Przed wojną w Nowej Górze mieszkało kilkunastu Żydów, w tym rodzina Feilerów, która prowadziła sklep z artykułami spożywczymi w centrum wsi.
Społeczność żydowska z Krzeszowic i okolicznych miejscowości, w tym z Nowej Góry, podlegała pod trzebiński kahał (gminę żydowską), co oznaczało m.in., że zmarli byli chowani na cmentarzu żydowskim w Trzebini. Do dziś zachowały się macewy osób pochodzących z Krzeszowic.
Jednak nowogórscy Żydzi mieli swój dom modlitwy na miejscu, który tak wspomina Józef Dorynek, jeden z mieszkańców wsi (ur. 1934): „Pewnego dnia (w sobotę) szedłem z mamą drogą wzdłuż stawu, i w budynku żydowskim nad stawem na piętrze były głośne wrzaski. Żydzi mieli w Nowej Górze tam bóżnicę i obchodzili szabat”.
Jakub Feiler był kupcem-rzeźnikiem, ale pełnił także funkcję rabina (fot. 1). Pochodził z Jaworzna. W Nowej Górze zamieszkał z powodu ożenku z Zislą Bochenek. Jak wspominał ich syn, Bernard: „Pracowaliśmy w sklepie z rodzeństwem. Nie wszyscy, ale mój ojciec, matka, ja, i niektóre siostry i bracia. Nie musieliśmy zatrudniać pracowników. Mieliśmy wszystko. Żyło nam się bardzo dobrze”. Udzielali też zakupów na kredyt. Rodzina była zasymilowana z katolicką częścią społeczności i nie doświadczała przejawów antysemityzmu, mimo że – jak wspominał Bernard – było ich dużo. Sam Bernard uczył się na krawca od 13 r.ż. i nie był religijny jak rodzice. Dwie siostry wyjechały do Paryża przed wybuchem wojny, brat Chaim otworzył sklep w Krakowie.
LOSY FEILERÓW W CZASIE WOJNY
Bernard na 3 tygodnie przed wybuchem wojny zaciągnął się do Wojska Polskiego i uczestniczył w walkach kampanii wrześniowej. Został złapany pod Tarnowem i uwieziony w kościele w Zagórzu, następnie w zakładzie dla umysłowo i nerwowo w Kobierzynie, skąd uciekł i wrócił do Nowej Góry. Tam Niemcy wprowadzili już swoje „porządki”. W domu gminnym stacjonowało wojsko. Niemcy zakazali miejscowym zakupów w ich sklepie. Bernard z rodzicami i młodszym bratem Dawidem mieszkali w Nowej Górze jeszcze rok. W tym czasie sprowadzono do wsi dużą grupę Żydów, których zakwaterowano na plebanii, i którzy zostali zmuszeni do niewolniczej pracy w kamieniołomie w Miękini. Bernard wspomina tamte wydarzenia tak: „[…] przywieziono ponad trzysta osób do pracy w 2 kamieniołomie. Wybrano mnie na przewodniczącego. Przynosiłem im chleb, wszystko czego potrzebowali”. Nie wiadomo, czy Bernard miał na myśli tylko grupę zakwaterowaną w Nowej Górze, czy również tych, którzy mieszkali w Miękini. Niestety, historia obozu pracy w kamieniołomie, przeznaczonym dla Żydów, jest wciąż wielką białą plamą w historii Miękini.
Według informacji pozyskanych od Magdaleny Banduły (nauczycielki historii z Miękini, regionalistki), mieli to być Żydzi sprowadzeni z Krzeszowic. Sam kamieniołom był zarządzany przez Rudolfa Tegla, który był wyjątkowo ciekawą i szlachetną postacią, zasłużoną dla wsi. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Tegel angażował się również w pomoc Żydom w czasie wojny. Do tego wątku jeszcze powrócę.
Bernard Feiler wspominał, że: „Po roku zlikwidowano kamieniołom [ściślej obóz pracy w kamieniołomie – przyp. A.K.], a więźniów wysłano do Płaszowa”. W końcu i Żydom z Nowej Góry nakazano przenieść się do getta w Skale, które Niemcy utworzyli wiosną 1941 r. „Moi rodzice, brat Dawid, siostra. Spakowaliśmy wszystkie rzeczy na wóz zaprzęgany w konia. [Brat] Miał dwójkę dzieci i żonę. Potem getto w Skale również zlikwidowano. Ludzie byli przenoszeni do Brzezinki i Oświęcimia, pół roku po naszym przyjeździe.”
Początkowo było to getto otwarte. Bernard poślubił tam Belę Klinger ze Sosnowca, którą poznał jeszcze przed wojną w Katowicach. Po ślubie zamieszkał z nią w Pilicy, gdzie również było getto, i mieszkała siostra Beli.
UCIECZKA Z PILICY DO NOWEJ GÓRY
W 1942 r. nazistowscy twórcy planu zagłady Żydów przeszli do realizacji kolejnego jego etapu – zaczęto likwidować mniejsze getta, przesiedlać ich mieszkańców do większych gett lub wywozić do obozów zagłady. Ten los podzielili także mieszkańcy gett w Skale i Pilicy.
Cała rodzina Bernarda została wywieziona do obozu zagłady w Bełżcu. On sam z żoną zimą 1942-43 uciekli z Pilicy z zamiarem dotarcia do Sosnowca. Bernard tak po latach relacjonował tamte dramatyczne wydarzenia: „Padał śnieg. Moja żona nie wyglądała jak Żydówka, w przeciwieństwie do mnie. Wychodziliśmy nocą. Prosiliśmy ludzi o jedzenie. Byliśmy bardzo głodni. Niektórzy dawali nam wodę, dopóki nie rozpoznali we mnie Żyda. Wtedy chcieli mnie zabić. […] Jednego dnia mojej żonie zabrakło sił. Prosiła, żebym ją zabił i ratował siebie. Powiedziałem jej, że nie potrafię. Zabijając ją, zabiłbym siebie. Niosłem ją kolejne 2 km. Byliśmy wyczerpani. Wtedy zobaczyliśmy światło. Podeszliśmy do leśniczówki, błagając o kawałek chleba. Kobieta zaprosiła nas do środka, dała mojej żonie 3 chleb. Tam spędziliśmy noc. Kobieta dała mojej żonie portmonetkę. Leśniczy rozpoznał mnie. Dobrze znał mojego ojca. To było 4 km od Nowej Góry. Powiedział nam: "Jeżeli Niemcy przyjdą, zabiją nas wszystkich. Rano ruszyliśmy do Nowej Góry”.
ŻYCIE W KRYJÓWCE
„Jeszcze w nocy dotarliśmy tam. Spotkaliśmy przyjaciela, stałego klienta naszego sklepu. Przenocowaliśmy u niego. Dał nam trochę jedzenia. Kiedy się ściemniło, odwiedziłem innego znajomego [Stefana Chucherko – przyp. A.K. Był u nas zadłużony i poprosiłem o pomoc. Wytłumaczyłem, że idziemy do Sosnowca. On jednak nie chciał ryzykować. Powiedział, że jego sąsiad ma duży dom [to był dom Matluchów – przyp. A.K].
Większość mieszkańców wyjechała pracować w Niemczech. Mógłby nas ukryć. Zgodziłem się. Było lodowato, ale rozpalił dla nas ogień. Dał nam jedzenie. Dom był prawie pusty. Miał on tylko krowę. Razem z żoną zgodzili się nas przyjąć. Obiecałem mu zapłacić po wojnie. Nie był bogaty. Dużo pracował.” (B. Feiler)
Z czasem do kryjówki w Nowej Górze trafiła żona brata Chaima - Sala Feiler zd. Grosman, jej nastoletni brat - Ichcak Szaja, którego „wyciągnięto” z obozu w Płaszowie, i w końcu sam Chaim, który uciekł z transportu do KL Auschwitz. Razem 5 osób. Zachowanie w tajemnicy obecności Żydów w domu Matluchów, jak i wyżywienie ich wymagało wielkiego zaangażowania całej 5-osobowej rodziny Chucherków. Musieli zwiększyć hodowlę drobiu. Jeden z synów Chucherków, Henryk, przynosił jedzenie w wiadrze (pod pozorem dokarmiania krowy), wynosił nieczystości. Inny syn, Leopold, zbierał pijawki w rzece, którymi próbowano leczyć chorą nogę Icchaka. Niestety, nadaremnie, zmarł na chwilę przed wyzwoleniem. Jego ciało początkowo zakopano w kryjówce (było tam klepisko), a po wyzwoleniu pochowano je na cmentarzu żydowskim w Trzebini.
NARODZINY DZIECKA W KRYJÓWCE
Równie dramatycznym wydarzeniem okazały się narodziny dziecka Bernarda i Beli Feilerów. Według relacji Bernarda, niczego się nie spodziewali. Być może Bela bała się przyznać mężowi, że zaszła w ciążę, a może faktycznie nie była świadoma, co się dzieje z jej ciałem. W każdym razie poród przyjął Bernard i stanął przed najgorszą decyzją swojego życia: co zrobić z noworodkiem? Stefan Chucherko nie wyobrażał sobie, żeby dziecko zostało w kryjówce, bo jego płacz mógłby zdekonspirować ukrywających się, i sprowadziłby na wszystkich nieszczęście. A jak powiedział po latach syn Chucherki: „[…] to było całe nasze szczęście, że nikt nie wiedział”. Jeden z sąsiadów miał mu powiedzieć po wyzwoleniu, że gdyby wiedział, że ukrywają się tam Żydzi, podpaliłby ten dom.
Mimo próby uduszenia dziecka przez ojca, noworodek przeżył i ostatecznie podjęto decyzję, żeby podrzucić je bezdzietnemu małżeństwu z pobliskiej wsi Miękinia. Byli to Olimpia i Zygmunt Noworytowie.
I tu wracamy do wątku zarządcy kamieniołomu w Miękini – Rudolfa Tegla. Dziwnym zbiegiem okoliczności, Zygmunt był stróżem w tym kamieniołomie, o czym wiedział Bernard. Musiał znać Tegla ze względu na swoje „przewodniczenie” grupie więźniów tam pracujących. W swoim świadectwie Bernard mówi, że Noworytów polecił mu jakiś przyjaciel. Nie dowiemy się już zapewne, kim on był, bo Bernard od lat nie żyje. Żyje za to jego syn urodzony w kryjówce – Jack. I to jest kolejna uratowana osoba z tej rodziny, dzięki pomocy dobrych ludzi z Miękini. Jak wspomina po latach Krzysztof Łabuzek, adoptowany wnuk Noworytów, historia Piotrusia – jak nazwali chłopca Noworytowie - była w ich domu obecna zawsze. Olimpia bardzo pokochała chłopca i po wyzwoleniu, kiedy Feilerowie ujawnili prawdę o jego pochodzeniu i chcieli go odebrać, przeżyła swój dramat rozłąki z dzieckiem. Dopóki Feilerowie mieszkali w Sosnowcu, odwiedzała ich. Po pogromie kieleckim wyjechali do Paryża, do sióstr Bernarda, a stamtąd wyemigrowali na stałe do Australii. Nigdy jednak nie zapomnieli zasług zarówno Chucherków, jak i Noworytów. Przysyłali im listy, zdjęcia dorastającego Jacka, paczki.
Dzięki ich staraniom 3 marca 1983 r. Yad Vashem uznał Zofię i Stefana Chucherków oraz ich synów Eugeniusza, Henryka i Leopolda za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Agnieszka Kostuch
Źródło: świadectwa Bernarda Feilera: nagranie 16.03.1995 r. dla USC Shoah Foundation, udostępnione przez Jacka Feilera.

Zofia i Stefan Chucherkowie. Fot. z archiwum rodziny Chucherków

Dyplom Sprawiedliwych wśród Narodów Świata dla Chucherków; z archiwum rodziny Chucherków.

Getto w Skale. Od lewej: Bernard Feiler, jego siostra, matka, bratowa, brat Dawid i dwójka dzieci brata. Wszyscy zginęli oprócz Bernarda; z archiwum rodziny Feilerów.

Zisla i Jakub Feilerowie, przed wojną; z archiwum rodziny Feilerów.

Olimpia i Zygmunt Noworytowie, po wojnie; z archiwum K. Łabuzka.

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Od początku to śmierdziało. Pamiętam spotkanie na Sokoła. Sporo osób wyszło po słuchaniu poplątanych wypowiedzi burmistrza i prezesa.
Przeciwnik
19:03, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Trzeba być niezłym frajerem żeby zapłacić więcej niż za mieszkanie na własność.
Adam
18:25, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Przypominam że państwo nigdy nic nie daje zadarmo . Ani samorządy jednemu dadzą a innym muszą zabrać więc ciemnoty ludzie maciaszek nie wciskaj
Yoop
18:22, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Brawo za pomysł. Każdy pomysł zatrzymywania mieszkańców pożądany. Robert, jesteśmy z i za Tobą!
Endriu
17:10, 2026-05-21
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
5 7
Co wy macie z tymi żydami??
0 0
nie zagląda się w zęby darowanemu koniowi.
5 0
Można się domyśleć co mają z nimi . Jest takie przysłowie ,, czyj chleb jesz, tego pieśni śpiewaj"
Pozostałe komentarze
4 3
Mój dziadek doskonale to pamięta.
1 1
I to był największy błąd polaków, do teraz pokazują nam "wdzięczność"
0 0
i to jest fakt! . niestety redako... nie umieją w historie i takie bazyliszki wypuszczają
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz