Nie masz konta? Zarejestruj się

Chrzanów

Trwa boom na fotowoltaikę

10.08.2020 16:00 | 14 komentarzy | 4 129 odsłony | Marek Oratowski

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
Fotowoltaika jest przyszłościową inwestycją, która pozwala nam uniezależnić się od operatorów publicznych sieci energetycznych. Decydując się na taką formę, możemy pozyskiwać energię, nie martwiąc się o rosnące koszty rachunków za prąd. A przy okazji dbamy o ekologię. Na ile jednak taka inwestycja jest opłacalna?

14
Trwa boom na fotowoltaikę
Adam Deja poprowadził spotkanie informacyjne w Chrzanowie
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W sobotę (15 II 2020 r.), w sali odczytowej chrzanowskiego MOKSiR-u odbyło się spotkanie informacyjne na temat fotowoltaiki. Przyszło na nie ponad 20 osób.

Zostaje tylko opłata licznikowa
Instalacja fotowoltaiczna dzięki panelom umieszczonym na dachu produkuje prąd stały. W naszych domach używamy prądu zmiennego, na który zamienia go urządzenie zwane falownikiem.
- Wszystko, co jest produkowane przez nas w dzień słoneczny lub jasny, jest zużywane w 100 procentach. Nadwyżka wyprodukowana przez panele przez licznik dwukierunkowy przesyłana jest do sieci. Wraca z niej do użytkownika 80 procent. Sieć zabiera pozostałe 20 procent - tłumaczy Adam Deja z firmy Edison Energia.
Rozliczenie klienta z zakładem energetycznym odbywa się raz w roku. Większy pobór energii w miesiącach zimowych jest kompensowany przez mniejsze zużycie w lecie. Zwykle firmy oferujące i montujące instalację tak ją dobierają, by klient wyszedł na zero lub minimalnie dopłacił, na przykład sto złotych na rok. Bo zakład, niestety, nie zwraca za ewentualne nadwyżki, niewykorzystane w gospodarstwie domowym.
Gdy bilans wychodzi na zero, klient płaci tylko około
10 złotych na miesiąc tzw. opłaty licznikowej, za użytkowanie licznika dwukierunkowego, zainstalowanego przez zakład energetyczny. Prąd nic go nie kosztuje, a na dodatek ma świadomość, że dzięki swojej inwestycji w powietrzu jest o wiele mniej dwutlenku węgla.
To jednak nie jest tanie. Zwykle klient spotyka się z przedstawicielem firmy, który przedstawia ofertę kredytowania i sugeruje, jaką instalację i gdzie zamontować. Często firmy mają umowy z bankami, zakładające finansowanie na poziomie niższym niż 5 procent na 10 lat. Dzięki temu instalacja fotowoltaiczna sama się spłaca, a właściciel domu - zamiast płacić rachunki za prąd, spłaca ratę kredytu. Wiele firm instalujących panele gwarantuje właśnie takie finansowanie. To najlepsza opcja, jeśli nie mamy wystarczająco dużo gotówki.

Przysługuje ulga i dotacja
Właściciel instalacji może skorzystać z tzw ulgi termomodernizacyjnej.
- Wysokość ulgi jest uzależniona od skali podatkowej, w jakiej znajduje się podatnik. Przykładowo, w przypadku najmniejszej instalacji fotowoltaicznej, jaką montujemy, czyli 3,1 kW, ulga wynosi 2 112 zł. Można ją sobie odpisać na podstawie faktury - instruuje Adam Deja.
Inwestujący w fotowoltaikę, może także liczyć na dotację z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, z programu „Mój prąd", w wysokości 5 tysięcy złotych.
- Przy podpisywaniu umowy firma przywozi wniosek do wypełnienia. Nie zdarzyło się, by nasz klient nie dostał dofinansowania. Z mojego doświadczenia wynika, że NFOŚiGW wysyła te pieniądze do trzech tygodni od zamontowania licznika dwukierunkowego. Dzieje się to więc w miarę szybko - zaznacza przedstawiciel firmy Edison.
Odliczając ulgę i dotację za instalację, zapłacimy obecnie poniżej 10 tysięcy złotych. Wobec coraz większego zainteresowania zakładaniem instalacji, wąskim gardłem firm działających w branży zaczyna być termin montażu. Mimo wszystko jakoś sobie z tym radzą.
- Oficjalnie w umowie jest zapis, że na montaż trzeba czekać do 120 dni. Ostatnio montowałem instalację w Trzebini. Umowa została podpisana 2 grudnia, a montaż miał miejsce 20 stycznia. Średni czas oczekiwania to 6-8 tygodni - tłumaczy prowadzący spotkanie.
Jak mówi, gwarancja na panele i montaż jest udzielana na 25 lat. Na falownik, który jest najdroższym elementem instalacji, na 12 lat. Producenci kuszą przedłużeniem okresu gwarancji i tego urządzenia do 25 lat, ale na razie jest to dość kosztowne. Coraz częściej producenci falowników oferują też tzw. optymalizatory. Dzięki temu, gdy jeden z paneli przestanie pracować na pełnej mocy, reszta działa na 100 procent. W „zwykłych" falownikach w takiej sytuacji spada wydajność wszystkich paneli.

Warto ubezpieczyć od gradobicia
Standardem są już aplikacje, dzięki którym można w telefonie komórkowym, w dowolnym miejscu, śledzić na bieżąco produkcję prądu na dachu domu.
Po zamontowaniu instalacji warto ją ubezpieczyć. Przede wszystkim od ryzyka gradobicia, w wyniku którego panele mogą ulec uszkodzeniu. Można to zrobić przez firmę oferującą instalację lub samemu podnieść sobie sumę ubezpieczenia budynku o wartość instalacji. Składka zwykle wzrasta przez to o kilkadziesiąt złotych w skali roku.
Do 3,66 kW mocy można zainstalować instalację jednofazową.
- Gdy jednak ktoś ma w domu instalację jednofazową, a chciałby mieć na dachu instalację mocniejszą, niż 3,66 kW, to, niestety, trzeba zainwestować w instalację trzyfazową. Zwykle taka procedura trwa kilka miesięcy - podpowiada Adam Deja.
W razie potrzeby istnieje możliwość odpłatnego, czasowego demontażu paneli z dachu, które są mocowane do krokwi. Jeden panel razem z konstrukcją waży około 20 kg.
Uczestnicy spotkania podkreślali, że fotowoltaika to rozwiązanie tematu ekologicznego produkowania prądu na lata, dlatego zainteresowali się tym tematem.
- Widziałem takie instalacje podczas moich licznych podróży do Niemiec i Austrii. Tam jednak działa to trochę na innej zasadzie, bo system finansowania takich inwestycji jest przyjaźniejszy dla ludzi. Chcę założyć instalację o mocy 3 kW. Wykorzystam ją do ogrzewania domu pompą cieplną - powiedział nam jeden z uczestników spotkania.

Z archiwum tygodnika "Przełom" nr 7/2020