Nie masz konta? Zarejestruj się

Przełom Online

Wybuch wojny zastał go na dworcu kolejowym w Trzebini. Zginął w niejasnych okolicznościach

01.09.2021 15:00 | 8 komentarzy | 6 058 odsłon | Michał Koryczan
Franciszek Jędrzejczyk z Młoszowej przeżył drugą wojnę światową, choć został aresztowany przez niemieckich żołnierzy i usłyszał wyrok śmierci. Dziś przypada 82. rocznica agresji III Rzeszy na Polskę.
8
Wybuch wojny zastał go na dworcu kolejowym w Trzebini. Zginął w niejasnych okolicznościach
Franciszek Jędrzejczyk. Fot. Z archiwum rodzinnego
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Franciszek Jędrzejczyk przyszedł na świat w Młoszowej w 1913 roku. Był trzecim dzieckiem Michała i Franciszki. Po ukończeniu szkoły podstawowej, kontynuował naukę w chrzanowskim gimnazjum.

- Była niezwykle zdolny. Zamiłowanie do książek i nauki, zaszczepił w nim tata, który bardzo dużo czytał. Zależało mu na tym, aby jego dzieci rozwijały się intelektualnie - wspominała nieżyjąca już Janina Koryczan, siostra Franciszka Jędrzejczyka.

Po ukończeniu szkoły średniej zdecydował, że pójdzie na studia. W tamtych czasach studiowanie osób z terenów wiejskich należało do rzadkości. Tym bardziej radość najbliższych była ogromna. Ostatecznie wybrał studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Harcerz ks. Luzara
Już pod koniec szkoły podstawowej wstąpił do harcerstwa, zorganizowanego w Trzebini przez ks. Mariana Luzara. Młody Franek angażował się całym sercem w tą działalność. Gdy rozpoczynał naukę w gimnazjum był już drużynowym.

- Wujek miał spore problemy z powodu przynależności do Związku Harcerstwa Polskiego. Dyrekcja chrzanowskiego gimnazjum patrzyła bardzo nieprzychylnie na harcerzy. Doprowadziło to do tego, że jego ojciec, Michał Jędrzejczyk, poszedł do ks. Luzara, żeby coś z tym zrobić. Harcmistrz zdecydował o formalnym wypisaniu go z harcerstwa. Oczywiście dalej działał w trzebińskim hufcu, ale tylko nieoficjalnie - opowiadał prof. Zbigniew Bonderek z Trzebini.

W okresie studiów Franciszek Jędrzejczyk w dalszym ciągu, tym razem już formalnie działał w harcerstwie. Został harcmistrzem. W latach 1938-39 oraz 1945-50 kierował męskim hufcem.

W pierwszych miesiącach okupacji w środowisku harcerskim została podjęta działalność konspiracyjna. Franciszek Jędrzejczyk aktywnie włączył się w jej rozwój, tworząc w trzebińskim hufcu pierwsze grupy konspiracyjne.

Żołnierz września
Tuż po ukończeniu studiów, jak każdy świeżo upieczony magister musiał odbyć służbę wojskowa. Trafił do w podchorążówki w Krakowie

Jako podporucznik wyszedł do cywila w 1937 roku i rozpoczął pracę zawodową w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach, kierowanym przez wojewodę śląskiego Michała Grażyńskiego.
Karierę zawodową na Śląsku przerwał wybuch II wojny światowej. Agresja hitlerowskich Niemiec zastała go na dworcu kolejowym w Trzebini, gdy czekał na pociąg do Katowic.

Następnie ruszył w stronę Ogrodzieńca gdzie organizowana była mobilizacja wojsk z tego terenu.
Wycofując się wraz z oddziałami przed nacierającymi wojskami niemieckimi dotarł na wschodnie rubieże Polski. Wówczas to dowiedział się o agresji ze strony ZSRR.

W październiku udało mu się przedostać w rodzinne strony. Radość najbliższych była przeogromna. Wszyscy myśleli, że zginął. Przecież nie mieli o nim wieści od ponad miesiąca.

- Pamiętam jak przyszedł w starym ubraniu, które dostał od jakichś ludzi. Gdyby miał na sobie mundur wojskowy zapewne został by schwytany czy to przez Niemców czy Czerwonoarmistów - opowiadała Janina Koryczan.

Pseudonim „Konar"
Po powrocie w rodzinne strony, jeszcze w październiku poślubił Józefę Warzechą z Trzebini. W 1940 roku urodził się im syn - Zbyszek. W tym czasie pracował w Chrzanowie w Zakładzie Materiałów Ogniotrwałych, jako szeregowy pracownik fizyczny. Trwało to niespełna rok.

Na Śląsk nie mógł wracać, bo Niemcy szukali wszystkich „ludzi Grażyńskiego". Pracę znalazł w Krakowie. Rozpoczął działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, przemianowanym w 1942 roku w Armię Krajową.
- Zajmował się pomaganiem ludziom, którzy uciekli z obozu koncentracyjnego i dostarczaniem tam leków - opowiadał prof. Bonderek.

Franciszek Jędrzejczyk był jednym z głównodowodzących placówką trzebińska, działającą w chrzanowskim Obwodzie ZWZ - AK, najliczniejszym w inspektoracie sosnowieckim.

- Franek przewoził różne dokumenty z Krakowa. Żeby nie złapali go na dworcu w Trzebini, pakunki wyrzucał w Młoszowej na pole należące do naszej ciotki. Pamiętam, że razem z ciotką nosząc siano z pola przynosiłyśmy stamtąd te materiały. Brat nie pozwolił na kontynuowanie, bo bał się ze nas złapią - wspomina Janina Koryczan.

W mysłowickim areszcie
Gdy w 1944 roku wracał jak zwykle z pracy w został zatrzymany przez żołnierzy niemieckich. Nie miał przy sobie żadnych materiałów. Być może jakiś konfident doniósł na niego. Zabrali go z dworca w Trzebini i przewieźli do aresztu śledczego w Mysłowicach.

- Doktor Tamm, Niemiec, pracujący ze mną w ambulatorium w Fabloku w Chrzanowie, powiedział, że nie ma się co martwić. Pojechał do Mysłowic, następnie do Katowic, żeby rozeznać się w sytuacji. Gdy wrócił stwierdził, że to sprawa polityczna i jest bardzo źle - wspominała Janina Koryczan.

Dostał wyrok śmierci, mieli go wysłać do obozu w Auschwitz. Nie mieli jednak dowodów przeciw niemu, a on pomimo intensywnych „przesłuchań" nie przyznawał się do niczego. W areszcie przechodził prawdziwą katorgę.

- Jeździłam do niego wraz z jego żoną Józią. Przekupywałyśmy Niemców. Inaczej by go zabili, a tak oprawiali go „trochę mniej" - opowiadała Janina Koryczan.

Na początku 1945 roku udało mu się wydostać z aresztu. Przekupiony lagerfuhrer pozwolił mu uciec, gdy transportowano aresztantów z aresztu do Oświęcimia..
Ukrywał się w jednej z wiosek pod Mysłowicami do czasu, aż dotarł tam front radziecki „wyzwalając" te tereny. Do domu wrócił w lutym 1945 roku.

W Polsce Ludowej
Po wojnie znalazł zatrudnienie w trzebińskiej „Gumowni". Został dyrektorem. Na spokojne życie nią miał co liczyć. Ponieważ należał do w AK, służby specjalne Polski Ludowej nie dali mu spokoju. Zaczęli go dręczyć i nachodzić.

Pewnego razu wzięli go na „przesłuchanie" do Chrzanowa. Tylko interwencja oficera radzieckiego, który po dotarciu Czerwonoarmistów na ziemie trzebińską, został zakwaterowany w domu Franciszka Jędrzejczyka, uratowała go przed oprawcami.

W 1946 roku Franciszkowi i Józefie Jędrzejczykom urodził się drugi syn - Jerzy. W obawie o własne życie wyjechali do Wałbrzycha, gdzie dzięki znajomości języków francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego został dyrektorem handlowym w Dolnoślaskim Zjednoczeniu Przemysłu Węglowego.

W 1950 roku wrócili jednak do Trzebini. Wkrótce rozpoczął pracę w Państwowym Przedsiębiorstwie Robót Kolejowych w Krakowie, gdzie został z dyrektorem administracyjnym.

Niewyjaśnione
Powróćmy do studenckich czasów Franciszka Jędrzejczyka. Wtedy to miało miejsce zdarzenie, które na zawsze odcisnęło piętno na jego życiu.

- Pewnego razu gdy czekał na dworcu w Krakowie na pociąg, podeszła do niego cyganka, chciała pieniądze od niego na jedzenie dla dziecka. Wówczas wywróżyła mu, że umrze młodo i tragicznie. Pamiętam że przejął się tym bardzo i już na zawsze zostało to w jego świadomości - wspominała Janina Koryczan.

Prorocze słowa Cyganki ziściły się 30 sierpnia 1951 roku. Franciszek Jędrzejczyk jechał na inspekcję budowy linii kolejowej w kierunku Krynicy. W okolicach Zagórza samochód wypadł z drogi spadając w przepaść. Na miejscu zginęli Franciszek Jędrzejczyk i drugi z pasażerów, co ciekawe także mający AK-owską przeszłość. Wypadek przeżył kierowca. Okoliczności wypadku nie zostały wyjaśnione.

W Radiu Wolna Europa poinformowano, że śmierć wypadek został upozorowany. Tak naprawdę był to wyrok śmierci na człowieku, który posiadał informacje, jeszcze z czasów II wojny światowej, dotyczące Józefa Cyrankiewicza, ówczesnego premiera PRL. Informacje, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. I nie ujrzały...


Przeczytaj również:

Spory wzrost zakażeń w kraju. Małopolska w czołówce

Piłkarze powalczą o finał Pucharu Polski jeszcze we wrześniu

Zmiana rozkładu jazdy busów jeżdżących na linii Chrzanów - Kraków. Będzie więcej kursów

Minibusy wracają na trasę po kilkumiesięcznej przerwie. Sprawdź rozkład jazdy

MKS Trzebinia ma nowego trenera. Zadebiutuje 1 września

Przełamanie Trzebini. Tymczasowi trenerzy poprowadzili MKS do wygranej z Chełmkiem (WIDEO, ZDJĘCIA)