Nie masz konta? Zarejestruj się

Babice

18.01.2020 09:30 | 0 komentarzy | 2 595 odsłony | red

Fotografuje zwierzęta. Jest samoukiem, amatorem. Nie traktuje swojej pasji zarobkowo. Z robienia zdjęć czerpie satysfakcję i przyjemność. Przygodę z fotografią zaczynał w 1987 roku, z aparatem Zenit 11. Z Markiem Tęczarem z Babic - o fotografowaniu przyrody rozmawia Alicja Molenda.

0
Dumny z bielika i krogulca (ZDJĘCIA)
Marek Tęczar z Babic fotografuje od dawna. Tematem jego zdjęć jest przyroda.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

„Upolowałam" pana w ubiegłym roku grupie miłośników fotografii na „Przełomowym" fanpage`u na Fejsbuku („PRZEŁOMowe Kadry"). Zauważyłam, że jest pan wierny jednemu tematowi zdjęć.
- Faktycznie. Dominują na nich ptaki i ssaki, bo fascynuje mnie przyroda. Jednak zaznaczę, że taka fotografia nie jest łatwa. Kiedy robi się zdjęcia w studiu, to model nie ucieknie. W innych kategoriach fotografii można wielokrotnie powtarzać ujęcia, eksperymentować ze światłem, pozą modela. A ptaki - one nie poczekają, a często nawet nie dają szans, by nacisnąć spust migawki.

Co pan robi, żeby jednak zdjęcie się udało?
- Konieczny jest kamuflaż. Najlepiej mieć czatownię. Zdjęcia moim modelom robię przeważnie z czatowni. To taka budowla z kijków, trzciny, siana, która dobrze się wtapia w otoczenie. Szukam na te czatownie miejsc na otwartych przestrzeniach: nieużytkach, polach. Czatownia jest konieczna. Siedzę w niej cicho i czekam na bohatera zdjęcia. Wymaga to cierpliwości i umiejętności poruszania aparatem, bo najdrobniejszym ruchem można ptaka spłoszyć. Są bardzo płochliwe.


Jak długo siedzi pan w czatowni podczas takiej sesji?
- Często nawet kilka godzin. Najlepiej przyjść wcześnie rano. Przed czatownią, w dogodnym miejscu, podkłada się jedzenie. Odpowiednie dla gatunku ptaków, jaki w danym miejscu można będzie fotografować. Co 2-3 dni zostawiam coś do zjedzenia. One to zapamiętują i wracają w to miejsce. Tak to się odbywa.


Zimą też?
- Tak. Tej zimy wyjątkowo miałem więcej czasu, więc dużo godzin poświęciłem na fotografowanie. Przyznam jednak szczerze, że o tej porze roku jest to szczególnie męczące i trudne, bo przy ograniczonym ruchu, na wietrze i mrozie, nie jest łatwo wytrzymać kilka godzin. Ale jednak warto, bo gdy ptaki przylecą i ładnie pozują, to później jest satysfakcja z takiej sesji. Bywa i tak, że żaden się nie pojawi. W ubiegłym tygodniu, na przykład, byłem trzy razy i nie zrobiłem ani jednego zdjęcia, bo ptaki siadały na drzewie, daleko ode mnie.


Z jakiej odległości można zrobić dobre zdjęcie?
- To zależy jakim sprzętem dysponujemy. Mam na myśli: jaki jest podpięty teleobiektyw i jakie gatunki ptaków będziemy fotografować. Chodzi o wielkość zwierząt. Tak dla porównania, np. ładne zdjęcie myszołowa zrobimy z piętnastu - dwudziestu metrów, a sikorki z sześciu - siedmiu.


Co ptaki lubią?
- To zależne jest od gatunku. Przeważnie różnego rodzaju nasiona: słonecznik, kukurydzę. Drapieżniki lubią surowe mięso. Staram się rozmieszczać jedzenie dla nich w ten sposób, aby przysiadły w dobrym miejscu, czyli żeby słońce było za moimi plecami, a ptak znajdował się na ładnym tle. Dobrze jest umieścić jakąś gałąź, na której siadają. Wtedy wkraczam do akcji jako fotograf, pamiętając, że każdy, najdrobniejszy ruch obiektywem może je spłoszyć. Oczywiście ważne jest, aby dopisała pogoda i słońce pięknie oświetliło ptaka.


Ile zbudował pan w okolicy czatowni?
- Obecnie mam dwie stacjonarne, ale używam też namiotu - czatowni i siatek maskujących.


Czy rywalizuje pan z innymi fotografami?
- Nie, nie rywalizuję. Na fotoblogu, w którym umieściłem już ok. 700 fotografii, mam swoich mistrzów. Staram się im dorównać, ale znam swoje możliwości. Osoby fotografujące zwierzęta mają większe możliwości zrobienia interesującej fotki na terenach bogatych w różne gatunki. W naszym rejonie występuje ich o wiele mniej. Pięć lat temu żona sprawiła mi niespodziankę na imieniny, fundując pierwszą lustrzankę. Teraz mam kolejną. W ogóle, jestem wdzięczny mojej żonie nie tylko za aparat, ale i za wyrozumiałość; że wychodzę z domu na bezkrwawe polowania z aparatem i nie słyszę słów sprzeciwu. Nawet jak trzeba w domu coś pilnego zrobić.


Z jakich zdjęć jest pan najbardziej dumny?
- Z bielika, oczywiście. „Upolowałem" go niedaleko Wadowic. Dumny jestem także z krogulca, którego uchwyciłem razem z jego zdobyczą, co rzadko zdarza się nawet zawodowym fotografom przyrody. W swoim dorobku posiadam ciekawe zdjęcia ptaków drapieżnych. Zdarzają się też wiewiórki, sarny, jeże, koziołki. To jest moja prawdziwa pasja. Cieszę się, gdy moje zdjęcia podobają się innym.

 

Przełom nr 10 (1385) 6.3.2019

Zdjęcia Marka Tęczara można zobaczyć na stronie internetowej - Marek Tęczar flog.pl i Marek Teczar manifo.