Dzień zaczyna w sklepie charytatywnym. Po południu prowadzi treningi, a pomiędzy tym wszystkim odbiera telefony i rusza na interwencje z rannymi ptakami, które trafiają do specjalistycznych lecznic, m.in. w Piekarach Śląskich. Czasu na odpoczynek zostaje niewiele.
– Od kilku miesięcy śpię po pięć godzin. Czasem ledwo wracam z lecznicy, a już czeka kolejne zgłoszenie. Tak wygląda teraz każdy mój dzień – mówi.
Przez lata była w pełni oddana lekkoatletyce. Nadal prowadzi klub, a sport wciąż pozostaje ważną częścią jej życia, ale coraz częściej jej codzienna trasa zamiast stadionu prowadzi do weterynarza – z dzięciołem, krogulcem czy gołębiem wymagającym pomocy. Telefon praktycznie nie milknie. Mieszkańcy wiedzą już, że jeśli znajdą ranne zwierzę, warto zadzwonić właśnie do niej. Wszystko zaczęło się od jednego ptaka.
– Docierały do nas informacje, że część ptaków, które nie rokowały, była usypiana. Pomyślałam, że każde życie zasługuje na szansę. Wzięłam jednego ptaka, potem kolejnego… i tak już zostało – wspomina.
Dziś takich interwencji są dziesiątki. Zwierzęta trafiają do specjalistycznych lecznic, a po rehabilitacji wracają do środowiska, z którego zostały zabrane. W 2025 roku klub zainicjował projekt „Sportowe Serca dla Zwierząt”, który łączy sport, edukację i realną pomoc – od zbiórek karmy, przez wsparcie leczenia, po działania adopcyjne.
Punkt zwrotny
Przełom nastąpił w 2023 roku. Od tego momentu zmaga się z poważną chorobą, a to doświadczenie zatrzymało ją i sprawiło, że spojrzała na swoje życie zupełnie inaczej.
– Wtedy zobaczyłam wszystko inaczej. Nagle okazało się, co jest naprawdę ważne – mówi.
Do tego czasu była osobą, na którą zawsze można było liczyć. W klubie, w pracy i w środowisku sportowym – zawsze obecna, ale coraz częściej kosztem siebie, swojego zdrowia i odpoczynku.
– Byłam dla wszystkich, tylko nie dla siebie. I wtedy coś się we mnie zmieniło – dodaje.
To doświadczenie sprawiło, że zaczęła inaczej patrzeć na ludzi, pracę i relacje. Z czasem przerodziło się w potrzebę przekazywania dalej empatii, wdzięczności i szacunku. Zarówno wobec ludzi, jak i zwierząt.
– Może właśnie wtedy zrozumiałam, że chcę dawać coś więcej niż sport. Empatię, wdzięczność i szacunek do pracy innych ludzi oraz do życia – podkreśla.
Z tej zmiany narodziła się jeszcze silniejsza misja: wychowywanie młodych nie tylko do rywalizacji, ale też do wrażliwości i odpowiedzialności.
Schronisko inne niż wszystkie
Pomysł rodził się dwa lata.
– Sama musiałam do tego dojrzeć. Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że będę budować schronisko, uznałabym to za niemożliwe – mówi z uśmiechem.
Nowe miejsce ma być inne niż wszystkie. Zamiast typowych betonowych boksów – drewniane domki, przestrzeń i spokój. Powstaną też woliery dla ptaków, strefa dla seniorów oraz miejsce spotkań wolontariuszy i dzieci uczących się empatii.
Nie wyklucza się również działań resocjalizacyjnych we współpracy z Zakładem Karnym w Trzebini, przy którym znajduje się działka pod schroniskoi.
– Nie chcemy tylko gromadzić zwierząt. Chcemy stworzyć miejsce, które będzie miało duszę – podkreśla Ewa Sierka.
Wsparcie i pierwsze decyzje
Pierwszą firmą, która uwierzyła w ten projekt i wsparła go od samego początku, było Górka Cement. To właśnie tam pomysł spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. Równolegle prowadzone są rozmowy z kolejnymi firmami, a projekt zaczyna nabierać coraz bardziej konkretnych kształtów.
Do przedsięwzięcia dołączają także lokalni samorządowcy i przedstawiciele instytucji. Wśród osób wspierających inicjatywę są m.in. poseł Marek Sowa, radny Sejmiku Województwa Małopolskiego Tadeusz Arkit, starosta chrzanowski Bartłomiej Gębala oraz burmistrz Trzebini Jarosław Okoczuk.
Kluczowym krokiem ma być spotkanie z PKP, zaplanowane na 8 lipca, dotyczące dzierżawy działki pod przyszłe schronisko. Jeśli rozmowy zakończą się pozytywnie, ruszą kolejne formalności i przygotowania inwestycji.
Czy schronisko powstanie? Sama przyznaje, że najtrudniejszy etap dopiero przed nią. Ale nie ma w niej wahania.
– Nie ma rzeczy niemożliwych. Jak mnie wyrzucają drzwiami, to wchodzę oknem – zapewnia - Chcemy stworzyć miejsce, które realnie zmienia los zwierząt i ludzi. Może szybciej, niż ktokolwiek dziś zakłada.
Sport, który wychowuje i nadal jest ważny
Choć dziś wiele jej czasu pochłania pomoc zwierzętom, lekkoatletyka nadal pozostaje ważną częścią jej życia. Jak podkreśla, nie chce rezygnować ani ze sportu, ani z misji pomagania zwierzętom. Stara się dzielić swój czas między oba światy.
– Lekkoatletyka zawsze będzie w moim sercu. Chcę dalej pracować z dziećmi i młodzieżą, ale jednocześnie pomagać zwierzętom – mówi.
Z tej potrzeby powstał nowy projekt „Akademia Mistrzów Victoria Trzebinia”, który ma rozwijać utalentowane dzieci i młodzież lekkoatletyczną. Młodzi sportowcy będą mogli trenować w bardziej uporządkowanym systemie, startować w zawodach i krok po kroku budować swoją sportową drogę.
– Chcę, żeby dzieci miały przestrzeń do rozwoju, ale też żeby wynosiły ze sportu coś więcej, niż tylko wyniki – tłumaczy.
Pierwszy kierowca bez prawa jazdy. Nowe przepisy nie po
Kierowcy już za rok wybory mamy okazję się wypowiedzieć.
Hipek
11:34, 2026-07-03
To wina bobrów
Brakuje mi najistotniejszej części; informacji, gdzie ta woda odpływa, bo przecież gdzieś chyba płynie dalej. Bobry jej raczej nie wypijają.
stary zgred
11:22, 2026-07-03
Pierwszy kierowca bez prawa jazdy. Nowe przepisy nie po
Kiedy za złodziejstwo wśród swoich się weźcie , a nie obywateli okradać !
goot
11:22, 2026-07-03
To wina bobrów
Następna nawiedzona oderwana od rzeczywistości! Ja wędkarze! Czy kość sprawdza trzeźwość tym niby wędkarzom?
Diabeł
10:45, 2026-07-03
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz