Na trasie jestem zdana tylko na siebie. Od mojej reakcji i decyzji zależy, jak ukończę bieg. To mi się podoba - mówi Anna Chrząścik, ultramaratonka z Krzeszowic, w rozmowie z Agnieszką Filipowicz.
Agnieszka Filipowicz: W zeszłym roku pokonała pani 240 kilometrów w górskim ultramaratonie. Ile lat trzeba biegać i jak ciężko trenować, by pokonać tak olbrzymi dystans?
Anna Chrząścik: Zaczęłam biegać 6 lat temu. Miałam wtedy 36 lat. Wcześniej chodziłam po Tatrach i zaliczałam różne trasy na czas. O rozpoczęciu biegania zdecydował przypadek. Pewnego dnia pojechaliśmy z mężem do Karpacza, do spa. Akurat wtedy rozpoczynała się pierwsza edycja festiwalu biegowego w Karpaczu - 3 x Śnieżka = 1 x Mont Blanc. Patrzyłam na uczestników festiwalu, jak wbiegają na Śnieżkę i pomyślałam - to jest to! Postanowiłam, że w kolejnym roku pobiegnę dwa razy na Śnieżkę.
Słowem - zawzięła się pani...
- Tak. Rok później rozpoczęłam od przygotowań do półmaratonu. To trwało 2 miesiące. Pamiętam, jakim ogromnym wysiłkiem było dla mnie przebiegnięcie 21 km treningowo. Myślałam, że nie dam rady. Ten dystans wydawał mi się nie do pokonania, choć kondycyjnie byłam w dobrej formie, bo przecież dużo chodziłam po górach i sporo ćwiczyłam - od lat prowadzę zajęcia fitness. Kiepsko było u mnie natomiast z wydolnością oddechową. Ale gdy wystartowałam w półmaratonie w Warszawie, osiągnęłam dobry wynik. Przebiegłam 21 km w godzinę i 50 minut. Potem wzięłam jeszcze udział w triathlonie, a w kolejnym roku, zgodnie z postanowieniem - pobiegłam dwa razy na Śnieżkę. To było w sumie 36 km, 2000 m przewyższenia - trudny bieg. Zdobyłam II miejsce. Wtedy doszłam do wniosku, że jestem stworzona do biegów górskich.
Co było dalej?
- Po paru miesiącach przebiegłam maraton w 3 godziny i 50 minut, a dwa tygodnie potem - ultramaraton bieszczadzki. To był mój drugi, górski bieg. Zrobiłam 52 km w 6 godzin.
Czyli złapała pani bakcyla.
- Tak. Wkrótce zrezygnowałam z biegania po asfalcie. Zdecydowałam się wyłącznie na biegi górskie. Półmaratony po asfalcie biegam tylko treningowo.
Wielu biegaczy górskich, gdy zasmakowało w bieganiu po górach, porzuciło na dobre asfalt. W czym tkwi fenomen tego sportu w górach?
- W górach nie biegnie się tylko po wynik. Tam mierzymy się ze swoimi słabościami, demonami. Chodzi o to, by przetrwać i nie zejść z trasy. To najczęściej nie są też biegi masowe.
W zeszłym roku przebiegła pani swój najdłuższy dystans...
Raz w roku wybieram bieg, który jest dla mnie najważniejszy i jemu podporządkowuję wszystkie inne zawody. W zeszłym roku zdecydowałam się na Bieg 7 Szczytów w Lądku-Zdroju na 240 km.
To musiał być nadludzki wysiłek. Ile zajęło pani pokonanie takiej trasy?
- 47 godzin i 31 minut.
Czyli praktycznie dwie doby biegania... Bez snu? To jest możliwe?
- Spałam 15 minut, ale były osoby, które spały po pół godziny czy godzinę. Trzeba pamiętać, że podczas snu biegacza czas nie jest zatrzymywany.
A jaki był limit czasowy na ukończenie biegu?
- 52 godziny.
Jak pani walczy z bólem podczas biegu?
- Tłumaczę sobie, że mnie nie boli. Na biegu w Lądku okazało się, że buty miałam trochę za wąskie. Pod koniec trasy wydawało mi się, że złamałam najmniejszy palec u stopy, bo coś chrupnęło w bucie. Wytłumaczyłam sobie, że to nie mój palec, nie moja stopa. Wyparłam ból i dobiegłam do mety.
