoma diamentami. W czasie Szybowcowych Mistrzostw Polski w 1953 roku wleciał w chmurę burzową i został śmiertelnie rażony piorunem.

Przełom 39/2019