Asystent rodziny pomaga, ale nie wyręcza - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Asystent rodziny pomaga, ale nie wyręcza

Marek Oratowski Marek Oratowski 10:00, 28.08.2025 Aktualizacja: 07:01, 27.10.2025
Skomentuj Asystent rodziny pomaga, ale nie wyręcza Mateusz Zegarek i Beata Bieniek od 12 lat są asystentami rodzin w OPS w Trzebini. Pracę wykonują w biurze i terenie

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". W swojej pracy muszą być po trochu psychologami, dyplomatami, a nawet pośrednikami pracy. Z ich wsparcia korzystają rodziny, które napotkały jakieś trudności dezorganizujące życie. Choroba, śmierć współmałżonka, utrata pracy... Wtedy ich pomoc okazuje się zbawienna. Jako osoby z zewnątrz widzą więcej i są w stanie podpowiedzieć czasem proste rozwiązania. To asystenci rodzin.

Krzysztof Łebek mieszka w jednym z bloków w centrum Libiąża. Po śmierci matki został sam. Na dodatek ponad trzy lata temu znalazł się w szpitalu.

Pięć lat w kolejce na rehabilitację
Diagnoza nie była pomyślna. Wszystko przez cukrzycę, z którą się zmagał od długiego czasu. Wdało się powikłanie.

- Okazało się, że mam stopę cukrzycową. Na tyle zaawansowaną, że konieczna okazała się jej amputacja. Ale to nie był koniec moich problemów. Dwa dni po operacji spadłem z łózka. Upadłem na głowę i na kikuta, z którego pojawiło się krwawienie. Mój stan się pogorszył. Okazało się, że to gangrena. Lekarze zasugerowali, że trzeba amputować kończynę na wysokości uda. Tak właśnie się stało. Po kilku tygodniach wróciłem ze szpitala do domu – opowiada 64-latek.

Po głosie słychać, że wciąż przeżywa wydarzenia z tamtego czasu. Musiał się przyzwyczaić do życia z niepełnosprawnością. Po mieszkaniu porusza się z pomocą balkonika i kul.

Zaraz po operacji chciał wrócić do chodzenia. Do tego konieczna była proteza. Podjął więc kroki, by się w nią zaopatrzyć. Aby miał na to większe szanse, dostał m.in. pismo popierające jego starania o powrót do normalnego życia z Fundacji Brata Alberta. A to dlatego, że działał w niej przez pewien czas jako wolontariusz wspomagający wychowawców w placówce w Radwanowicach. Pismo podpisał ówczesny prezes fundacji ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski, który zmarł rok temu. Podobne pismo polecające otrzymał z parafii, bo udzielał się także charytatywnie w kościele.

- W końcu otrzymałem protezę. Dostałem na nią 10 tysięcy złotych dofinansowania z PFRON-u i z NFZ-u. Musiałem pożyczyć pieniądze i dopłacić do jej zakupu 30 tysięcy złotych. Proteza była droga, ale nie jest zbyt wygodna. Trudno w niej chodzić. Liczę, że dostanę lepszą i będę mógł sam wychodzić z mieszkania. Czekam też na rehabilitację stacjonarną. Problem w tym, że dostałem na nią termin... za pięć lat, na listopad 2029 roku – opowiada Krzysztof Łebek. Pokazuje na dowód pismo z Ośrodka Rehabilitacji Narządu Ruchu „Krzeszowice”. Gdy to mówi, na jego twarzy malują się zakłopotanie i rezygnacja.

Ciszy się, że odwiedzają go dawni znajomi. Przychodzą porozmawiać, niektórzy przynoszą też wałówkę.

Żyje z wypracowanej renty (pracował 20 lat, m.in. w Zakładach Metalurgicznych, Rafinerii i Gumowni w Trzebini). Sam przygotowuje sobie posiłki, jednak jest wspomagany przez panie z Ośrodka Pomocy Społecznej. Opiekunki i asystenta rodziny.

- Początkowo nie wiedziałem, kto to jest ten asystent. Teraz jestem bardzo zadowolony z tej opieki. Dzięki pani asystent załatwiam wiele spraw, jak opłacenie bieżących rachunków na poczcie. Czasem bierze mnie na spacer, bo sam boję się wychodzić. Ostatnio wymieniałem meble i asystentka zabrała mnie do sklepu, żebym sobie jakieś wybrał, a jej mąż wymalował mi dwa pokoje. Polecam wszystkim, którzy się zastanawiają, czy zdecydować się na pomoc asystenta. Naprawdę warto – przekonuje pan Krzysztof.

 

Asystent to nie kurator
W budynku dawnego liceum w Sierszy mieści się oddział Ośrodka Pomocy Społecznej w Trzebini. Na parterze swój pokój mają asystenci rodzin. W przestronnym pokoju mogą załatwić wszystkie "biurowe" sprawy. Napisać urzędowe pismo czy znaleźć informacje służbowe w sieci. Jednak najczęściej przebywają w terenie, bo kontakt z rodzinami to główna część ich pracy. Obecnie mają pod opieką 30 rodzin. W 2024 roku było ich 48.

Jednym z trzech asystentów działających w ośrodku jest Mateusz Zegarek.

- Jeszcze nie wszyscy rozumieją, kim jesteśmy, mimo że asystenci działają od 2013 roku. Wiele osób jest przekonanych, że działamy jak kuratorzy. Tymczasem wszystko opiera się na dobrowolności i zgodzie na współpracę – podkreśla. OPS przydziela rodzinie asystenta na jej prośbę, nie ma możliwości narzucenia tego rodzaju pomocy.

Zaznacza, że pierwszym jego zadaniem jest zwykle to, by rodzina dostrzegła problem i rozpoczęła z asystentem współpracę nad jego rozwiązaniem.

- Gdy na przykład pojawia się problem wychowawczy albo szkolny wskazuję, gdzie można udać się po pomoc. Podpowiadam, by rodzice skorzystali z wizyty w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Chrzanowie. Na podstawie postawionej przez specjalistów diagnozy szkoła może pomóc dziecku przez wsparcie psychologiczne, objęcie zajęciami rewalidacyjnymi albo terapię logopedyczną – tłumaczy Mateusz Zegarek.

Często problemem jest brak dostatecznego porządku i czystości w mieszkaniu. Taki notoryczny bałagan może być przeszkodą dla dzieci w nauce albo zabawie.

- Jesteśmy osobami, które muszą to jasno powiedzieć. Dlatego wywołuje to niekiedy opór. No bo jak to? Ktoś przychodzi z zewnątrz i mówi, co mamy robić? – podkreśla asystent.

 

Metoda małych kroków
Po kilku wizytach asystent razem z rodziną sporządza plan pracy. Znajdują się w nim cele ułożone według hierarchii. Są realizowane najczęściej metodą małych kroków.

- Nic chcemy wywierać zbyt dużej presji na osobach, którym pomagamy. Były rodziny, które stawiały opór na początku naszej współpracy, potem widząc jej pozytywne efekty zmieniały zdanie – dzieli się swoimi doświadczeniami Beata Bieniek, także asystent rodzin z trzebińskiego OPS-u. Pracuje w tym zawodzie – podobnie jak kolega – od dwunastu lat. Wcześniej oboje byli wychowawcami w młodzieżowej grupie wsparcia, dzięki czemu mają dość dobre rozeznanie w środowisku.

Jak tłumaczą, w swojej pracy muszą być po trochu psychologami, dyplomatami, a nawet pośrednikami pracy (gdy kierują klientów do urzędu pracy lub działającego w ośrodku Klubu Integracji Społecznej). Z ich wsparcia korzystają często rodziny, które na jakimś etapie napotkały trudności dezorganizującej życie. Choroba, śmierć współmałżonka, utrata pracy. Wtedy ich pomoc okazuje się zbawienna. Jako osoby z zewnątrz widzą więcej i są w stanie podpowiedzieć proste rozwiązania.

- Zdarzało nam się wchodzić do mieszkań, gdzie był nieprzyjemny zapach, grzyb czy nagromadzenie zwierząt. Musimy sobie jednak z tym radzić. Nieraz klienci są pod wpływem alkoholu. Zdarzają się ostrzejsze wymiany zdań. Trzeba wtedy znaleźć drogę do jakiejś ugody. Ważne jest też, by pochwalić klienta za zrealizowanie kolejnego kroku w planie pracy. Jak posprzątanie mieszkania albo poprawa relacji z dziećmi – mówi Mateusz Zegarek. Za chwilę wyjedzie w teren do jednej ze swoich 12 rodzin, jakie aktualnie ma pod opieką.

Wicedyrektor trzebińskiego OPS-u Jerzy Marcinek, zauważa, że w sytuacji, gdy na przykład rodzina jest zagrożona odebraniem dzieci, asystent jest traktowany podejrzliwie jako ten, który może przyczynić się do tego, że opiekunowie stracą dzieci. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Podstawowym celem pomocy asystenta jest poprawa funkcjonowania rodziny w taki sposób, żeby nie dopuścić do odebrania dzieci.

- To nie jest tak, że jak przyjdziemy i na pierwszej wizycie powiemy, że konieczne jest poddanie się leczeniu odwykowemu, to ten uzależniony od razu rozpocznie taką terapię. Musimy pomału pokazywać, że nałóg skutkuje rozkładem rodziny, różnymi niepowodzeniami, czy utratą autorytetu wśród dzieci – tłumaczy Jerzy Marcinek.

Najczęściej propozycji asystenta nie przyjmują osoby, którym nakazuje to sąd. Tymczasem objęcie rodziny jego pomocą jest dobrowolne. Jak rozwiązywana jest w praktyce ta sprzeczność?

W przypadku, kiedy sąd nakazuje rodzinie współpracę z asystentem, a ta nie zgłosi się do OPS po taką pomoc, sąd może to wziąć pod uwagę, na przykład w kontekście prowadzonych spraw o ograniczenie lub odebranie praw rodzicielskich.

 

Pani Basia jak drugi rodzic
Na piętrze Ośrodka Pomocy Społecznej w Chrzanowie trwa rozmowa asystenta rodziny z podopieczną. Odbywa się w przestronnym pokoju przy dużym stole, na którym leżą ciastka. Za paniami znajduje się część kuchenna. Z tyłu przy oknie w kąciku rekreacyjnym na sofie leżą maskotki. Opisywana przestrzeń to Mały Port – miejsce spotkań edukacyjnych dla dzieci i ich opiekunów.

Chrzanowianka Joanna Kubarek mówi o sobie, że jest kobietą po przejściach. Chciałaby zapomnieć o dziewięciu latach życia, kiedy się pogubiła. Przez długi czas mieszkała w hotelu robotniczym. Potem pracownicy socjalni z Ośrodka Pomocy Społecznej w Chrzanowie pomogli jej, udostępniając tzw. mieszkanie treningowe (dawniej nazywało się chronione). W styczniu tego roku odebrała klucze do mieszkania komunalnego. Spełniło się jej wielkie marzenie.

Od trzech lat ma asystenta rodziny. Jest nim Barbara Lizoń.

- Sama napisałam, że chcę asystenta. Pani Basia jest dla mnie jak drugi rodzic. Pomogła mi choćby w tym, że dostałam upragnione mieszkanie. Prosiłam ją, by jak najwięcej ode mnie wymagała. Staram się pochwalić tym, co mi się udało. Dlatego sama przychodzę często do Ośrodka, żeby o tym porozmawiać. Mam dla kogo żyć, bo wychowuję trzyletnią córkę – tłumaczy pani Joanna.

Pracuje w firmach sprzątających. Ta praca ją wycisza, daje dużą satysfakcję oraz spełnienie.

- Pani Joanna świetnie sobie już radzi w gospodarstwie domowym. Potrafi rozplanować wydatki oraz odłożyć pieniądze na nieprzewidziane sytuacje. Bardzo dobrze dba o córeczkę. Jeśli coś ją niepokoi względem dziecka zawsze dopytuje, czy dobrze robi. Jest w stałym kontakcie z paniami z przedszkola, do którego zapisała córkę. No i pogodziła się z członkami rodziny, z którymi była skonfliktowana. Udało się jej odbudować te relacje – podkreśla pracownica OPS-u. Siedząca obok Joanna Kubarek przytakuje na te słowa. Mówi, że czasem rozmawia z ludźmi poznanymi na etapie zżycia, o którym chciałaby zapomnieć. Stara się im na swoim przykładzie pokazać, że można się zmienić.

- Mówią mi czasem: ty wiele dostałaś, a my nic. Wtedy im odpowiadam, że najpierw muszą dać coś od siebie i spróbować się zmienić, a dopiero potem mogą oczekiwać pomocy, jaką ja dostałam – zaznacza.

Obie panie często się spotykają.

- Zwykle osoby obejmowane wsparciem mają niską samoocenę. Niejednokrotnie są tak pogubione, że nawet nie widzą sensu życia. I nie dopuszczają do siebie myśli, że może im się coś udać. Dlatego bardzo ważne jest podkreślanie, że są wartościowymi ludźmi. I nawet, gdy popełnią błędy, jest czas na ich naprawienie. Najczęściej ta korekta musi nastąpić w sferze opiekuńczo-wychowawczej. Zazwyczaj pochodzą z rodzin, w których nie było wzorców wychowawczych. Oprócz nieporadności życiowej, często mają też problemy z używkami – opowiada asystentka rodziny.

Zgodnie z przepisami, asystent może mieć pod opieką maksymalnie 15 rodzin. Barbara Lizoń wspiera obecnie 12. Podkreśla, że podstawą relacji na linii asystent - klient jest zaufanie.

- Zwykle wytyczam z rodziną plan pracy na pół roku. Jeśli w tym czasie osiągamy założone cele, kończymy współpracę. I przez trzy miesiące monitoruję sytuację, czy faktycznie nastąpiła stała zmiana. Gdy tych celów nie udaje się osiągnąć, przedłużamy współpracę na następne pół roku. Jednak są sytuacje, że sama rodzina postuluje, by ta wspólna praca trwała dłużej. Pani Joanna, która otrzymuje wsparcie od trzech lat, jest tego najlepszym przykładem – mówi Barbara Lizoń.

Przekonuje, że czerpie satysfakcję ze swojej pracy, choć jest ona niełatwa, bo współpraca nie zawsze wygląda różowo. Czasem ze strony rodziny pojawia się opór, którego nie udaje się przełamać.

Asystenci rodzin w statystyce

  • 3800 pracuje ich w Polsce
  • 11 osób działa w tym zawodzie w powiecie chrzanowskim
  • 117 rodzin jest objętych ich wsparciem w powiecie chrzanowskim

 

Jak tłumaczy Agata Pałka, kierowniczka Ośrodka Pomocy Społecznej w Babicach, w  ramach ustawy "Za życiem" asystent rodziny może pełnić funkcję koordynatora wsparcia dla kobiet w ciąży, zwłaszcza ciąży powikłanej, rodzin doświadczających niepowodzeń położniczych oraz wychowujących dziecko z niepełnosprawnością. Jego zadania obejmują pomoc w uzyskaniu informacji o dostępnych świadczeniach i usługach, wsparcie w kontaktach z instytucjami, takimi jak poradnie psychologiczno-pedagogiczne czy ośrodki rehabilitacyjne, a także ułatwienie organizacji codziennego funkcjonowania rodziny. Wsparcie asystenta rodziny w ramach programu "Za życiem" może obejmować m.in. doradztwo w zakresie pielęgnacji i opieki nad dzieckiem, pomoc w organizacji codziennych obowiązków, wsparcie psychologiczne oraz reprezentację kobiety lub rodziny przed instytucjami. W gminie Babice działa jeden asystent. Aktualnie pomaga trzem rodzinom.

Archiwum Przełomu nr 13/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

HISTORIADo poczytania

Przejdź do wątku

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%