Palec był złamany?
- Nie, ale mocno zmasakrowany. Skóra zeszła z niego do mięsa. Dwa tygodnie leczyłam potem stopy - okłady, kompresy. I musiałam chodzić w klapkach.
Pewnie w ultramaratonach takie obtarcia to normalna rzecz?
- Owszem. Na maratonie w Treviso sportowy stanik obtarł mi piersi do krwi. Ściągnęłam go razem z fragmentami skóry. Z kolei w biegu na 130 kilometrów w Szczyrku obtarły mnie majtki. Na 104. km, w punkcie, gdzie czekał na mnie mąż i brat, zażądałam nożyczek. Byli zdziwieni, po co mi one. A ja musiałam uciąć majtki, bo tak mnie obtarły. Teraz mam już przetestowaną bieliznę, która sprawdziła się w biegu na 240 km.
A jak wygląda przyjmowanie pokarmów na długich dystansach?
- Wybierając się na bieg górski, trzeba zaopatrzyć się w przekąski czy suplementy. I oczywiście napoje. Są też punkty odżywcze na trasie. Ja jednak mam problem z jedzeniem podczas biegania. Piję elektrolity. A na punktach odżywczych jem głównie owoce i piję colę. Ona daje mi duży zastrzyk energii.
A sprawa prozaiczna, czyli załatwianie potrzeb fizjologicznych podczas ultramaratonu?
W krzakach. Za granicą, przy punktach, często znajdują się toj-toje. I punkty odżywcze też są lepiej wyposażone niż w Polsce. Miałam porównanie, uczestnicząc w ultramaratonie na Maderze, maratonie w Treviso czy w biegu na Mont Blanc.
Ile kryzysów zaliczyła pani na 240-kilometrowej trasie?
- Ani jednego. Bardzo się obawiałam tego biegu, a w jego trakcie miałam świetne samopoczucie. Na ostatnich
16 km trasy sprintowałam. Zawsze na koniec biegu zostaje mi trochę mocy.
Pewnie przez część trasy jednak też się idzie, a nie tylko biegnie...
Pod strome wzniesienia - owszem.
Podczas biegów w górach zdarzały się niebezpieczne sytuacje, na przykład spotkania z dziką zwierzyną?
- Raz zdarzyło mi się spotkać oko w oko z wilkiem. To było podczas biegu z Krynicy do Komańczy. Biegłam przez las, gdy z zarośli wyłonił się wielki wilk. Byłam sama. On się zatrzymał, ja też. Nie wiedziałam, co zrobić. Jednocześnie denerwowałam się, że czas ucieka, a ja stoję i gapimy się tak na siebie. Powiedziałam "a sio". I sobie poszedł. Najadłam się też trochę strachu podczas biegu na 50 km. Spotkałam się z dwoma dzikami. To było w rejonie Kasiny Wielkiej. Wrócić nie mogłam, bo miałam dobry czas. Więc przyspieszyłam. I zajęłam pierwsze miejsce wśród kobiet.
W biegach górskich co ma większe znaczenie - solidny trening, czy silna motywacja?
- W moim przypadku 80 procent powodzenia na trasie zależy od głowy. Motywacja i wytrzymałość decyduje o wszystkim.
Zdarzają się kryzysy?
- Dwa miesiące po biegu na 240 km wzięłam udział w ultramaratonie bieszczadzkim na 90 km. Teraz wiem, że mój organizm nie zdążył się jeszcze zregenerować po biegu w Lądku-Zdroju. Biegając w Bieszczadach, byłam zła na trasie - że nic nie widać, że jest mgła, że jeszcze tak daleko do mety...
Zadawała sobie pani wtedy pytanie - po co ja to robię?
- Oczywiście. Nawet myślałam o zejściu z trasy. Psychicznie ten bieg mnie jednak przeorał, choć poszło mi dobrze, bo zajęłam III miejsce.
Haruki Murakami w autobiograficznej książce "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" opowiedział o swym kryzysie po przebiegnięciu 100 km. Ten stan nazwał bluesem biegacza. Trochę trwało, zanim wydobył się z psychicznego, biegowego dołka. Taki stan dopadł panią po biegu w Bieszczadach?
- Tak. Miałam przerwę w bieganiu. Nie mogłam się zmotywować do treningu. Pakowałam się na bieg, wychodziłam i wracałam. Jestem osobą zdyscyplinowaną, zawsze działam według planu. Plany treningowe mam rozpisane co najmniej na kilka miesięcy do przodu. To było więc dla mnie dramatyczne doświadczenie.
Udało się pokonać bluesa biegacza?
- Tak, po dwóch miesiącach wróciłam do biegania. Zimą biegam po okolicy - w Miękini, Nowej Górze, Czernej, Paczółtowicach. W weekendy trenuję w Lasku Wolskim. Natomiast wiosną wracam do weekendowych treningów w górach.
Jakie wyzwanie podejmie pani w tym roku?
- Ekstremalny bieg Beskidy Ultra - Trail, na dystansie BUT Challenge, czyli ok. 340 km. Udało mi się znaleźć w gronie 25 zawodników zakwalifikowanych do tego biegu. Limit czasowy dla tej trasy wynosi 85 godzin. To mało, zwłaszcza, że obowiązuje 2-godzinny odpoczynek. A trzeba zdobyć 26 szczytów. Trudność polega na tym, że jest to jednocześnie bieg na orientację. Nie ma wyznaczonej dokładnie trasy, więc ważna jest strategia, by w jak najkrótszym czasie dostać się na szczyt i z niego zbiec. Zaczynając przygotowania do tego ultramaratonu, trenuję według planów opracowanych specjalnie dla mnie przez trenera Ilyę Markova.
Podobno bieganie w ultramaratonach uzależnia. Co panią najbardziej kusi w ekstremalnych biegach po górach?
- To, że w górskim biegu jestem zdana tylko na siebie. To mi się podoba. Że tylko od mojej reakcji i decyzji na trasie zależy, czy i jak ukończę bieg. Lubię to uczucie.
Gdy biegnie się już nie 20, 40 czy nawet 100, lecz setki kilometrów, co dzieje się z organizmem?
- W biegu na 240 km miałam omamy słuchowe i wzrokowe. Wielu ultramaratończyków tego doświadcza. To było w drugiej dobie biegania. Widziałam traktor na zboczu, którego nie było. Słyszałam dzieci, które biegną na trasie, a ich nie było.
Ciekawe, co zobaczy pani na 340-kilometrowej trasie. Może na jakimś szczycie górskim czekał będzie na panią Elvis Presley?
- W trzeciej dobie biegania może być różnie. Też jestem ciekawa, co zobaczę i usłyszę.
Przełom 2/2020

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
“Przełom” to moje ukochane dziecko
odloty molendowej..... nie dość, że komentujesz sama swoje artykuły to jeszcze przeprowadzasz wywiady sama ze sobą, przecież remsak nie jest w stanie zadać samodzielnie żadnego pytania. 🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣
bążur
10:35, 2026-05-21
Nocne oczekiwanie na diagnostykę
umieralnią w chrzanowie siedlisku komuchów i POwskich *%#)!& kieruje funkcjonariusz Baranowski oraz Gęba sędzia piłkarski. obaj reprezentują nurt głębokiego zidiocenia PO
bążur
10:31, 2026-05-21
Mieszkańcy dostali ostrzeżenie. Chodzi o próby włamań d
Ciekawe jakby się tak ktoś włamał i zastał osobę w środku. Przecież można zawału dostać na widok włamywacza. Co z tego, że ktoś zachowa ostrożność będąc w zamkniętym mieszkaniu jak nic nie zrobi gdy się ktoś włamie. Może wyjściem byłaby kamerka nad drzwiami. Mogłaby odstraszyć delikwenta, a poza tym w razie czego nagrać. Chyba innej opcji by się zabezpieczyć nie ma.
Janka
10:22, 2026-05-21
Komu burmistrz Alwerni umorzyła podatek za ubiegły rok
rolnikom to nigdy nie dogodzi a to za cieplo i susza a to za zimno i omrozi a to za mokro i zgnije i tylko doplaty odszkodowania i umazania podatku
@hotin
09:59, 2026-05-21
0 0
Do tej pory myślałem że nogi..
0 0
Nogi liczą się w szachach...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz