Nie masz konta? Zarejestruj się

Trzebinia

10.05.2021 17:00 | 6 komentarzy | 4 103 odsłony | Mariusz Paździora
Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
W tym roku mija 140. rocznica wizyty cesarza Austrii, króla Galicji i wielkiego księcia Krakowa, Franciszka Józefa I w Trzebini. Najjaśniejszy Pan bawił tu 1 września 1880 roku.
6
Cesarz w Trzebini
Mieszkańcy ziemi chrzanowskiej mogli oglądać oblicze Najjaśniejszego Pana Franciszka Józefa na portretach albo na monetach
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Po raz pierwszy Franciszek Józef oficjalnie wizytował Galicję w 1851 r., w niemal trzy lata po objęciu tronu, jeszcze jako młody, zaledwie 21-letni monarcha. Przez poddanych został przyjęty nieco chłodno i z pewną rezerwą, choć także ze sporym zainteresowaniem (był przecież cesarzem!), a np. w Tarnowie wystawnie, gdzie: „Koło godziny 7 wjeżdżał N. Pan konno przez tryumfalną bramę ogniem bengalskim oświeconą", jak donosił dziennikarz krakowskiego „Czasu". W pamięci obywateli Galicji świeże bowiem jeszcze były tragiczne wypadki rabacji galicyjskiej z 1846 r. oraz bombardowania Krakowa i Lwowa przez Austriaków podczas Wiosny Ludów (1848), po stłumieniu której usunięto z tronu upośledzonego umysłowo cesarza Ferdynanda I, który nie był w stanie rządzić krajem, a w imieniu którego panował wszechwładny i znienawidzony Niemiec, kanclerz Austrii, Klemens von Metternich, który sprowadził na Galicję wszystkie te nieszczęścia. Po usunięciu tego ostatniego, Ferdynand I abdykował, oddając koronę swemu bratankowi Franciszkowi Józefowi, który - choć osobiście nie był winien przykrych dla Polaków wypadków z lat 1846 i 1848 - musiał sobie od zera zapracować na zaufanie swych galicyjskich poddanych.

W podobnej atmosferze odbyła się kolejna podróż cesarza po Galicji w roku 1855 (wtedy Franciszek Józef przejeżdżał jedynie, bez przystanków, trasą kolejową Szczakowa-Kraków). Podróż młodego cesarza w 1851 r. odbywała się głównie karetą, ponieważ Galicja dopiero budowała sieć kolei żelaznej. I z tego też powodu orszak cesarski, choć zawitał do Krakowa, to z pominięciem ziemi chrzanowskiej. Trasa jego podróży prowadziła bowiem najkrótszą z Wiednia drogą, czyli przez Wadowice, nie zaś przez Chrzanów i Trzebinię, jak miało to miejsce podczas wielkiej podróży cesarza po Galicji w 1880 r.


Każdy chciał zobaczyć cesarza

W 1880 r. Galicja pokryta była już siecią kolejową i pewnie dlatego cesarz postanowił udać się w podróż wygodniej, czyli koleją, która sprowadziła go do Trzebini. Specjalny pociąg dworski wyruszył z Wiednia 29 sierpnia i w środę 1 września, po przystankach w Ołomuńcu i Ostrawie, przejechał granicę Galicji po opuszczeniu stacji Dziedzice na Śląsku Austriackim. Po ponad trzech dekadach panowania i nadaniu Galicji szerokiej autonomii oraz uczynieniu polskiego językiem urzędowym Galicji, mieszkańcy kraju zupełnie inaczej odbierali Franciszka Józefa. Można powiedzieć, że w pełni zapracował sobie na wdzięczność i przywiązanie swoich galicyjskich poddanych. W przeciwieństwie do poprzednich wizyt z lat 50., kiedy monarcha doświadczył w Galicji poprawnego, aczkolwiek nieco chłodnego przyjęcia (odwzajemniając się zresztą tym samym), wizyta w 1880 r. nacechowana była prawdziwą radością jego poddanych i szczerymi wyrazami przywiązania, których cesarzowi nie szczędzono od Przemszy po Zbrucz i od Wisły po Czeremosz.

Pierwszym miastem galicyjskim, w którym cesarz się zatrzymał był Oświęcim, gdzie zgotowano mu nadzwyczaj serdeczne przyjęcie. Najbardziej poruszającym był widok tłumów obywateli, którzy od stacji w Jawiszowicach aż po sam Kraków już od świtu, utworzyli nieprzerwany łańcuch niemal na całej trasie przejazdu pociągu cesarskiego w nadziei ujrzenia swego monarchy. Na takie zainteresowanie i poświęcenie ze strony obywateli z pewnością nie mógłby liczyć żaden późniejszy prezydent Austrii! A że chęć ujrzenia cesarza była sporym wyzwaniem, niech świadczy fakt, iż ku zgrozie swych dworzan, Franciszek Józef zwykł wstawać o 4 rano i po wysłuchaniu porannej mszy od razu rzucał się w wir zajęć pierwszego urzędnika cesarstwa. Nie trzeba nawet dodawać, że tego samego oczekiwał od swoich dworzan. Podobnie było podczas podróży po kraju.

Władze starostwa witały cesarza w Trzebini
Wszystkie dworce i mosty kolejowe na trasie przejazdu pociągu dworskiego przystrojone zostały bardzo starannie i uroczyście, a przed wjazdem do każdego miasta ustawiano bramy triumfalne. Od Oświęcimia do granicy powiatu chrzanowskiego pociąg cesarski eskortowany był przez 400 konnych włościan, którzy pędzili wzdłuż torów wraz z pociągiem wiozącym ich władcę. W okolicach Chrzanowa do witających swego monarchę dołączyli górnicy z dóbr hr. Potockiego. Cesarz nie zatrzymał się w Chrzanowie, ale za to uczynił to w Trzebini, dokąd przybyły go powitać władze chrzanowskiego Starostwa. Najjaśniejszy Pan opuścił pociąg na dłużej na dworcu trzebińskim, gdzie powitali go najwyżsi rangą urzędnicy powiatowi, a pobożny monarcha ucałował krzyż podany mu przez jednego z duchownych. W imieniu obywateli powiatu chrzanowskiego mowę powitalną ku czci Franciszka Józefa wygłosił hrabia Artur Potocki:

Najjaśniejszy Panie - Najmiłościwszy Cesarzu i Królu! Witając Cię z Radą powiatu chrzanowskiego, składam Ci, Najjaśniejszy Panie, w imieniu całego powiatu wyraz czci, miłości i najwierniejszego przywiązania. Dzięki Twojej łasce, Najjaśniejszy Panie, Rada powiatowa przedstawia rzeczywiście i legalnie cały powiat. Szczęśliwi jesteśmy, że w szeregu powitań nam jednym z pierwszych przypadło wznieść okrzyk, który usłyszysz Najjaśniejszy Panie wszędzie, jak kraj długi i szeroki - gdziekolwiek stąpisz, a wszędzie równie szczery, równie wdzięczny i równie gorący: Najmiłościwszy nasz Cesarz i Król Franciszek Józef niech żyje!

Po tej mowie cesarz uprzejmie podziękował za powitanie, a orkiestra górnicza odegrała hymn austriacki „Boże wspieraj, Boże ochroń". Zgromadzone zaś tłumy wznosiły okrzyki na cześć monarchy. Na koniec dostojny gość zaprosił do swego wagonu hrabiego Potockiego i marszałka Wodzickiego, prosząc ich by towarzyszyli mu w dalszej podróży do Krakowa. Na trasie przejazdu z Trzebini do Krakowa, w szczególności od Krzeszowic, cesarz musiał niemal cały czas stać w oknie wagonu by odpowiadać pozdrawiającym go tłumom poddanych oczekującym wzdłuż torów. Do Krakowa wjeżdżał witany biciem dzwonów wszystkich kościołów prastarej stolicy Polski.

Archiwum Przełomu nr 34/2020