Pielęgniarka z Chrzanowa przeszła 1000 km przez Szwecję - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Pielęgniarka z Chrzanowa przeszła 1000 kilometrów przez Szwecję

Ewa Solak Ewa Solak 11:15, 02.07.2026 Aktualizacja: 11:12, 02.07.2026
1 Pielęgniarka z Chrzanowa przeszła 1000 kilometrów przez Szwecję

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Podróże kształcą, dają radość, zostawiają wspomnienia. Magdalena Jastrzębska – pielęgniarka z Chrzanowa odbyła wyjątkową podróż. W ciągu miesiąca pieszo przeszła 1000 kilometrów przez Szwecję. Opowiada o tym w rozmowie z Ewą Solak.

Wielu osobom taki pomysł mógłby wydać się szalony. Ale nie tobie. Co cię skłoniło, żeby wyruszyć do Szwecji?

Od dziecka marzyłam o podróżach. Nie zawsze było to dla mnie wykonalne, ze względu na stan zdrowia. Teraz czuję się na tyle dobrze, że postanowiłam realizować marzenia. Faktycznie wiele osób nie dowierzało, że wyruszę. Ja jednak jestem na tyle przekorna, że chciałam wszystkim niedowiarkom udowodnić, że to zrobię. Motywem przewodnim była chęć pomocy choremu chłopcu. To syn znajomej z Chrzanowa. Kacperek z rodzicami mieszka teraz w Bielsku-Białej, gdzie ma łatwiejszy dostęp do rehabilitacji i leczenia. Jest niepełnosprawny. Urodził się z niepełnosprawnością sprzężoną: małogłowiem, wadą ośrodkowego układu nerwowego i wadą serca. Przeszedł dwie operacje serca i kardiologiczny zabieg poszerzenia tętnicy płucnej przez wstawienie stentu. Choruje też na lekooporną padaczkę. Życie rodziny jest całkowicie podporządkowane temu, żeby ułatwić codzienność Kacprowi. Chciałam pomóc w zbiórce pieniędzy na jego rehabilitację i leczenie.

Udało się?

Częściowo tak. Udało się zebrać ponad 10 tys. zł, choć wiele jeszcze potrzeba.

Wyruszenie do Szwecji miało więc szczytny cel. Ale nie tylko. Sporo zapewne dowiedziałaś się też o sobie, swoich lękach, możliwościach.

Zdecydowanie. To było przełamanie moich barier, zarówno językowych, jak i fizycznych. Udowodniłam samej sobie, że wszystkie ograniczenia siedzą tak naprawdę w głowie. Mimo tego, że mam nie do końca sprawną rękę, że mam problemy z nogami, dałam radę.

A jak się przygotowywałaś do podróży?

Przygotowania trwały w sumie dwa lata. Musiałam zebrać fundusze, żeby kupić różne potrzebne w podroży rzeczy typu namiot, porządny śpiwór i inne. Niestety nie miałam za bardzo czasu fizycznie przygotować się do wysiłku. Ale przy moim trybie życia, trzech pracach, czas na ćwiczenia był bardzo ograniczony. Czasem udawało mi się zrobić kilka przysiadów.

Nie wzięłaś na siebie trochę za dużo? W końcu nie były to wczasy w ciepłych krajach.

Zdecydowanie, ale absolutnie nie żałuję. Wręcz przeciwnie, gdyby teraz ktoś mi powiedział: możesz jechać, to pakuję plecak i od razu jadę.

A czemu wybrałaś akurat Szwecję?

Dużo o niej czytałam, upewniając się że to naprawdę piękny kraj. Słyszałam, że jest tam dużo jezior, pięknej natury i chciałam to na własne oczy zobaczyć. Sprawdziłam to na żywo i autentycznie zakochałam się w tym miejscu.

Zdecydowałaś się iść pieszo. Dlaczego? Mogłaś wybrać na przykład rower.

Chodziło o sprawdzenie siebie, swoich możliwości i zebranie jak największych funduszy dla Kacpra.

Idąc przez Szwecję musiałaś dźwigać cały dobytek na plecach. Co miałaś w plecaku?

Namiot, śpiwór, jedną kostkę mydła i jeden szampon w kostce. Plus pasta, szczoteczka i jeden komplet ubrań na zmianę. Reszta to było jedzenie, m.in. produkty liofilizowane.

Ile ważył plecak?

Początkowo 23 kg. Potem nieco ubywało, ale nie mam pojęcia o ile. Wszystko to co dzień zakładałam na plecy i maszerowałam naprzód.

A dziennie ile kilometrów pokonywałaś?

Z tym było różnie. Wszystko zależało od szlaku, od dnia, od tego jak się szło. Dlatego raz było to 10, a innym razem nawet 60 km dziennie.

Czym się kierowałaś wyznaczając trasę?

O tej trasie przeczytałam w National Geographic. Wiedziałam, że istnieje, że jest bardzo dobrze oznaczona. Cały szlak liczący tysiąc kilometrów jest podzielony na 62 etapy.

Skąd zaczęłaś?

Zaczęłam od Sztokholmu i skończyłam w Sztokholmie. Nie jestem w stanie podać dokładnych nazw miast, bo one są po prostu nie do wypowiedzenia. Problematyczne były nawet do przeczytania. Ale były to miasteczka portowe w regionie Sörmland, na południe od Sztokholmu. Zobaczyłam ogromną ilość jezior i lasów, co też mnie wyciszyło, a przy moim trybie życia, to było genialnym rozwiązaniem.

Nocowałaś w plenerze, jak to wyglądało?

Przez pierwsze dwa tygodnie nocowałam głównie w plenerze: albo pod namiotem, albo w wiatrochronach. Zwykle usytuowane były bezpośrednio przy jeziorach, więc wychodząc musiałam uważać, żeby nie wpaść do wody.

Nie obawiałaś się? W końcu to dzika przyroda, zwierzęta.

Nie. Raz miałam sytuację, gdy usłyszałam krążące w pobliżu wilki. Wyczytałam wcześniej w internecie, że jest sposób, żeby je odstraszyć. Wzięłam więc ze sobą metalowy dzwonek i gwizdek. Dzwoniłam, gwizdałam i to się sprawdziło.

Dużo osób spotkałaś po drodze?

Spotkałam sporo uśmiechniętych ludzi, bardzo uczynnych i życzliwych. Poznałam jednego Hiszpana, kilku Filipińczyków. Chętnie rozmawiali ze mną, okazało się też, że ten szlak jest znany na całym świecie. Im głębiej na niego wchodziłam, tym mniej ludzi mijałam, ale to też było na swój sposób piękne – takie obcowanie z sama sobą i naturą.

Wszystko to piękne, ale musiałaś się gdzieś kąpać.

Wzięłam ze sobą małą kuchenkę turystyczną i garnuszek z napisem „Chrzanów”. W tym garnuszku gotowałam sobie jedzenie, wodę do picia i w nim też podgrzewałam wodę do mycia. Potem, gdy spałam w schroniskach czy hostelach nie było problemu z kąpaniem, bo zawsze tam był dostęp do prysznica.

Pewnie podczas trasy nie brakowało ci przygód.

Miałam dwie konkretne. Za pierwszym razem okazało się, że część szlaku zawalona jest wielkim drzewami, bo przeszła tamtędy wichura. Był nie do przejścia, więc musiałam z niego zejść i wrócić do miasta. Następnego dnia drzewa nadal tam leżały, więc musiałam go ominąć. Wróciłam na niego wracając z całej trasy do Sztokholmu. Druga przygoda zakończyła się bardzo miło. Była podobna sytuacja, jak za pierwszym razem, choć istniała możliwość ominięcia powalonych drzew. Zrobiłam to, choć musiałam zboczyć ze szlaku. Wtedy się zgubiłam. Kiedy zrezygnowana rozbiłam namiot, zauważyłam biegnącego mężczyznę. To był Szwed. Zapytałam go, czy nie wie, gdzie jest najbliższy wiatrochron, bo w prognozach wyczytałam o zapowiadanej ulewie. Odparł, że wie, bo opiekuje się tym terenem, i że mnie tam zaprowadzi. Pomógł mi się spakować, a widząc mój plecak, sam wziął go na plecy i zaprowadził tam, gdzie obiecał. Do takich ludzi miałam szczęście.

Zwiedziłaś jakieś miasta? Pewnie wiele ciekawych rzeczy zobaczyłaś.

Swoją wyprawę zaczęłam od zaaklimatyzowania się w Szwecji, dając sobie ten pierwszy dzień na obejrzenie Sztokholmu. Zaczęłam od ratusza, żeby zobaczyć salę, gdzie wręczane są nagrody Nobla. Potem poszłam też na starówkę. Przepiękne miejsca. Natomiast na sam koniec wycieczki po Szwecji, dałam sobie jeszcze dwa dni na zwiedzanie. Poszłam do muzeum Abby, którą od dziecka kocham miłością bezbrzeżną. To było genialne zakończenie mojego tripu dla Kacpra. Tam można potańczyć, posłuchać klipów, obejrzeć fragmenty koncertów, a nawet samemu nagrać teledysk z awatarami Abby. To muzeum mogę z czystym sumieniem polecić. Jak stamtąd wyszłam, to miałam ochotę kupić drugi bilet, żeby tam wrócić. Ale byłam też pod domem Astrid Lindgren, bo bardzo lubiłam zawsze „Dzieci z Bullerbyn”. Zajrzałam ponownie na starówkę. Dzielnica Gamla stan jest bardzo podobna do starówki w Krakowie, także czułam się tam prawie jak w domu. Poza tym Archipelag Sztokholmski to przecudowne miejsce, w którym kończyłam swoją wyprawę – to miejsce, w którym mogłabym zamieszkać.

Może kiedyś się uda? Ale wracając do rzeczywistości, na co dzień pracujesz na oddziale paliatywnym w chrzanowskim szpitalu. Nie przytłacza cię ta praca?

Obawiałam się tego, że będzie mnie przytłaczać, jednak zespół, z którym pracuję jest tak cudowny, że dodaje mi skrzydeł, dodaje siły, żeby pomagać pacjentom. Zawsze chciałam pomagać ludziom i wiem, że choć brzmi to banalnie, ale tak właśnie jest.

Lubisz podróże. Masz na nie czas w ciągu roku?

Staram się jeździć w różne miejsca. Całą Polskę już zwiedziłam, zostały mi do zobaczenia tylko Mazury. Staram się jeździć jak najczęściej choćby na dwu, trzydniowe wypady. Ale był taki czas, gdy spakowałam mała walizeczkę i wsiadłam w pociąg. Objechałam cała Polskę sama, bo chciałam pobyć sama ze sobą.

Myślisz, że wrócisz jeszcze kiedyś do Szwecji?

Na sto procent. Mam plan, żeby zwiedzić całą Skandynawię, jeszcze raz włączając w to Szwecję.

Komu poleciłabyś taka pieszą wyprawę, jaką odbyłaś?

Każdemu, kto ma jakieś problemy. Czyli w zasadzie każdemu. Dlatego, że zbliża do natury, a także do siebie. Daje czas do przemyśleń i otwiera na nowe rozwiązania, możliwość poznania innych ludzi, innych kultur. Moim marzeniem jest to, żeby udało mi się połączyć podróże z pomaganiem i, żeby udało się zebrać resztę pieniędzy dla Kacpra.

Zbiórka na rzecz Kacpra Pysia prowadzona jest na siepomaga.pl – Kacper Pyś

Podcastu z Magdaleną Jastrzębską można posłuchać na przelom.pl

Archiwum Przełomu nr 47/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

mmm mmm

2 1

podziwiam podziwiam

12:18, 02.07.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Tajemnicza dziura obok stadionu Górnika Siersza. Mieszk

To przejście do Piekła

pikasiak

13:15, 2026-07-02

Zbierają podpisy za rondem „Ofiar Wołynia”

Dostępność paliwa w Rosijji się pogarsza bo aktywność antypolskich onucowych trolli na forum wysoka.

amin

13:00, 2026-07-02

Pielęgniarka z Chrzanowa przeszła 1000 kilometrów

podziwiam podziwiam

mmm

12:18, 2026-07-02

Gmina przejmie pełną własność nieruchomości

Może warto przypomnieć w ramach historycznego rysu ile starań i zabiegów włożył obecny burmistrz i jego radni, żeby gmina nie przejęła tego budynku? Zorganizowano całą machinę dezinformacji ... nawet termin sesji rady miejskiej był ustawiony tak, aby opozycja mającą wówczas większość nie miała możliwości zablokowania tych zapędów. Musieliśmy wtedy zrobić jedyną możliwą rzecz aby to zablokować - czyli "zagłosować nogami" I nie przyjść na sesję, na której burmistrz chciał dopełnić formalności... Bez 1q radnych "opozycji" sesja *%#)!& prawomocna. To był jedyny sposób by lrzeciwstawić się dyktatowi władzy. Zrobiliśmy to solidarnie i jak widać słusznie. Racja była od początku po naszej stronie, a zrobiono z nas wrogów miasta. To był prawdziwy skandal ... szkoda, że Przełom o tym nie informował w należyty sposób ograniczając się do narracji władzy ... Owszem, błędem opozycji była nieumiejętność w komunikacji swoich intencji, jednak przy obowiązującej partyniackiej narracji, nawet najlepsza komunikacja wtedy nie miała żadnego sensu, byłaby wyłącznie "grzaniem sporu". Na szczęście po latach okazało się kto miał wówczas rację, a kto był wrogiem miasta ... Karma wraca, ale czasu, nerwów, oszczerstw i kłamstw jakie wówczas pod naszym adresem padały nikt nie cofnie ... Na koniec chciałem podziękować tym, dzięki którym udało się ocalić ten budynek dla gminy: Ryszard Kosowski, Andrzej Filipczak, Dorota Kośmider, Marcin Ktauz, Ryszard Leśniak, Krzysztof Kasperek, Paweł Szczypta, Grzegorz Jakubiak, Stanisław Czarny, Roman Madejski. Dziękuję za wspólną, dobrze wykonaną pracę. Było warto

Tomasz Brożek

12:00, 2026-07-02

0%