Nie masz konta? Zarejestruj się

Dębnik

16.06.2021 16:00 | 0 komentarzy | 2 078 odsłony | Ewa Solak
Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Jeśli ktoś nie wie, co to jest mangalica węgierska, jak smakuje mleko „dżersejki", domowej produkcji jogurt i ser podpuszczkowy, powinien odwiedzić Dębnik52 - gospodarstwo ludzi z pasją.
0
Zwierzęco zwariowani
Gosia, Julka i Marysia na pastwisku za domem
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Miejsce jest wyjątkowe, jak sama wieś. Pięknie położone i zadbane. Z głównej drogi skręcamy w lewo, i jedziemy lekko pod górkę, docierając pod sam dom. Widać tam rękę kobiet. Gosia Kania - mama i główny dowódca na pokładzie, a także córki: Marysia i Julka. Piotrek - tata i gospodarz, w kwestiach estetyki do powiedzenia ma nieco mniej.

Inwentarz stanowią: 5 psów, 7 krów, 14 owiec, 15 świń, 32 kozy i 4 konie. Wszystkie mają imiona i każde jest dla właścicieli ważne.

Nie wyobrażam sobie życia w mieście
Gdyby ćwierć wieku temu ktoś powiedział, że Gośka i Piotrek zajmą się pracą na roli, hodowlą zwierząt czy produkcją serów, oboje pewnie stukaliby się w czoło. I on, i ona są przecież mieszczuchami. Gosia - rodowita chrzanowianka i pochodzący z Krzeszowic Piotr. Coś ich jednak ciągnęło do pola, bo oboje poszli studiować rolnictwo. Tak się poznali.
- Dzisiaj nie wyobrażam sobie już życia w mieście. Jeśli nie muszę, to w ogóle stąd nie wyjeżdżam - mówi Gosia.
W Dębniku mieszkają od 15 lat, a od pięciu na serio wzięli się za produkcję przetworów, trafiających na stoły nawet najbardziej wybrednych miłośników produktów eko. Sprzedają je na targach w Krakowie, Mikołowie i innych miejscach.

Piotr na drabinie podczas budowy ekosklepiku

Zwierzęta jedzą lepiej
„Jezus, Maria, dziecko, wracaj do domu!" - krzyknęła mama Gosi na widok córki idącej ścieżką w upaćkanych gumiakach i kufajce. To było prawie 20 lat temu.
- Mamie trudno było pogodzić się z moim wyborem. Ale już chyba go zaakceptowała - śmieje się Małgorzata.
Praca w gospodarstwie to harówka przez siedem dni w tygodniu. nawet, jeśli nie trzeba obrabiać pola, to zwierzętom co dzień trzeba posprzątać, dać jeść. Dni, tygodnie i miesiące odmierzane są buczeniem krów, beczeniem kóz i pochrząkiwaniem świń.

Pastwisko


- Mamy pole pszenicy i owsa, ale tak naprawdę dla zwierząt najważniejsze jest siano - mówi właścicielka.
Śmieje się, że ich zwierzęta jedzą lepiej, niż oni sami. Piją serwatkę i maślankę. Od jedzenia zależy, jak smakuje ich mleko i mięso.

Marysia przy samoobsługowym sklepiku

Mięso, mleko i oleje
- Mangalica węgierska to rodzaj pastwiskowej świni. Jest jedyna w swoim rodzaju. Mięso mangalicy zawiera kwasy omega3. Jest bardzo tłuste, ale nawet jej słonina jest rozchwytywana przez swój wyjątkowy smak - opowiada Gosia.
Przyznaje, że za każdym razem, gdy zabijają świnię, oboje z mężem mają problem emocjonalny. Przy pierwszej Gosia poryczała się jak bóbr. Dlatego większą wagę przywiązuje do produkcji przetworów mlecznych. Krowy „dżersejki" (rasa Jersey) dają mleko o mniejszej zawartości laktozy, a czasem dochodzącym do 8 proc. tłuszczu. Owce i kozy też są mleczne, więc jest co przerabiać.
- Sama się tego uczyłam - mówi Gosia, której specjalnością są dojrzewające sery podpuszczkowe, jogurty czy masło. Na ich produkcję zagospodarowała całą piwnice, skąd czasem nie wychodzi przez cały dzień. Pasjonuje ją to zajęcie. Podobnie, jak Piotrka tłoczenie olejów na zimno. Wyrabia je nie tylko z rzepaku czy złotego lnu, ale nawet z nasion czarnuszki i konopi.

W piwnicy ich domu dojrzewają sery

Ekosklepik z samoobsługą
Marysia po rodzicach odziedziczyła rolnicze pasje. Jest instruktorem jazdy konnej i daje lekcje także dzieciom. Julka studiuje w Krakowie i aż tak bardzo do gospodarstwa jej nie ciągnie. Mieszkała jakiś czas w Londynie. Myśli, że może kiedyś tam wróci. Tymczasem pomaga jak może.
- W wakacje odwiedzają nas dzieci z półkolonii. Tu mogą zobaczyć na własne oczy skąd bierze się mleko, mogą spróbować nawet wydoić krowę. Dla wielu z nich to kompletna abstrakcja - przyznaje Gosia.
Odkąd zaczęła produkcję przetworów, ich gospodarstwo zaczęło odwiedzać więcej ludzi. Wiele osób chce kupić kawałek pysznego sera, świeże mleko czy miód. Dlatego małżonkowie przy furtce przed domem zbudowali niewielki sklepik. Jest samoobsługowy i każdy może ze stojącej w nim lodówki wybrać, co chce. Zostawia odliczone pieniądze i wychodzi.

Gosia pokazuje produkty wyrabiane przez nią i przez Piotra

- Jest coraz bardziej popularny, dlatego chcemy uruchomić w nim płatność także kartą - mówi Gosia.
Zaprasza wszystkich do gospodarstwa, gdzie można pojeździć konno, zrobić zakupy, pooglądać zwierzęta, ale także skosztować pysznego sera. W sieciowych sklepach takich brak. Wycieczka do gospodarstwa Dębnik52 na długo zapada w pamięć.

Archiwum Przełomu nr 31/2020