– Jeżeli człowiek jest zaangażowany, ta praca nigdy nie jest nudna. Wręcz przeciwnie. Wyzwala takie pokłady kreatywności, o których nawet nie wiedział, że je posiada – mówi Ernestyna Lewandowska, emerytowana bibliotekarka.
– O, Pinokiowi łepek się odchylił – zauważa Ernestyna Lewandowska, kiedy wchodzi do sali dziecięcej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chrzanowie.
Brzmi to jak powitanie starego znajomego. I właściwie nim jest. Wiele elementów wystroju „Bajeczkowa” wyszło właśnie spod jej rąk. Bajkowe postacie, dekoracje, scenografie. Kiedyś było ich jeszcze więcej.
– Niedawno oglądałam stare zdjęcia i sama się zdziwiłam, ile tego natworzyłam – śmieje się.
29 maja wróciła do biblioteki jako gość jubileuszu 80-lecia placówki. Przed nowoczesnym budynkiem przy ul. Broniewskiego ustawiono scenę i rzędy krzeseł. Były wspomnienia, muzyka i opowieści o ludziach, którzy przez lata tworzyli to miejsce. Wśród zaproszonych znaleźli się obecni i byli pracownicy, samorządowcy, przyjaciele biblioteki oraz czytelnicy.
Dla Ernestyny Lewandowskiej był to jednak przede wszystkim powrót do własnej historii.
– Biblioteka siedzi we mnie od dziecka i to się już nie zmieni – mówi bez wahania.
Droga, która zatoczyła koło
Po ukończeniu studium bibliotekarskiego w Jarocinie rozpoczęła pracę w bibliotece mieszczącej się wówczas w chrzanowskim domu kultury. Później były kolejne zawodowe etapy: elektrownia, urlopy macierzyńskie, zmiany miejsc pracy.
– Nie ukrywajmy, kwestie finansowe miały znaczenie. Bibliotekarze zawsze byli gdzieś na końcu, jeśli chodzi o zarobki. To był jeden z powodów, dla których na jakiś czas odeszłam.
Po latach jednak wróciła.
Najpierw pracowała w filii na osiedlu Południe, później w dziale dziecięcym głównej siedziby, a ostatni rok zawodowej aktywności spędziła w Luszowicach.
– Na końcu tej zawodowej drogi biblioteka mi się spełniła. Trafiłam dokładnie tam, gdzie chciałam być.
Z sentymentem wspomina także szkołę bibliotekarską.
– To był najlepszy czas. Chłonęłam wiedzę. Mieliśmy bibliotekoznawstwo, psychologię, filozofię, metody pracy z czytelnikiem. Uczyłam się tego, co naprawdę mnie interesowało.
Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej romantyczna niż wyobrażenia.
– Dzisiaj można przygotować piękne wydarzenie, zrobić dekoracje, zaprosić autora. W latach osiemdziesiątych brakowało wszystkiego. Naprawdę wszystkiego.
Nawet książek.
– Pamiętam wystawę z okazji Dnia Prasy i Książki. Na regale stało „Przeminęło z wiatrem”. Podeszła pani, spojrzała na książkę i powiedziała: „Oddam wszystkie pieniądze!”. Musiałyśmy ją rozczarować, że egzemplarz jest tylko do wypożyczenia. Za to gazet radzieckich miałyśmy pod dostatkiem. Tyle że nikt nie chciał ich czytać.
Dziś wspomina to z uśmiechem.
– Teraz książek jest mnóstwo. Czytam głównie literaturę lekką i przyjemną. Doszłam do wniosku, że nie muszę już nikomu udowadniać, że przeczytam wszystko. Trudne książki już przeczytałam.
Niechcący zostałam bajarką
Największą zawodową przygodą okazała się praca z dziećmi.
To właśnie wtedy narodziło się słynne „Bajeczkowo”.
– Niechcący zostałam bajarką. To wyszło samo z siebie.
Najpierw powstał domek z tektury.
– Był ogródek, nawet dym z komina. Dzieci pytały, czy można wejść do środka i czy drzwi się otwierają. Pomyślałam wtedy, że chyba trafiłam.
Potem pojawiały się kolejne pomysły i kolejne role.
– Raz byłam Królową Śniegu, innym razem Szewczykiem Dratewką. Przygotowywałam scenografie, rekwizyty, przebrania. Dzieci przychodziły i od razu pytały: „A za kogo pani dziś się przebierze?”.
Właśnie wtedy odkryła, jak twórczy może być zawód bibliotekarza.
– Jeżeli człowiek jest zaangażowany, ta praca nigdy nie jest nudna. Kończyłam jeden projekt i już myślałam o następnym. Czasem musiałam zapisywać pomysły, żeby mi nie uciekły.
Nie idealizuje jednak swojej pracy.
Pamięta dojazdy autobusami z Młoszowej, rozpoczynające się półtorej godziny przed rozpoczęciem zmiany. Pamięta powroty po godzinie 20.
– Życia prywatnego praktycznie nie było.
Pamięta też ciasne pomieszczenia dawnych bibliotek.
– Pracowało się w ścisku, przy kiepskim oświetleniu. Ludzie często myśleli, że bibliotekarz siedzi cały dzień i czyta książki. A ja nieraz wracałam do domu ze łzami w oczach i bolącymi nogami po ośmiu godzinach podawania książek.
Najważniejsze były jednak inne chwile.
– Najbardziej cieszyło mnie, kiedy mogłam komuś pomóc. Doradzić książkę, znaleźć potrzebne materiały. Czasem czytelnik sam nie wiedział, czego szuka, a wychodził zadowolony. To właśnie zostaje w pamięci.
Biblioteka jako miejsce spotkań
Ostatni rok pracy spędziła w Luszowicach.
– Tam przekonałam się, że biblioteka może być miejscem odkrywania ludzi.
Zaczęło się od zwykłych rozmów.
– Ktoś wspomniał, że robi serwetki. Ktoś inny fotografuje. Jeszcze ktoś wykonuje ozdoby. Wszyscy mówili: „Ale ja nic takiego nie robię”. A kiedy poprosiłam, żeby przynieśli swoje prace, okazało się, że mam dwanaście osób i za małą salę.
Tak narodziła się wystawa lokalnych pasjonatów.
– Był wernisaż, muzyka, poczęstunek. Ludzie nagle odkrywali, że ich sąsiadka robi piękne bombki, a ktoś inny fantastyczne zdjęcia. Mówili: „Nie wiedzieliśmy, że w bibliotece można robić takie rzeczy”.
To właśnie takie historie przywołał jubileusz – historie relacji budowanych przez lata między biblioteką a mieszkańcami.
To miejsce wciąż żyje
Dziś Ernestyna Lewandowska ma 69 lat. Nadal pisze wiersze, od ponad ćwierć wieku działa w grupie poetyckiej Cumulus. Maluje, szyje, tworzy.
I wciąż wraca do biblioteki.
Jako wolontariuszka bierze udział w akcji „Cała Polska Czyta Dzieciom”.
– Rozmawialiśmy ostatnio o parasolach i udarze słonecznym. Dzieci od razu pytały, co to znaczy. Słuchały uważnie. Mamy w Polsce bardzo mądre dzieci.
Po chwili wspomina swoją trzyletnią wnuczkę.
– Zapytałam ją kiedyś, czy lubi bibliotekę. Odpowiedziała: „Nie lubię, kiedy ją zamykają”.
Trudno o lepsze podsumowanie osiemdziesięciu lat historii chrzanowskiej biblioteki.
Przez ten czas zmieniały się budynki, dyrektorzy, wyposażenie, technologie i czytelnicze mody.
Nie zmieniło się jednak to, co dla Ernestyny Lewandowskiej zawsze było najważniejsze.
– Trzeba szanować każdego czytelnika. Rozmawiać z nim. Słuchać go. Szczególnie dzieci. Bo one wrócą kiedyś jako dorośli. I wtedy człowiek wie, że było warto.

02.06.2026
KIEROWCĘ C+E. Trasy międzynarodowe - głównie Skand...

31.05.2026
WYNAJMĘ działki 919/9, 919/11 Trzebinia ul. Dąbrow...

13.05.2026
REMONTY łazienek, kuchni, itp. od podstaw-20 lat p...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Służby zamknęły drogę w Psarach. Chodzi o niebezpieczny
W centrum miasta gmina ma też kilka ruder, w tym w swoim władaniu, choćby dawną boźnicę lub ruderę przy świętego Stanisława. I jakoś nikt nie zamyka dróg.
Pablo
09:37, 2026-06-06
Przełomowy Podcast z Markiem Kremerem.
Kto co to jest ten łysy patus co on gra czy śpiewa, zwykły menel i nierób, a wy to promujecie. nikt go nie zna ale może ma uklady.
Jan
08:59, 2026-06-06
Służby zamknęły drogę w Psarach. Chodzi o niebezpieczny
powinni znac wlasciciela, co roku przeciez wysylaja podatek od nieruchomosci. Jezeli nie placi podatku to zlicytowac. Teraz wszyscy naokolo maja cierpiec z powodu kulawego prawa?
W UM
07:33, 2026-06-06
Gdzie wybrać się na imprezę 6 i 7 czerwca
Czy przewidziane są w Sierszy atrakcje w stylu zapadania się dzieci na boisku, czy to teren gminny przez to niezapadalny i z możliwością odsprzedaży?
coldin
07:26, 2026-06-06
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz