Nie masz konta? Zarejestruj się

Wygiełzów

W Wygiełzowie kręcili film o Karolu Wojtyle (ZDJĘCIA)

18.05.2020 22:00 | 0 komentarzy | 5 772 odsłon | Michał Koryczan

Ludzie z walizkami, ciągnący drewniane wózki, padają pod ostrzałem niemieckich samolotów, a chałupa wybucha w powietrze. To wszystko wydarzyło się piętnaście lat temu.

0
W Wygiełzowie kręcili film o Karolu Wojtyle (ZDJĘCIA)
Fot. Z archiwum Muzeum w Wygiełzowie
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W 2005 roku w skansenie kręcone były ujęcia do filmu "Karol - człowiek, który został papieżem", w reżyserii Włocha Giacomo Battiato. Do Wygiełzowa zawitali wówczas m.in. Piotr Adamczyk, Olgierd Łukaszewicz czy Kinga Preis.

- Zadzwonił producent ekipy filmowej. Miał wytypowane pewne miejsca, w tym nasz skansen. Przyjechało potem kilka osób, żeby sprawdzić, czy się nadaje. Skansen spasował im do scenariusza i scenografii - opowiadał Piotr Bujakiewicz, zastępca dyrektora Muzeum Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie i Zamek Lipowiec.

Na kilka dni obiekt został zamknięty dla zwiedzających. Na parkingu stanęły samochody aktorów i operatorów. Wzdłuż ogrodzenia ustawiało się mnóstwo gapiów.

- Mieszkańcy wiedzieli, co się tu dzieje. Ekipa filmowa nie pozwoliła jednak wchodzić do środka żadnym osobom postronnym - mówił Piotr Bujakiewicz.

W Wygiełzowie kręcone były sceny z okresu po napaści Niemców na Polskę, gdy masa ludzi, w tym Karol Wojtyłą i jego ojciec, ruszyli na wschód. Przechodzili przez wioskę (nieopodal znajdującego się w skansenie kościoła z Ryczowa) z walizkami, ciągnąc wózki z dobytkiem. Nagle nadleciały niemieckie samoloty i rozpoczął się ostrzał.

Jednym z najefektowniejszych, ale i najtrudniejszych ujęć był jednak wybuch chałupy. Na potrzeby produkcji stanęła ona wówczas powyżej kościoła z Ryczowa. W miejscu, gdzie dziś stoi plebania.

- Producent pytał nas, gdzie mogą znaleźć taki dom, który mógłby zostać wysadzony w powietrze. Podpowiedzieliśmy w jakich pobliskich miejscowościach jeszcze się znajdują. W Rozkochowie znaleźli stary, opuszczony dom. Był odpowiedni. Dogadali się z właścicielem i w chałupa została błyskawicznie przeniesiona do skansenu. Oczywiście nie w całości, ale jedynie trzy ściany i dach, czyli to co ujmowała kamera. Scena eksplozji była kręcona jako ostatnia. Tu powtórki nie były już możliwe. Trzeba wiec było wszystko dopracować do perfekcji. Myśmy byli poddenerwowani. Wiadomo, ogień, a w pobliżu zabytkowe drewniane obiekty skansenu. Strażacy polali wcześniej wodą strzechy, a gdy tylko kamery zostały wyłączone, ruszyli do gaszenia płonącej chaty. Wszystko się udało jak trzeba - opowiadał Piotr Bujakiewicz.