Przyznaję, że przez lata byłam niepoprawną entuzjastką samorządności. Wierzyłam, że to jedna z największych zdobyczy polskiej demokracji po 1989 roku. Bliskość ludzi, realny wpływ mieszkańców na urządzanie najbliższego świata, kontrola władzy – tak to miało wyglądać.
Dziś coraz częściej mam wrażenie, że oglądam karykaturę tamtych ideałów.
Bezpośrednie wybory wójtów i burmistrzów wprowadzone w 2002 roku miały wzmocnić demokrację. W wielu miejscach uprościły ją jednak do jednego nazwiska i jednego gabinetu. Rady gmin, zamiast być filarem stanowienia lokalnego prawa i kontrolą jego stosowania, stały się dodatkiem do władzy wykonawczej. Dlatego wielu ludzi mówi o radnych już nie marionetki, ale pacynki, które przestały reprezentować mieszkańców, tylko oklaskują wójtów/burmistrzów.
Od ponad roku przyglądam się dokładniej samorządowi w Trzebini, bo to moje miasto. Widzę w nim radę, która oddała pole liderowi. Nie ma tu żadnej debaty, kontroli. Rozbroiła je bierność.
Komisje? Kilka slajdów, trochę liczb, kiwanie głowami. Czasem wniosek, który znika bez śladu. Decyzje zapadają poza oficjalnymi posiedzeniami. Na komisjach i sesjach zostaje już tylko głosowanie. Bez dyskusji, bez ekspertów, bez sporów.
Słuchać i głosować – oto nowy model samorządności. Zresztą nie tylko w Trzebini.
W kuluarach od koalicjantów słyszę czasem: „myślimy inaczej, ale chcemy mieć święty spokój”. Opozycja rozkłada ręce – „i tak niczego nie załatwimy”. Wszystkim brakuje odwagi cywilnej i wiedzy, a przecież dziś to właśnie wiedza jest władzą.
Mieszkańcy rzadko przychodzą na spotkania z urzędnikami, chyba że ich coś naprawdę wkurzy. Może dlatego, że coraz rzadziej są one prawdziwą rozmową? Zastąpiły ją iluzoryczne konsultacje w społecznościówkach, wizualizacje. To nie są już rozmowy o potrzebach, tylko prezentacje w wykonaniu ojców sukcesu. Mieszkańcy czują to coraz bardziej.
Promocja i propaganda zastąpiły samorządową informację. Żyjemy w trybie niekończącej się kampanii wyborczej. Debaty odbywają się za zamkniętymi drzwiami. To staje się męczące.
Samorząd to jest wspólnota obywateli, a nie scena jednego aktora. Tej zasady wielu obecnych radnych nie rozumie. Polecam więc Urzędniczo-SamorządowePogaduchy na FB.
Dobre dla ratowania samorządności wiadomości są takie, że:
Tak więc jest szansa na sanację samorządności. Ważne, aby włączyli się w to dzieło przynajmniej radni, bo to oni najbardziej pozwolili się zmarginalizować w tej strukturze. .

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Trzeba być niezłym frajerem żeby zapłacić więcej niż za mieszkanie na własność.
Adam
18:25, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Przypominam że państwo nigdy nic nie daje zadarmo . Ani samorządy jednemu dadzą a innym muszą zabrać więc ciemnoty ludzie maciaszek nie wciskaj
Yoop
18:22, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Brawo za pomysł. Każdy pomysł zatrzymywania mieszkańców pożądany. Robert, jesteśmy z i za Tobą!
Endriu
17:10, 2026-05-21
Komu burmistrz Alwerni umorzyła podatek za ubiegły rok
Poprosimy o zestawienie z każdej z gmin naszego powiatu, bo w małej Alwerni skala zdecydowania mniejsza niż w Trzebini i Chrzanowie, a ponoć jest tam co czytać
Jerry
17:09, 2026-05-21
0 0
Kiedyś było powiedzenie,radny bezradny... I w tej kwestji od dekad nic się nie zmieniło i nie prędko zmieni...🙁
2 0
To jest zadziwiające, że tak poważny i treściwy artykuł pojawia się w internecie i przez prawie 2 tygodnie nie wywołuje żadnego zainteresowania. To jest też świadectwem tego, że stajemy się analfabetami medialnymi - naszą uwagę zwraca tylko to, co jest opatrzone kolorowym obrazkiem lub przynajmniej chwytliwym nagłówkiem. A tu nagłówek mamy raczej bezbarwny, treść też jest bez obrazków (?), więc nic nie przyciąga uwagi.
Powyższy komentarz też jest raczej skromny w swej treści, więc muszę coś tu dodać. Autorka tego artykułu przedstawiła krótko i zwięźle podstawowe grzechy naszych władz samorządowych, więc ja ograniczę się do sprawy tworzenia samorządów, czyli wybierania naszych przedstawicieli do tych instytucji.
Za nieprawidłowość pierwotną uważam to, że kandydatów do samorządów lokalnych mogą zgłaszać różne komitety i towarzystwa wywodzące się z partii politycznych lub z nimi powiązane. W tym tłumie różnych towarzyszy nie mają szans ludzie chcący się autentycznie poświęcić załatwianiu spraw lokalnych i mają ku temu kompetencje. A wiadomo, że politycy dążą do odgórnego manewrowania samorządami przez swoich ludzi.
Równie szkodliwe jest promowanie ludzi, którzy mają dobre chęci, lecz brak im kompetencji do decydowania o sprawach gminy czy powiatu. Tu potrzebna jest pewna wiedza o zarządzaniu i administracji, do tego konieczna podstawowa znajomość procedur prawnych. Konieczne jest też pewne zaangażowanie w tych procedurach. Osoba ograniczająca swoją aktywność do dbania o interes swojego osiedla czy sołectwa to mały pożytek dla gminy jako jednostki samorządowej.
Szkodliwa dla interesów gminy czy powiatu może być też postawa radnych, którzy z powodu lenistwa czy braków intelektualnych nie patrzą władzy wykonawczej na ręce i w dokumenty, nie dociekają prawdy, a swoje decyzje samorządowe opierają na różnych informacjach przekazywanych przez różne osoby w postaci ustnych wypowiedzi czy modnych teraz prezentacji lub wizualizacji komputerowych. Takie słowne czy obrazkowe informacje są ulotne i bywa, że mają wartość taką, jak potoczne stwierdzenie "jedna baba powiedziała".
Może powyższa wypowiedź wywoła jakąś dyskusję? Na pewno byłaby ona pożyteczna.
0 0
Nie wywołało dyskusji, bo to temat rzeka natychmiast rozlewający się na różne wątki. No ale na wyraźne zaproszenie, jednak tylko punktach, bo to tylko kilka luźnych myśli:
1. Uważam, że dwukadencyjność jest co do zasady niekonstytucyjna, a wiara w jej uzdrowieńczą moc naiwna, gdyż problem jest o wiele głębszy, a przede wszystkim jest ich wiele.
2. Jestem przeciw referendom odwoławczym; "widziały gały co wybierały", albo konkretne zarzuty i prokurator, albo siedzieć cicho do następnych wyborów.
3. Jedną z głównych przyczyn mogą być uprawnienia burmistrza. Nawet nie to, że jest ich za dużo, tylko że są z "różnych parafii". Burmistrz jest takim jednoosobowym "panem, wójtem i plebanem".
4. Zacząłbym od tego, aby odebrać (ograniczyć), władzę burmistrza nad ludźmi. On niech sobie zarządza pieniędzmi (czyli budżetem). Od ludzi ma być trzymany z daleka. Połączenie pieniędzy (budżetu) i władzy nad ludźmi; to burmistrz w praktyce decyduje kogo się zatrudni/nie zatrudni w samym Urzędzie i to od zastępców po sprzątaczki oraz w w większości jednostek podległych gminie, jak chociażby szkoły czy przedszkola. Stąd prosta droga do kupienia poparcia (milczenia) radnego i to na całą kadencję za pracę dla przysłowiowej "synowej" w urzędzie czy w szkole. Na dodatek nie na etacie dyrektora, tylko sprzątaczki. W Warszawie czy Krakowie tego może nie widać (inny rynek pracy) ale w małych wiejskich czy małomiasteczkowych gminach "widać, słychać i czuć". "Dyrektorem" Urzędu, zatrudniającym i zwalniającym pracowników, organizującym jego pracę, powinien być Sekretarz Gminy zatrudniany i zwalniany przez na przykład wojewodę. Tak miało być, ale w praktyce stał się ten sekretarz takim "przynieś, wynieś, pozamiataj". Dobrze płatną fuchą na posyłki. Podobnie w szkołach i tym podobnych placówkach; dyrektorów powinien zatrudniać np. kurator. Burmistrz w Urzędzie ma być tylko "gościem". Honorowym, z prawem do gabinetu, biurka, sekretarki, samochodu służbowego, "paprotki", dobrej kawy w nieograniczonych ilościach, uzyskiwania wszystkich informacji i dokumentów i paru innych rzeczy, ale nie mającym nic do powiedzenia w sprawach pracowniczych. Nic do powiedzenia, kto te "papiery" sporządził i kto je przyniesie.
5. Rada, skoro już nie wybiera i nie odwołuje burmistrza (początkowo wybierała kilkuosobowy zarząd z burmistrzem) powinna uzyskać o wiele wyraźniejsze uprawnienia kontrolne. Jednocześnie powinna ponosić większą odpowiedzialność osobistą, za niewykonywanie tych uprawnień. Pozbawiona prawa wyboru burmistrza, nie obciążona wyraźniejszą odpowiedzialnością za brak nadzoru, popada w marazm; "czy się stoi, czy się leży, za udział dieta się należy". Odfajkowane i do domu. Po co się szarpać jak "on" (burmistrz) zrobi i tak co chce i jeszcze nas z lekka wykpi, bo i tak nie możemy mu nic zrobić.
1 0
Co się stało z wcześniejszymi komentarzami?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz