Hodowcy parkują samochody w pobliżu boiska w Bolęcinie. Potem wyciągają klatki z gołębiami i zanoszą je na plac przy wiatach. Tam odbywa się cała procedura przed lotem, czyli tak zwane koszowanie.
- Właściciel wyjmuje gołębia ze swojego kosza i podaje go komisji. Ptak jest przykładany do urządzenia, które sczytuje dane z czipa, jakie każdy gołąb ma na nodze oprócz obrączki rodowej. Gdy wróci z lotu i siądzie na macierzystym gołębniku, jego czas zostanie dzięki temu zarejestrowany na komputerze – tłumaczy Stanisław Czarny z Płazy. Jest jednym z 23 hodowców, którzy pojawili się na miejscu.
Na krótkich dystansach brylują młode gołębie
Po sczytaniu danych z czipa gołąb trafia do specjalnego kosza. Każdy z koszów jest plombowany. Grupy hodowców po dwóch noszą je potem i wsuwają do kabiny samochodu z przyczepą.
- Samochód jest własnością naszego oddziału. Razem z przyczepą mieści się do niego 249 koszów. W jednym jest do 20 gołębi. Jak łatwo policzyć, możemy zabrać i wypuścić ponad 5 tysięcy ptaków. Na transport mamy zezwolenie od powiatowego lekarza weterynarii – podkreśla Ryszard Bogacz z Zagórza, prezes trzebińskiego oddziału hodowców. Sam trzyma 80 ptaków. Hoduje je razem z synem.
W oddziale są także panie. Z reguły tworzą tandem z mężami.
Sezon rozpoczął się pod koniec kwietnia lotem na dystansie 119 km z Opola. Potem gołębie musiały wrócić do swoich gołębników z coraz dalszych rejonów – Oławy (175 km), Lubina (268 km) i Nowej Soli (268 km). Tym razem zostaną wywiezione na odległość 370 km do Gronowa k. Zgorzelca. Potem czekają je jeszcze dłuższe loty, włącznie z tym najdalszym do Brukseli (1100 km). Rywalizacja odbywa się wewnątrz sekcji i oddziału, a potem rejonu i okręgu oraz o mistrzostwo Polski. Co dwa lata w tym sporcie rozgrywane są olimpiady.
- Na krótkich dystansach lepiej sobie radzą gołębie roczne, ale na dłuższych dorosłe. Zwykle kończą starty w wieku około dziesięciu lat – zaznacza prezes oddziału.
Każdy lot to straty. Niektóre ptaki nie wracają. Inne docierają do gołębnika z dużym opóźnieniem. To efekt kiepskiej pogody. Gołębie padają też łupem drapieżników, uderzają w wiatraki albo linie wysokiego napięcia lub są rozjeżdżane na drogach. Na obrączce jest numer telefonu hodowcy. Zdarza się więc, że ci dostają telefony z informacją, gdzie ich skrzydlata zguba się znajduje. Większość miłośników gołębi ma długi staż.
- Hodowcą jestem od 45 lat. Przejąłem to zamiłowanie od ojca. Synowie nie za bardzo chcieli się tym zająć. Wolą piłkę nożną. Cieszą mnie osiągane wyniki. Przez dwa ostanie lata wygrywałem loty do Brukseli. Te pierwsze tegoroczne starty nie wyszły najlepiej. Moje gołębie najlepiej sprawdzają się jednak na długich dystansach. Zajmowanie się nimi zabiera trochę czasu. Mieszkam w Trzebini, a gołębnik mam w Bolęcinie, gdzie codziennie dojeżdżam - opowiada emerytowany górnik Grzegorz Kocot. Jest założycielem sekcji w Bolęcinie, skąd pochodzi i byłym prezesem oddziału.
Przekonuje, że każdego swojego gołębia jest w stanie rozróżnić nie tylko w gołębniku, ale także i w locie.
Pomagają trzy zmysły
Swoistym fenomenem jest to, że wywiezione setki kilometrów od domu ptaki odnajdują drogę do gołębnika.
- Pomagają im w tym trzy zmysły. Przede wszystkim gołąb kieruje się tym, pod jakim kątem do ziemi padają promienie słoneczne. Trochę mniejsze znaczenie mają także wyczulenie na przyciąganie ziemskie oraz węch, bo w różnych obszarach są różne zapachy – opowiada Ryszard Bogacz.
Swoich 47 gołębi załadował już do samochodu Jacek Skalny z Sanki. Przyjechał na koszowanie do Bolęcina z innymi kolegami z sekcji Tenczynek.
- To dość drogi i czasochłonny sport. Chcąc osiągnąć jakieś wyniki, trzeba swoje gołębie trenować. Jestem emerytem, ale jeszcze sobie dorabiam. Wstaję wcześnie rano. Zamiast pospać te dwie godziny dłużej, muszę zrobić oblot gołębi. Efekty są. Miałem tytuł najlepszego lotnika oddziału i rejonu oraz piąte miejsce w okręgu ze wspólnych startów. Tym razem do pokonania jest 370 kilometrów. Przypuszczam, że po wypuszczeniu przylecą po 4-5 godzinach. Widok, kiedy zniżają się z wysoka i lądują na gołębniku, cieszy każdego z nas – zapewnia przewodniczący komisji lotowej sekcji Tenczynek.
Zdarza mu się kupować gołębie. Najwięcej zapłacił za jednego 2 tysiące złotych.
Wiatr przeszkadza, elektronika ułatwia życie
Hodowcy przekonują, że ich skrzydlaci zawodnicy osiągają naprawdę duże prędkości. Nawet ponad 1600 metrów na minutę, bo taka jednostka jest używana. Bardziej obrazowo – to 96 km/h. Szybkość zależy od wiatru. Lot pod wiatr jest zdecydowanie mniej efektywny, niż ten z wiatrem. Boczne podmuchy także utrudniają osiągnięcie lepszego rezultatu.
Właśnie takie prędkości osiągnął jeden z gołębi Mieczysława Głogowskiego z Pogorzyc, mającego 30-letni staż. Prezentuje swoje trofea z ostatnich lotów do Brukseli (zajmował w nich czołowe lokaty), na których tę prędkości są zapisane.
- Trzeba mieć w życiu jakieś hobby. Bez tego człowiek jest taki pusty w środku. Ta moja pasja wymaga dużej pracy. Do południa muszę poświęcić godzinę lub więcej, to samo wieczorem. Trzeba choćby posprzątać gołębnik. Do tego dochodzą obloty samców i samic. Najlepsze wyniki robi jeden z moich gołębi. Nazywam go "nakrapiany" ze względu na ubarwienie. Ma pięć lat – opowiada.
Jego zdaniem elektronika, jaka weszła w użycie, jest pożyteczna, ale...
- Kiedyś trzeba było faktycznie czekać na tego gołębia. Należało ściągnąć po przylocie jego gumową obrączkę kontrolną i wbić ją do zegara. A teraz można sobie nawet gdzieś wyjechać i po przyjeździe zobaczyć na zegar, jaki czas osiągnęły nasze ptaki – dodaje.
W niebo wzbiją się tysiące skrzydlatych zawodników
Bardzo dobre wyniki osiąga także Edward Kowalski z Kwaczały. Lotuje gołębie od 37 lat. W pięciu ostatnich latach był mistrzem trzebińskiego oddziału.
- To nie jest takie proste, że kupię najlepsze gołębie i będą miał na pewno wyniki. Trzeba umieć z nimi pracować. Niestety, hodowców ubywa, bo młodzi nie chcą się tym zajmować. Dawniej pracowałem na kopalni w Libiążu. Koledzy górnicy zajmowali się wędkarstwem albo byli gołębiarzami. Rozmawialiśmy w pracy na ten temat, po prostu tym żyliśmy. Był też element rywalizacji między nami. To nas cieszyło – opowiada.
Dodaje, że na zachodzie Europy, m.in. w Belgii i Holandii, hodowanie gołębi z pasji przerodziło się w sport zarobkowy.
- Powstają tam tak zwane wspólne gołębniki i ta moda przyszła też do Polski. Zawierane są zakłady. Hodowcy płacą od gołębia jakąś stawkę. Kto wygrywa, zgarnia całą pulę - tłumaczy.
Do drogi do Gronowa pod niemiecką granicę przygotowuje się dwóch kierowców. To członkowie oddziału. W samochodzie mają do dyspozycji łóżko.
- Czeka nas sześć godzin jazdy. Przyjedziemy gdzieś na miejsce gdzieś o drugiej w nocy, to jeszcze przed wypuszczeniem gołębi trochę się prześpimy. Zwykle na zawodach wypuszczamy 4 tysiące ptaków. Niekiedy na miejscu startu jest kilka samochodów. Wtedy w górę wzbija się nawet 15 tysięcy gołębi. Na początku sezonu niektóre z nich nie mają ochoty opuszczać koszów, więc musimy im pomagać – tłumaczy jeden z nich Zygmunt Pomietło. Z gołębiami na krajowe i zagraniczne trasy jeździ od sześciu lat.
Pojazd po chwili odjeżdża. Po drodze zabierze jeszcze ptaki od hodowców czekających przy ulicy Ochronkowej w Trzebini oraz w Balinie. Potem obierze kurs na miejsce startu.
W niedzielę okazuje się, że w Gronowie w niebo wzbiło się prawie 3200 ptaków od 64 hodowców. Zostały wypuszczone o godzinie 5.45. Pierwszy gołąb będący własnością Pawła Wilczka dotarł do celu o godzinie 10.39. Trzebińscy hodowcy spotkają się znów na koszowaniu już 31 maja. Tym razem ich gołębie pokonają ponad 500 kilometrów z niemieckiego Pasewalk.
Archiwum Przełomu nr 21/2025
Nowy skatepark i pumptrack coraz bliżej. Mieszkańcy nie
Super!!!
User11116783
21:29, 2026-07-05
Piłkarski alarm. Czas na plan ratunkowy
Na co Wam w klubach "finansowanie z centrali"? Żeby płacić kafla wzwyż miesięcznie za granie starych repów i rozpuszczonej gwiazdorskiej młodzieży na ostatnich 2 szczeblach rozgrywkowych? 🤣 Młodzież nie pali się do piłki, nawet jak jest uzdolniona, mają inne "zajęcia" nie mi to oceniać. Kluby przez wiele lat też mają swoje na sumieniu że zamiast dawać szansę własnej zdolnej czasem młodzieży w seniorach to woleli grać składem z podkrakowskich ligowych ogranych chłopów po 30tce odcinających kupony w wioskowych (dla nich) klubikach
K
21:08, 2026-07-05
Jagodowa uczta i noc pełna atrakcji! Tak wygląda biesia
Dorynek, bzdury piszesz, bo jedno wyklucza drugie. Na tej zasadzie sołectwem mogą być np. Stawiska
nickt
20:49, 2026-07-05
Groźny wypadek w Chrzanowie. Trzy osoby trafiły do szpi
Światła są i pewnie od Borowcowej pod most ktoś wymusił. Choć zdarza się pewnie, że i na czerwonym już wjeżdża ktoś na skrzyżowanie.
Nela
19:44, 2026-07-05
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz