„Przeminęło z wiatrem”? „Oddam wszystkie pieniądze!” - przelom.pl

Wiadomości

Zamknij

„Przeminęło z wiatrem”? „Oddam wszystkie pieniądze!”

. 09:00, 06.06.2026 Aktualizacja: 20:49, 05.06.2026
Skomentuj „Przeminęło z wiatrem”?  „Oddam wszystkie pieniądze!”

– Jeżeli człowiek jest zaangażowany, ta praca nigdy nie jest nudna. Wręcz przeciwnie. Wyzwala takie pokłady kreatywności, o których nawet nie wiedział, że je posiada – mówi Ernestyna Lewandowska, emerytowana bibliotekarka.

– O, Pinokiowi łepek się odchylił – zauważa Ernestyna Lewandowska, kiedy wchodzi do sali dziecięcej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chrzanowie.

Brzmi to jak powitanie starego znajomego. I właściwie nim jest. Wiele elementów wystroju „Bajeczkowa” wyszło właśnie spod jej rąk. Bajkowe postacie, dekoracje, scenografie. Kiedyś było ich jeszcze więcej.

– Niedawno oglądałam stare zdjęcia i sama się zdziwiłam, ile tego natworzyłam – śmieje się.

29 maja wróciła do biblioteki jako gość jubileuszu 80-lecia placówki. Przed nowoczesnym budynkiem przy ul. Broniewskiego ustawiono scenę i rzędy krzeseł. Były wspomnienia, muzyka i opowieści o ludziach, którzy przez lata tworzyli to miejsce. Wśród zaproszonych znaleźli się obecni i byli pracownicy, samorządowcy, przyjaciele biblioteki oraz czytelnicy.

Dla Ernestyny Lewandowskiej był to jednak przede wszystkim powrót do własnej historii.

– Biblioteka siedzi we mnie od dziecka i to się już nie zmieni – mówi bez wahania.

Droga, która zatoczyła koło

Po ukończeniu studium bibliotekarskiego w Jarocinie rozpoczęła pracę w bibliotece mieszczącej się wówczas w chrzanowskim domu kultury. Później były kolejne zawodowe etapy: elektrownia, urlopy macierzyńskie, zmiany miejsc pracy.

– Nie ukrywajmy, kwestie finansowe miały znaczenie. Bibliotekarze zawsze byli gdzieś na końcu, jeśli chodzi o zarobki. To był jeden z powodów, dla których na jakiś czas odeszłam.

Po latach jednak wróciła.

Najpierw pracowała w filii na osiedlu Południe, później w dziale dziecięcym głównej siedziby, a ostatni rok zawodowej aktywności spędziła w Luszowicach.

– Na końcu tej zawodowej drogi biblioteka mi się spełniła. Trafiłam dokładnie tam, gdzie chciałam być.

Z sentymentem wspomina także szkołę bibliotekarską.

– To był najlepszy czas. Chłonęłam wiedzę. Mieliśmy bibliotekoznawstwo, psychologię, filozofię, metody pracy z czytelnikiem. Uczyłam się tego, co naprawdę mnie interesowało.

Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej romantyczna niż wyobrażenia.

– Dzisiaj można przygotować piękne wydarzenie, zrobić dekoracje, zaprosić autora. W latach osiemdziesiątych brakowało wszystkiego. Naprawdę wszystkiego.

Nawet książek.

– Pamiętam wystawę z okazji Dnia Prasy i Książki. Na regale stało „Przeminęło z wiatrem”. Podeszła pani, spojrzała na książkę i powiedziała: „Oddam wszystkie pieniądze!”. Musiałyśmy ją rozczarować, że egzemplarz jest tylko do wypożyczenia. Za to gazet radzieckich miałyśmy pod dostatkiem. Tyle że nikt nie chciał ich czytać.

Dziś wspomina to z uśmiechem.

– Teraz książek jest mnóstwo. Czytam głównie literaturę lekką i przyjemną. Doszłam do wniosku, że nie muszę już nikomu udowadniać, że przeczytam wszystko. Trudne książki już przeczytałam.

Niechcący zostałam bajarką

Największą zawodową przygodą okazała się praca z dziećmi.

To właśnie wtedy narodziło się słynne „Bajeczkowo”.

– Niechcący zostałam bajarką. To wyszło samo z siebie.

Najpierw powstał domek z tektury.

– Był ogródek, nawet dym z komina. Dzieci pytały, czy można wejść do środka i czy drzwi się otwierają. Pomyślałam wtedy, że chyba trafiłam.

Potem pojawiały się kolejne pomysły i kolejne role.

– Raz byłam Królową Śniegu, innym razem Szewczykiem Dratewką. Przygotowywałam scenografie, rekwizyty, przebrania. Dzieci przychodziły i od razu pytały: „A za kogo pani dziś się przebierze?”.

Właśnie wtedy odkryła, jak twórczy może być zawód bibliotekarza.

– Jeżeli człowiek jest zaangażowany, ta praca nigdy nie jest nudna. Kończyłam jeden projekt i już myślałam o następnym. Czasem musiałam zapisywać pomysły, żeby mi nie uciekły.

Nie idealizuje jednak swojej pracy.

Pamięta dojazdy autobusami z Młoszowej, rozpoczynające się półtorej godziny przed rozpoczęciem zmiany. Pamięta powroty po godzinie 20.

– Życia prywatnego praktycznie nie było.

Pamięta też ciasne pomieszczenia dawnych bibliotek.

– Pracowało się w ścisku, przy kiepskim oświetleniu. Ludzie często myśleli, że bibliotekarz siedzi cały dzień i czyta książki. A ja nieraz wracałam do domu ze łzami w oczach i bolącymi nogami po ośmiu godzinach podawania książek.

Najważniejsze były jednak inne chwile.

– Najbardziej cieszyło mnie, kiedy mogłam komuś pomóc. Doradzić książkę, znaleźć potrzebne materiały. Czasem czytelnik sam nie wiedział, czego szuka, a wychodził zadowolony. To właśnie zostaje w pamięci.

Biblioteka jako miejsce spotkań

Ostatni rok pracy spędziła w Luszowicach.

– Tam przekonałam się, że biblioteka może być miejscem odkrywania ludzi.

Zaczęło się od zwykłych rozmów.

– Ktoś wspomniał, że robi serwetki. Ktoś inny fotografuje. Jeszcze ktoś wykonuje ozdoby. Wszyscy mówili: „Ale ja nic takiego nie robię”. A kiedy poprosiłam, żeby przynieśli swoje prace, okazało się, że mam dwanaście osób i za małą salę.

Tak narodziła się wystawa lokalnych pasjonatów.

– Był wernisaż, muzyka, poczęstunek. Ludzie nagle odkrywali, że ich sąsiadka robi piękne bombki, a ktoś inny fantastyczne zdjęcia. Mówili: „Nie wiedzieliśmy, że w bibliotece można robić takie rzeczy”.

To właśnie takie historie przywołał jubileusz – historie relacji budowanych przez lata między biblioteką a mieszkańcami.

To miejsce wciąż żyje

Dziś Ernestyna Lewandowska ma 69 lat. Nadal pisze wiersze, od ponad ćwierć wieku działa w grupie poetyckiej Cumulus. Maluje, szyje, tworzy.

I wciąż wraca do biblioteki.

Jako wolontariuszka bierze udział w akcji „Cała Polska Czyta Dzieciom”.

– Rozmawialiśmy ostatnio o parasolach i udarze słonecznym. Dzieci od razu pytały, co to znaczy. Słuchały uważnie. Mamy w Polsce bardzo mądre dzieci.

Po chwili wspomina swoją trzyletnią wnuczkę.

– Zapytałam ją kiedyś, czy lubi bibliotekę. Odpowiedziała: „Nie lubię, kiedy ją zamykają”.

Trudno o lepsze podsumowanie osiemdziesięciu lat historii chrzanowskiej biblioteki.

Przez ten czas zmieniały się budynki, dyrektorzy, wyposażenie, technologie i czytelnicze mody.

Nie zmieniło się jednak to, co dla Ernestyny Lewandowskiej zawsze było najważniejsze.

– Trzeba szanować każdego czytelnika. Rozmawiać z nim. Słuchać go. Szczególnie dzieci. Bo one wrócą kiedyś jako dorośli. I wtedy człowiek wie, że było warto.

(.)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%