Z ARCHIWUM TYGODNIKA "PRZEŁOM". O swoim rocznym pobycie w Kraju Kwitnącej Wiśni, Japończykach, ich kulturze, kulcie pracy, języku, a także o prestiżowym stażu w firmie Hitachi w Tokio, w rozmowie z Natalią Feluś opowiada trzebinianin Marcin Warszewski.
Natalia Feluś: Skorzystałeś ze stypendium Vulcanus w Japonii - co to za program i kto może wziąć w nim udział?
Marcin Warszewski: To roczny program trwający od początku września do końca sierpnia następnego roku, organizowany dla studentów studiów technicznych przez Europejsko-Japońskie Centrum Współpracy Przemysłowej. Składa się z dwóch części: 4-miesięcznego kursu języka japońskiego oraz 8-miesięcznego stażu związanego z kierunkiem studiów uczestnika. Aby ubiegać się o udział w programie, trzeba być obywatelem jednego z krajów członkowskich Unii Europejskiej oraz studentem co najmniej czwartego roku kierunku technicznego.
Udało ci się przejść wnikliwą selekcję i dostać do programu. W jaki sposób wybiera się kandydatów?
- Co roku aplikuje około 800 osób z całej Europy, z czego ostatecznie kwalifikuje się 20 - 30. Pierwszy etap rekrutacji polega na przeanalizowaniu szeregu dokumentów wysyłanych przez aplikujących np. karty wyników ze studiów, listu z opinią na temat kandydata od jego opiekuna naukowego na uczelni, CV czy listu motywacyjnego. Ostatecznie wyłonionych zostaje około 100 potencjalnych kandydatów. Informacje o nich zostają przedstawione firmom japońskim biorącym udział w programie. Od tego momentu proces przypomina już rekrutację na stanowisko pracy, włącznie z rozmową kwalifikacyjną on-line. Na koniec firmy informują organizatorów o wybranych kandydatach.
Jak sądzisz, czym wybiłeś się na tle tylu konkurentów?
- Same umiejętności czy wyniki naukowe to nie wszystko. Konieczne jest zaznaczenie w jakiś chwytliwy sposób w swoim liście motywacyjnym i CV tego, co wyróżnia nas na tle innych, równie dobrych kandydatów i tym samym uchwycenia uwagi rekrutującego. Zwracam na to uwagę, bo gdy aplikowałem po raz pierwszy, nie przyłożyłem się dość dobrze do napisania listu motywacyjnego i nie przeszedłem dalej.
Co otrzymałeś w ramach stypendium?
- Każdy z uczestników dostaje 1,9 mln japońskich jenów, czyli ok. 19 tys. dolarów amerykańskich, które wypłacane są na miejscu w comiesięcznych transzach. Kwota ta w zupełności wystarcza do codziennego życia, wliczając w to wydatki na transport, żywność, czy zwiedzanie. Dodatkowo zapewniane jest darmowe zakwaterowanie w pobliżu miejsca odbywania stażu.
Jak wyglądała twoja styczność z językiem japońskim?
- W okresie licealnym kontakt z japońskimi komiksami stopniowo rozbudzał moje zaciekawienie tamtejszą kulturą i językiem. Z pomocą internetu i kilku zakupionych książek zacząłem uczyć się języka i zgłębiać wiedzę o kulturze. Po przylocie na miejsce i rozpoczęciu kursu japońskiego, elementem sprawiającym mi największe trudności - zarówno w samym języku jak i w życiu codziennym - było japońskie pismo, tzw. kanji.
Udało ci się go nauczyć?
- W japońskim systemie edukacji do zakończenia szkoły średniej nauczane jest 2 136 znaków, które uważane są za "powszechnie wykorzystywane". Poznałem ok. 400 z nich, z których niestety większość zdążyłem już zapomnieć. Szczęśliwie dla mnie, przez cały rok miałem okazję mieszkać w stolicy Japonii, gdzie na różnego rodzaju znakach informacyjnych oprócz języka japońskiego był również angielski. Ostatecznie, po zakończeniu 4-miesięcznego intensywnego kursu japońskiego, byłem w stanie samodzielnie porozumiewać się w kontekście podstaw życia codziennego, jak i poradzić sobie z odczytaniem powszechnych treści. Dzięki temu czułem się swobodnie w całkowicie obcym dla mnie miejscu.
W jakiej firmie byłeś zatrudniony?
- 8-miesięczny staż odbywałem w centrum technologicznym firmy Hitachi w Tokio. Sam obiekt był dość ciekawy. Tworzyło go kilka 8-piętrowych budynków otoczonych dość obficie zalesionym obszarem. Wyraźnie kontrastowało to z gęstą i wysoką zabudową miasta. Były to bardzo dogodne warunki do przemyśleń nad rozwiązaniem problemów, nad którymi pracowali tamtejsi naukowcy - spacerując z dala od ekranu komputera. Sam również często stosowałem tę technikę, tym bardziej, że projekt, którym się zajmowałem, zdecydowanie przekraczał wiedzę zdobytą w trakcie studiów.
Nad czym pracowałeś?
- Nad stworzeniem programu sztucznej inteligencji do efektywnego zarządzania pieniędzmi w bankomatach. W dużym uproszczeniu, polegało to na stworzeniu autonomicznego systemu będącego w stanie podjąć decyzję (bez zaangażowania człowieka), o tym, kiedy i ile pieniędzy należy dostarczyć lub zabrać z danego bankomatu (wzywając tym samym konwojentów), tak aby jednocześnie zapewnić stałą usługę wypłacania i deponowania pieniędzy dla klientów, a z drugiej minimalizować koszty dostaw i nieefektywnej alokacji pieniędzy przez właściciela. Ostatecznie, po wielu dniach i wieczorach spędzonych nad nauką na temat sztucznej inteligencji (z którą niestety nie miałem styczności na studiach), przy wsparciu moich japońskich kolegów z pracy, a w szczególności mojego szefa, udało się zakończyć wspomniany projekt z sukcesem, zdecydowanie przewyższając w wynikach poprzednie narzędzie stworzone przez firmę.
Jak zdobyte w Japonii doświadczenie wykorzystujesz w swojej obecnej pracy?
- Wyjazd na drugi koniec świata dał mi przede wszystkim dużo pewności siebie, co w dzisiejszym, zglobalizowanym świecie wydaje się kluczowe. Praca przy różnego rodzaju zagranicznych projektach w mojej obecnej firmie i częsty kontakt z wielkimi ekspertami w swojej branży nie jest dla mnie w żaden sposób deprymujący, co ułatwia mi przekazywanie moich własnych pomysłów i spostrzeżeń.
Dodatkowo, wyzwanie jakim było zgłębienie wiedzy na temat, z którym nie miałem wcześniej styczności, rozwinęło moje umiejętności techniczne związane z metodami matematycznymi i zdolnościami pisania programów komputerowych.
Jak osobiście odbierasz życie i kulturę w Japonii?
- Czułem się tam jak dziecko w olbrzymim sklepie z zabawkami. Wysokie wieżowce okraszone kolorowymi neonami, tłumy ludzi w Tokio i specjalnie desygnowani asystenci na peronach kolejowych dopychający ich do wagonów metra w porannych godzinach szczytu, kolej magnetyczna poruszająca się z prędkością bliską 600 km/h, czy w końcu w pełni zautomatyzowana muszla klozetowa. To tylko część z rzeczy, które wywoływały u mnie fascynację, niedowierzanie, podziw i śmiech. Długo można by na ten temat mówić, jednak faktem jest, że to, czego doświadczyłem w tym kraju, przerosło moje oczekiwania i było czymś zupełnie innym niż to, co można zobaczyć w Polsce czy innych krajach europejskich.
Jacy są Japończycy?
- Dość zachowawczy, ale sympatyczni i skorzy do pomocy, szczególnie na peryferiach, gdzie życie biegnie znacznie wolniej niż w stolicy. Pomimo kilku kulturowych wpadek - np. krótkiej podróży w wagonie kolejowym przeznaczonym dla kobiet, do którego nieświadomie wbiegłem, goniąc odjeżdżający pociąg - nigdy nie spotkałem się z niechęcią, odtrąceniem czy wrogością. Wręcz przeciwnie.
Co z japońskim kultem pracy?
- Praca jest czymś, co Japończycy traktują śmiertelnie poważnie. Tzw. kult pracy jest szczególnie widoczny w dużych japońskich firmach z wieloletnią tradycją, charakteryzujących się mocno hierarchiczną strukturą. W takich przedsiębiorstwach zdarzają się bezpłatne nadgodziny czy też pozostawanie na swoim stanowisku pracy do momentu opuszczenia lokalu przez przełożonego. Wynika to z typowo azjatyckiej praktyki biznesowej charakteryzującej się dużym kolektywizmem wykonywania prac i dbania o dobro wspólne. Wszystko to stwarza w Japończykach silne poczucie odpowiedzialności. Wręcz odebrane jako nietakt byłoby pozostawienie szefa - osoby, która zabiega o nas na co dzień - samego ze swoimi obowiązkami, czy też zawiedzenie całej grupy poprzez niewywiązanie się i niezrealizowanie własnych zadań.
Jak to wyglądało w twojej pracy?
- Gdy potrzebowałem zostać dłużej, mój szef od razu to dostrzegał i upewniał się, czy aby nie potrzebuję pomocy w rozwiązaniu jakiegoś problemu. Warto również dodać, że firmy japońskie starają się fizycznie aktywizować swoich pracowników. Dają im możliwość zrzeszania się w różnych klubach sportowych związanych np. z piłką nożną, koszykówką (sam chodziłem na treningi), badmintonem, karate, kendo (japońska sztuka walki mieczem) i innymi dyscyplinami, udostępniając do tego celu - jak w przypadku Hitachi - profesjonalną salę sportową.
Co warto byłoby przenieść do nas z tamtejszej kultury?
- Elementy z rozrywki, transportu i jedzenia. Jeżeli chodzi o rozrywkę, to mam na myśli karaoke. W odróżnieniu od tego, które znamy w Polsce, w Japonii jest to osobna gałąź przemysłu rozrywkowego. Amatorom karaoke udostępniane są zamykane pokoje o różnych wielkościach, wyposażone w sprzęt audiowizualny. Można tam w gronie znajomych i bez skrępowania bawić się nawet przez całą noc. Wspominając transport, mam na myśli przede wszystkim kolej. W samym Tokio żyje ponad 9 milionów ludzi. W całym obszarze metropolitarnym Tokio ponad 38 milionów. Efektywna obsługa tak gigantycznej liczby osób na tak niedużej powierzchni może być zrealizowana wyłącznie przy wykorzystaniu sprawnego transportu zbiorowego jak kolej czy metro.
I jedzenie. Pomimo coraz większej liczby pojawiających się w naszym kraju restauracji z kuchnią japońską, nie udało mi się trafić na miejsce, które byłoby w stanie odzwierciedlić to, co miałem okazję skosztować w kraju Kwitnącej Wiśni. Wyjeżdżając do Japonii byłem mało entuzjastycznie nastawiony do dań rybnych i z owoców morza. Nigdy bym nie przypuszczał, że je tam tak bardzo polubię. Oprócz doznań smakowych, wizyta w tamtejszej restauracji serwującej sushi, to często prawdziwy spektakl, podczas którego możemy podziwiać kucharza-mistrza doskonalącego się w tym fachu przez wiele lat, przygotowującego dania tuż przed naszym nosem.
CV
Marcin Warszewski, rocznik 1990, pochodzi z Trzebini, absolwent II LO w Chrzanowie, skończył transport na Wydziale Inżynierii Lądowej na Politechnice Krakowskiej. Uczestnik rocznego stypendium Vulcanus w Japonii. Interesuje się koszykówką, programowaniem, grami komputerowymi, ekonomią, a nade wszystko kulturą Japonii. Obecnie mieszka i pracuje w Krakowie. Mąż i tata półtorarocznego synka.
Archiwum Przełomu nr 42/2020

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
“Przełom” to moje ukochane dziecko
odloty molendowej..... nie dość, że komentujesz sama swoje artykuły to jeszcze przeprowadzasz wywiady sama ze sobą, przecież remsak nie jest w stanie zadać samodzielnie żadnego pytania. 🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣
bążur
10:35, 2026-05-21
Nocne oczekiwanie na diagnostykę
umieralnią w chrzanowie siedlisku komuchów i POwskich *%#)!& kieruje funkcjonariusz Baranowski oraz Gęba sędzia piłkarski. obaj reprezentują nurt głębokiego zidiocenia PO
bążur
10:31, 2026-05-21
Mieszkańcy dostali ostrzeżenie. Chodzi o próby włamań d
Ciekawe jakby się tak ktoś włamał i zastał osobę w środku. Przecież można zawału dostać na widok włamywacza. Co z tego, że ktoś zachowa ostrożność będąc w zamkniętym mieszkaniu jak nic nie zrobi gdy się ktoś włamie. Może wyjściem byłaby kamerka nad drzwiami. Mogłaby odstraszyć delikwenta, a poza tym w razie czego nagrać. Chyba innej opcji by się zabezpieczyć nie ma.
Janka
10:22, 2026-05-21
Komu burmistrz Alwerni umorzyła podatek za ubiegły rok
rolnikom to nigdy nie dogodzi a to za cieplo i susza a to za zimno i omrozi a to za mokro i zgnije i tylko doplaty odszkodowania i umazania podatku
@hotin
09:59, 2026-05-21
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz