Nie masz konta? Zarejestruj się

Karniowice

Zwierzęta też można rehabilitować

25.11.2020 15:00 | 0 komentarzy | 2 124 odsłony | Marek Oratowski
Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
Magdalena Gruchot z Karniowic jest prawdopodobnie jedyną fizjoterapeutką zwierząt w powiecie chrzanowskim. Jej praca przynosi czasem bardzo spektakularne rezultaty, jak przywrócenie chodu u psa. W rozmowie z Markiem Oratowskim opowiada, jak rehabilituje się czworonogi.
0
Zwierzęta też można rehabilitować
Magdalena Gruchot rehabilituje głównie psy i koty. Do tego celu używa m.in. elektrostymulatora
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Marek Oratowski: Zawód, który pani wybrała, nie jest zbyt popularny.
Magdalena Gruchot: Rzeczywiście. Wielu ludzi go nie zna. Często słyszę u klientów pytanie: a co będzie pani robiła?
Marzyłam o studiowaniu weterynarii. Nie udało się, ale nie zrezygnowałam z pracy ze zwierzętami, bo bardzo je kocham. Ukończyłam Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy na kierunku fizjoterapia zwierząt, jedynym takim w Polsce. Na początku trudno mi było stwierdzić, czy to jest faktycznie to, o czym marzyłam. Gdy na ostatnim roku studiów mieliśmy praktyki ściśle związane z fizjoterapią, doszłam do wniosku, że manualna praca ze zwierzętami bardzo mi odpowiada. Po studiach na jakiś czas trafiłam do Krakowa. Od ponad roku mieszkam w Karniowicach, skąd pochodzi mój narzeczony, który niedługo zostanie moim mężem.

Trudno się przyzwyczaić do życia w małej społeczności?
- Pochodzę z Bydgoszczy. To spore miasto, musiałam więc przestawić się na inny tryb życia, nauczyć, jak gdzie dojechać. Ale to już jest za mną. Doceniam, że za oknem domu w Karniowicach zamiast odgłosu samochodów słyszę śpiewające ptaki. W domu mam mały zwierzyniec - psa, kota i króliki.

Jak znajduje pani klientów?
- Współpracuję z gabinetem weterynaryjnym „Zwierzak" w Trzebini, prowadzonym przez lek. wet. Mateusza Porzuczka. Pan doktor wykonuje operacje. Ja zajmuję się potem rehabilitacją tych czworonożnych pacjentów. Czasem dostaję zlecenia z czyjegoś polecenia.

Pani pacjentami są głównie psy i koty?
- Z reguły tak. Zdarzało mi się także opiekować królikami. Rehabilitować można praktycznie każde zwierzę.

W jaki sposób im pani pomaga?
- Najczęściej zajmuję się schorzeniami ortopedycznymi. To na przykład zerwane więzadła krzyżowe powodujące problemy z kolanami, a także różne dysfunkcje kręgosłupa, jak dyskopatie i napięcia mięśniowe. W takich sytuacjach na przykład potrzebny jest zwierzęciu trening na bieżni oraz wzmacnianie konkretnych partii mięśniowych. Czasem ta moja praca przynosi bardzo spektakularne rezultaty. Tak było w przypadku Nory, mającego około dziesięciu lat psa. Nora nie chodziła z powodu wysunięcia dysku, przez co nie czuła tylnych łap. Dzięki współpracy z właścicielem i weterynarzem udało nam się wykreować tzw. chód rdzeniowy. Dzięki temu pies potrafi sobie radzić w codziennych czynnościach, jak wychodzenie na zewnątrz oraz jedzenie w pozycji stojącej. Wcześniej było to niemożliwe. Często dostaję pacjentów z chorymi kolanami. Zwykle skutkuje to dużymi przykurczami. Tylna łapa często jest podciągnięta aż pod sam brzuch. Wtedy trzeba zadziałać na partie mięśniowe. Ostatnio zajmowałam się labradorem po nowotworze w okolicy klatki piersiowej. Zmiana została wycięta. Jednak na skutek tego powstał obrzęk limfatyczny, z którym wciąż walczę.

Są też pewnie sytuacje, gdy zwierzakowi nie udaje się pomóc.
- Do tej pory miałam jeden taki przypadek. Rehabilitowałam labradora, który zaczął kuleć i  w końcu przestał chodzić. Niestety, rentgen wykazał, że miał nowotwór kości udowej, który dosłownie mu ją „zjadał". Nie było szans na ratunek. Udało mu się tylko trochę ulżyć w cierpieniu. Psa trzeba było uśpić.

Jak długo trwa taka rehabilitacja zwierząt?
- Podobnie, jak u ludzi. Początkowa dawka to dziesięć zabiegów. Zazwyczaj są wykonywane przez dwa lub trzy tygodnie. Z niektórymi pacjentami widuję się raz w tygodniu i będziemy się spotykać do końca ich życia, ze względu na to, że są to zabiegi utrzymujące sprawność fizyczną zwierząt będących w wieku senioralnym. To grupa potrzebująca stałej pomocy. Jeśli mamy młodego psiaka po operacji kolana, to po serii zabiegów zwykle dochodzi do pełnej sprawności. Gdy taka kontuzja dotyczy zwierzaka w wieku ponad dziesięciu lat, to wymaga on zwykle stałej rehabilitacji.

Warto ćwiczyć ze swoim pupilem?
- Tak. Właściciele są z nim icałą dobę, ja tylko przez określony czas. Dlatego uczę ich, jak mogą pracować ze zwierzakiem, robiąc mu na przykład masaże. Często zostawiam im sprzęty, które są w tym pomocne, jak piłki, płotki czy elektrostymulator. Wykonując takie ćwiczenie w ramach „zadania domowego" właściciel przedłuża moją terapię. Ja przychodzę na przykład rano, a właściciel ćwiczy po południu i wieczorem. Ludzie cieszą się, że mogą się sami zaangażować w terapię. Trwa to zwykle 15-20 minut dziennie, ale efekty są naprawdę widoczne.

Jak reagują na panią zwierzęta? Są przyjaźnie nastawione, czy czasem pojawia się z ich strony także agresja?
- Generalnie reagują pozytywnie. Wszystko zależy jednak od stanu zwierzaka. Kiedyś zdarzył mi się mops po wypadku komunikacyjnym. Odczuwał ogromny ból, więc pierwsza reakcja na fizjoterapię była niezbyt przyjazna. Tym bardziej, że trzeba było go przełożyć na drugi bok. Ale to taki odosobniony przypadek. Zwykle zwierzaki się bardzo cieszą. Niektóre na początku są trochę nieufne, jednak potem, gdy się przyzwyczajają do moich wizyt, traktują mnie jak członka rodziny.

Przywiązuje się pani do pacjentów?
- Tak, bardzo. Gdy kończy się terapia i zwierzak jest zdrowy, odczuwam wielką satysfakcję. Kocham to, co robię. Lubię też kontakt z ich właścicielami. Nieraz przegadam całą wizytę, oczywiście przy okazji robiąc swoje. Rozmawiamy np. o żywieniu zwierząt i o zapewnianiu im właściwej dawki ruchu. Wszystko to ma wpływ na ich tzw. dobrostan. Prowadzę gabinet mobilny. To duże ułatwienie w przypadku zwierząt, które na przykład nie chodzą, mają dużą masę, a właściciel jest w podeszłym wieku i nie jest w stanie swojego pupila przewieźć. Poza tym, zwierzęta na swoim terenie czują się swobodniej. Taka terapia jest bardziej efektywna.

Koronawirus pewnie skomplikował takie domowe wizyty...
- Tak. Pracuję teraz w masce i rękawiczkach. Proszę też właścicieli, by ubierali maski. Na bieżąco dezynfekuję ręce i sprzęt. Zwierzaki nie są specjalnie zachwycone taką zmianą. Ten trudny czas musimy jednak jakoś przetrwać. Ja wykorzystuję go również na udział w webinariach umożliwiających dokształcanie w czasie epidemii.

Archiwum Przełomu nr 20/2020