Nie masz konta? Zarejestruj się

Chrzanów

Bolesna lekcja, oczyszczające doświadczenie

13.11.2020 14:00 | 0 komentarzy | 7 942 odsłon | Marek Oratowski
Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
Doszłam do wniosku, że nie chcę wrócić do tego, co było. Ta sytuacja pokazała, że konieczne będzie zweryfikowanie moich nawyków i zachowań. Chcę nauczyć się okazywania większej wdzięczności za to, co mam i znaleźć więcej czasu na to, co dla mnie najważniejsze - podkreśla Aldona Stach z Chrzanowa, właścicielka salonu kosmetycznego.
0
Bolesna lekcja, oczyszczające doświadczenie
Aldona Stach
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Marek Oratowski: Co sobie pani pomyślałą słysząc pierwszy raz o koronawirusie? Że to coś odległego, abstrakcyjnego, co nas nie będzie dotyczyć?
Aldona Stach: Każdy kryzys, czy to osobisty, rodzinny czy zawodowy dzielę na dziesięć etapów. To uniwersalna wiedza, która jest mi bardzo przydatna. W kryzysie wszyscy przechodzimy przez te fazy. Pierwsza z nich to zaprzeczenie. W przypadku koronawirusa, to myśli typu: jest daleko, w Chinach, nie dotyczy nas, to niemożliwe. Niestety, dość szybko przyszedł drugi etap, czyli negatywna narracja. A z nim obawy: ile stracę, gdy będę musiała zamknąć biznes. Płynnie weszłam w kolejny etap, czyli próbę minimalizowania strat. To konkretna kalkulacja w rodzaju: OK, nie widzę sensu w tym czarnowidztwie, więc muszę zrobić coś, by stracić jak najmniej. Zaczęłam więc myśleć, jak się uporać ze stratami i uniknąć kolejnych. Następną fazą było zaakceptowanie sytuacji oraz zaadaptowanie się do niej. Właśnie teraz znajduję się w takim stanie. Gdy od 1 kwietnia musiałam zamknąć salon kosmetyczny, zamiast pracować z klientem, działam online. To znaczy na fanpage`u na Facebooku jesteśmy w kontakcie z klientem. Staram się tam również pokazać empatyczny wizerunek firmy. Na przykład wspierając produktami kosmetycznymi służbę medyczną, będącą na pierwszej linii walki z epidemią.

Jakie fazy jeszcze przed panią, zresztą jak przed nami wszystkimi?
- Kolejna faza kryzysu to szukanie winnych, co zresztą można już zauważyć w mediach. Mnożą się pytania, skąd się ten wirus wziął, z jakiego kraju „wyciekł". Na szczęście osobiście i świadomie się w nią nie angażuję. Faza siódma to odzyskiwanie strat. Ósmą będzie stanowiło korzystanie z możliwości, jakie ten kryzys przyniósł. Na przykład wyciągnięcie korzyści z faktu, że wiele osób spędza teraz sporo czasu w sieci, będąc tym samym częstszym klientem online. Dzięki temu możemy zainteresować nowe osoby tym, co mamy do zaoferowania. Faza dziewiąta, najbardziej przez wszystkich wyczekiwana, to wyjście z kryzysu. Ostatnim natomiast etapem będzie jego analiza, zrobienie bilansu, co nam dał, co zabrał.

Dobrze nasze władze zabrały się do walki z wirusem?
- Zauważyłam wiele paradoksów w odgórnych komunikatach. Z jednej strony słyszeliśmy: nie wychodźcie z domów i walczcie o swoje życie i zdrowie. Z drugiej, siedząc w zamknięciu jesteśmy bardziej podatni na stres, który bardzo obniża naszą odporność. Również brak aktywności czyni nas bardziej podatnymi na zakażenie wirusem. Dlatego mocny sprzeciw budzą we mnie takie skrajne i wzajemnie wykluczające się obostrzenia. Kolejny przykład. Na początku kosmetyczkom nie zakazano pracować, ale mieszkańcom już nie wolno było przychodzić do gabinetów, bo nie była to niezbędna potrzeba życiowa. Czysty paradoks. To powodowało dezorientację, przeradzającą się stopniowo we frustrację.

Trudno przyszło pani zmienić codzienne zachowania, by dostosować się do nowej sytuacji?
- Zawodowo zajmuję się ciałem, a na dodatek od lat mam holistyczne podejście do życia. Przy takim nastawieniu i prowadzeniu higienicznego trybu życia - dbając o dietę, regularny sen i troszcząc się o potrzebny relaks - łatwiej znieść jakikolwiek kryzys. Także pandemiczny. Oczywiście przeżywanie skrajnych emocji, takich jak podenerwowanie i frustracja, także mnie dotyczy. Generalnie jestem jednak spokojna i bardzo optymistycznie nastawiona do całej tej sytuacji. I przyglądam się temu, co się dzieje, z pewnym dystansem.

Jak sobie radzić w tych poszczególnych etapach, o których mówiliśmy? Mam wrażenie, że wiele osób wciąż jest mocno przestraszonych.
- Doszłam do wniosku, że my eksperci z różnych dziedzin, powinniśmy zabierać głos, by sobie nawzajem pomagać. I opierając się na faktach radzić, jak lepiej przetrwać ten czas. Na równi z pandemią koronawirusa problemem jest pandemia strachu. Jak ten strach odczarować? Musimy się zdystansować od tego, co mówią media oraz odróżniać fakty od opinii na temat epidemii. Jednym z elementów walki ze stresem jest śmiech. Warto obejrzeć zatem jakieś programy, które budzą w nas radość. Zmuszany wtedy do pracy naszą przeponę. Kolejnym elementem jest ruch. Musimy, na ile to możliwe, wychodzić na powietrze.
Ponadto, czynnikiem niekorzystnie na nas wpływającym, jest zalecany dystans socjologiczny. W dłuższej perspektywie izolacja społeczna może zwiększać ryzyko chorób serca, depresji, demencji. Jeśli nie możemy się spotykać, wykorzystajmy środki, jakie daje nam technika. Kontaktujmy się ze znajomymi przez komunikatory internetowe. Zadzwońmy lub choćby wyślijmy sms-a do naszych seniorów, bo oni są w najtrudniejszej sytuacji. Bardzo istotną rolę dla naszej kondycji fizycznej i psychicznej ma dotyk. Jeśli ktoś przebywa w izolacji i nie ma możliwości kontaktu z drugim człowiekiem, może wykonać sobie tzw. automasaż, używając olejku. Robiąc go, głaszczemy swoje ciało, naciskamy mięśnie, zwłaszcza w miejscach bolących i rozluźniamy kark, twarz, żuchwę... Możemy też poćwiczyć z trenerem online lub wziąć relaksującą kąpiel. Bardzo dobrym pomysłem jest systematyczne głaskanie psa lub kota, jeśli ktoś posiada. Mając obok siebie bliską osobę - dziecko, współmałżonka lub partnera - przytulanie jest nieocenionym narzędziem terapeutycznym. Taka bliskość budzi w nas ogromne poczucie bezpieczeństwa oraz pomaga zwalczyć lęk i negatywne skutki trudnych emocji.

Ludzie poszukują informacji w internecie, a tam mnożą się różne teorie spiskowe.
- Najlepiej słuchać ekspertów, by wyrobić sobie zdanie. Dla mnie autorytetem jest specjalista w swojej dziedzinie. Natomiast informacja podana przez kolegę kolegi mającego znajomego w ministerstwie, nie jest dla mnie wiarygodna. Podobnie nie przekonuje mnie 20-latek internauta, który posklejał różne filmiki i wyciąga z nich daleko idące wnioski. Potrzeba dużo zdrowego rozsądku, by oddzielić ziarna od plew. I nie zagubić się w tej pandemii strachu.

W tym czasie zachęca się nas do sterylności, którą tak naprawdę trudno osiągnąć.
- Nie da się tego zrobić w stu procentach. Zresztą nie jest korzystne dla organizmu, by żyć w zupełnej sterylności, bo przecież potrzebujemy także bakterii, które niosą dla nas korzyść.

Czy z tej pandemii może wyniknąć coś dobrego?
- Na pewno plusem będzie zwiększenie dobrych nawyków dbania o higienę. Jeśli wierzyć badaniom, to połowa naszych rodaków nie myła wcześniej rąk po wyjściu z toalety. Jeśli chodzi o mnie, to zbieram duże i pozytywne plony tego czasu. Po pierwsze mogę więcej czasu poświęcić rodzinie oraz bliskim. Ożywić zaniedbane wcześniej kontakty. Po drugie doceniłam to, co wcześniej miałam w dostępności, a teraz na pewien czas zostało nam zabrane. Dawniej mogłam w każdej chwili wyjść do parku czy do lasu lub wyskoczyć na kawę ze znajomymi. Plusem jest również to, że po 25 latach pracy w zawodzie kosmetyczki, w utartych schematach, musiałam coś zmienić, wykazać się kreatywnością. Sytuacja spowodowana brakiem klientów przekonwertowała mnie do sieci i aktywniejszego działania w mediach społecznościowych. Wzmogło to we mnie wiarę w możliwość adaptacji w skrajnych warunkach. Ostatnio nawet doszłam do wniosku, że nie chcę wrócić do tego, co było. Ta sytuacja pokazała, że konieczne będzie zweryfikowanie moich nawyków i zachowań. Chcę nauczyć się okazywania większej wdzięczności za to, co mam i znaleźć więcej czasu na to, co dla mnie najważniejsze. Wierzę, że ta trudna, bolesna lekcja, w której wszyscy uczestniczymy, okaże się mimo wszystko oczyszczającym doświadczeniem.

Archiwum Przełomu nr 17/2020