Sznycel nie jest nasz - przelom.pl

Do poczytania

Zamknij

Sznycel nie jest nasz

Łukasz Dulowski 09:35, 30.05.2018
Skomentuj Sznycel nie jest nasz Robert Makłowicz – krytyk kulinarny, podróżnik, dziennikarz, autor książek (ostatnie wydawnictwa to „C.K. Kuchnia” i „Dalmacja. Książka kucharska”) - gościł w Alwerni

Robert Makłowicz to urodzony gawędziarz, który potrafi skutecznie przekonać, że schabowy, rosół z makaronem czy gołąbki to nie jest wyłącznie polska kuchnia. Potrawy uznawane za rodzime są nieraz podawane w różnych częściach świata, a my często nie mamy nic wspólnego z ich powstaniem.

Robert Makłowicz odwiedził Alwernię. Tego rodzaju spotkania autorskie, gdy w grę wchodzi kilkudziesięcioosobowa publiczność, są organizowane w remizie albo w największym pomieszczeniu w magistracie. Na razie nie ma w miasteczku lepszego miejsca.
Pan Robert, uśmiechnięty od ucha do ucha, wkroczył na salę w urzędzie miejskim. Od razu zastrzegł jedną rzecz.
- Kucharz to ktoś taki, kto żywi ludzi zbiorowo. Nie jestem kucharzem, tylko wyłącznie popularyzatorem kuchni. A to, że przy okazji trochę gotuję, niech będzie dowodem na to, że każdy może coś przyrządzić. Zachęcam do tego również innych - zagaił.
Ze sto osób przyszło posłuchać Roberta Makłowicza. A opowiadał ciekawie i momentami bardzo zaskakująco.

Kuchnia to kultura
- W tym, co robię, nie samo gotowanie jest najważniejsze. Na kuchnię trzeba spojrzeć jak na konglomerat kultur, o czym trochę zapomnieliśmy. Zresztą, nie do końca z naszej winy. Przez pół wieku Polacy żyli w PRL-u. W czasach, gdy jedzenie było sprowadzone do zaspokajania głodu. Tymczasem na tradycję kulinarną danego regionu pracuje co najmniej parę pokoleń, wyrosłych w małych ojczyznach.
Wiadomo, co wydarzyło się po drugiej wojnie światowej. Utraciliśmy połowę wcześniejszego terytorium. Zyskaliśmy na zachodzie ziemie, z których część nigdy do nas nie należała. W efekcie trudno dzisiaj mówić w Polsce o typowo naszej, regionalnej kuchni.

Skróty myślowe
Niemniej jednak często powtarzamy hasła: kuchnia polska, francuska, niemiecka. To tylko skróty myślowe. Bo czymże miałaby być, na przykład, kuchnia francuska? Weźmy historyczną Prowansję nad Morzem Śródziemnym albo Langwedocję, gdzie podstawowym tłuszczem jest oliwa, gdzie dojrzewają pomarańcze i cytryny, gdzie są świeże zioła, gdzie używa się głównie ryb i jarzyn. Mięso jada się tam incydentalnie. A teraz północna Francja, na przykład miasto Lille, w dawnej Flandrii. Tamtejsza kuchnia to już nie wino, ale piwo. Nie jagnięcina, lecz kiszka. Nie karczochy, tylko kiszona kapusta. Ten sam kraj, a kompletnie inne jedzenie. Nie sposób więc mówić o jednej kuchni francuskiej.

Jedzenie a religia
Ktoś zauważy, że we Francji występują duże różnice klimatyczne, stąd też różnice w jedzeniu. Spójrzmy zatem na Niemcy. Proszę spytać Niemca, co to kuchnia niemiecka? Odpowie, że nie ma czegoś takiego. W dawnych Prusach - ziemniaki, kiszona kapusta, kiełbasa. Z kolei w Badenii, w południowo-zachodniej części tego kraju - nie piwo, lecz wino. Potrawy bardziej wyrafinowane.
Kuchnię kształtuje również tradycja religijna. I to doskonale widać w Niemczech, podzielonych na protestantów i katolików. U protestantów nadmiar jedzenia to grzech. Nie wolno wydawać za dużo pieniędzy na dobra doczesne. Należy oszczędzać. U katolików mamy zaś zasadę "zastaw się, a postaw się", co widać chociażby po pierwszych komuniach.
Zauważyłem, że generalnie, w krajach protestanckich jest schludniej, urzędy lepiej działają, mniej korupcji. W państwach katolickich bywa odwrotnie, ale za to życie jest weselsze i można dobrze zjeść.
Idąc tym tropem - w katolickiej Belgii menu jest najbardziej podniecające w skali całej Europy. W Holandii, w której Flamandowie zbuntowali się kiedyś przeciwko zwierzchności hiszpańskich, katolickich Habsburgów, dzisiaj właściwie nie ma co zjeść.

Sznycel z Bizancjum
Zastanówmy się, co to jest kuchnia polska? Pewnie wymienimy: rosół, barszcz, żurek, pierogi, bigos, flaczki, schabowy. Na przykład rosół podaje się z makaronem w różnych krajach. Jadłem go setki razy w Czechach, na Słowacji, w Słowenii, Chorwacji. Jedynie inaczej się nazywa. Nie ma powodów, żebyśmy tę potrawę tylko sobie przypisywali. Dalej. Kotlet schabowy. To po prostu sznycel. Danie sporządzone w Bizancjum, które akurat z Mediolanu przywiózł do Wiednia feldmarszałek Radetzky. Gdy pojedziecie do Austrii, na Węgry, do Czech, Słowenii albo Chorwacji, to wszędzie tam dostaniecie sznycla, czyli naszego schabowego. W wersji wieprzowej. Jeśli sięgnięcie do starych, XIX-wiecznych ksiąg kucharskich, to nie znajdziecie "kotleta schabowego". Jest sznycel. Nazwa "kotlet schabowy" pojawiła się w PRL-u. Nie mam nic przeciwko schabowemu, ale protestuję przeciwko temu, aby nasz naród, o dumnej historii, wciągał na swój sztandar potrawę, której nie wymyślił. Nie mamy nic wspólnego z kotletem schabowym.

Gołąbki z Turcji
Jeśli mówimy o pierogach ruskich, to przypomina mi się dowcip z Kabaretu Olgi Lipińskiej: "Kto zamawiał ruskie? Nikt. Same przyszły". Pierogi ruskie to nie znaczy, że rosyjskie, lecz ukraińskie. Kiedyś nie było Ukrainy, tylko Ruś Kijowska. Trochę zapomnieliśmy pochodzenia słowa "ruskie". Poza tym - pierogi zna cały świat.
I jeszcze krótko o gołąbkach, uważanych przez wielu naszych rodaków za element polskiej kuchni. Tymczasem gołąbki wymyślili Turcy. Wszędzie tam, gdzie byli, uczyli ludzi zawijania farszu w coś, co było pod ręką, na przykład w kapustę. Gołąbki robi się w wielu krajach.

Ziemniaki po cabańsku są nasze

Żeby myśleć poważnie o kuchni narodowej, to należałoby przyjąć, że jest ona zbiorem regionalizmów. Te z kolei kształtowały się w różnych okresach: pod zaborami, ale też w czasach I Rzeczpospolitej, obejmującej dzisiejszą Łotwę, Litwę, Białoruś czy Ukrainę.
- A co z ziemniakami po cabańsku, pieczonymi w żeliwnych garnkach na ognisku? - zapytaliśmy na koniec Roberta Makłowicza.
- Jak to co? One są po prostu wasze. Należą do małej ojczyzny, za którą najbardziej tęsknimy. W którejkolwiek części świata byśmy nie byli
- odpowiedział.


***
Spotkanie z Robertem Makłowiczem zostało zorganizowane przez Miejsko-Gminną Bibliotekę Publiczną w Alwerni oraz Stowarzyszenie Seniorzy Alwerni, w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

(Łukasz Dulowski)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%