- Chcę zobaczyć i pokazać miejsca, gdzie kiedyś tętniło życie. Wchodząc do zwykłego domu, zamienionego w ruinę i widząc przedmioty po tych ludziach, zastanawiam się: kim oni byli, jak żyli, jaką mieli tapetę, która już dawno odeszła od ściany... - mówi Agnieszka Spuła z Trzebini. Jej hobby to odwiedzanie i fotografowanie opuszczonych budowli, zwane z angielskiego Urban Exploration.
Marek Oratowski: Słyszałem, że interesuje się pani architekturą.
Agnieszka Spuła: Mój tata pracuje w nadzorze budowlanym W Chrzanowie. Gdy byłam dzieckiem, miał swój domowy kącik, gdzie stała deska kreślarska. W jego projektach lubiłam trochę pogrzebać po przyjściu ze szkoły. Nie zostałam architektem, ale ukończyłam szkołę hotelarską. Nie pracuję jednak w tej branży.
W jakich okolicznościach zaciekawił panią pierwszy, opuszczony budynek?
- Przez przypadek. Jechałam z Olkusza. Wiedząc, że w Myślachowicach jest dawny szpital chorób zakaźnych, postanowiłam go zobaczyć. To działo się jesienią. Zawsze mam ze sobą aparat fotograficzny. Niewiele myśląc, sięgnęłam po niego. W ten sposób powstała moja pierwsza, eksploracyjna galeria, wrzucona na prywatny profil na Facebooku. Ten obiekt to ruina, do której każdy może wejść. Szpitalik dziwnie mnie przyciąga. Czasem, gdy jestem w pobliżu, po prostu podjadę i chwilę w nim pobędę. Już wcześniej oglądałam strony internetowe o tematyce eksploracyjnej. Ta wizyta była dla mnie takim zapalnikiem, bo od niej wszystko się zaczęło.
Później moimi zdjęciami zainteresował się magazyn z USA, zajmujący się podobną tematyką. Udostępnił je. Dzięki temu w krótkim czasie miałam już ponad dziewięć tysięcy lajków i kilkanaście tysięcy komentarzy. Amerykanie napisali, że gdybym posiadała więcej zdjęć, to mogę im przesłać. Dlatego postanowiłam odwiedzać kolejne miejsca. Zwykłe hobby szybko zamieniło się w miłość do eksploracji.
Co ciekawego zobaczyła pani w naszej okolicy?
- Na początku zwiedziłam inne opuszczone miejsca w Trzebini. Zakłady w Górce, hutę szkła i ołowiu oraz biurowce i hale przy zakładzie karnym. Niekiedy znajomi podsyłają mi informacje o kolejnych budynkach wartych zobaczenia. Tym tropem trafiłam choćby na położoną w lesie spółdzielnię inwalidów w Olkuszu. Do tej pory odwiedziłam ponad 40 opuszczonych obiektów - począwszy od małego domku czy chatki, poprzez pałace, szkoły, dworce kolejowe, a kończąc na olbrzymich cementowniach i kopalniach.
Największe wrażenie wywarł..?
- Pałac Potockich w Krzeszowicach. To pierwsze miejsce poza powiatem chrzanowskim, które eksplorowałam. Odwiedziłam go przy pięknej pogodzie, co ma duże znaczenie. Przy nijakiej aurze nie warto wchodzić do takiego dużego gmachu, bo się człowiek męczy. Dopiero potem dowiedziałam się, że obiekt jest niedostępny. Natomiast przyjeżdżają tam ludzie z całej Polski. Wchodzą i zostawiają otwarte wejście. No więc skorzystałam. W środku spędziłam kilka godzin. Mimo tego nie zwiedziłam wszystkiego.
Podobał mi się też opuszczony hotel w Krakowie. Trzeba było tam uważać na duże ilości rozbitego szkła. Z dachu rozciągał się za to piękny widok. Odwiedziłam też Fort Salis Soglio w Przemyślu. Do tamtejszych bunkrów zjeżdżają ludzie z całej Europy.
Ważniejsze jest wykonanie dobrych zdjęć czy przeżycia związane z obecnością w ciekawym otoczeniu?
- To zależy od miejsca. We wspomnianym pałacu Potockich liczyły się głównie przeżycia. To była wyższa półka. Zdjęcia stamtąd traktuję tylko jako świadectwo tego, że tam się znalazłam. W wielu miejscach byłam sama, do innych wolałam kogoś zabrać. Tak dla bezpieczeństwa. Gdyby coś mi się stało, druga osoba może od razu zareagować.
Rudery mają to do siebie, że mogą się zawalić. Gdzie pani uważała najbardziej, stawiając każdy krok?
- W KWK Mysłowice, gdzie trafiłam w lutym tego roku i spotkałam nawet ludzi z Mazur, mających podobne zainteresowania. Kopalniane hale są w takim stanie, że patrząc pod nogi, widzi się wszystko piętro niżej. Dlatego chodzenie tam stanowi duże ryzyko. Liczy się więc doświadczenie i spostrzegawczość. W przeciwnym razie można nadepnąć na gazetę leżącą na podłodze, pod którą jest dziura. Podczas takich wizyt używam wysokich butów z grubymi podeszwami oraz masek przeciwpyłowych, rękawiczek i chusty okalającej szyję. Gdy jest dużo kurzu i pyłu, przydają się też okulary.
Marzy się pani jakiś dalszy, może zagraniczny wypad?
- W te wakacje pojadę do Beelitz. To miasto w niemieckiej Brandenburgii. Słynie z opuszczonego szpitala, w którym leczył się Hitler. To ogromny obiekt, złożony z kilkudziesięciu niezależnych budynków, połączonych systemem podziemnych korytarzy.
W ubiegłym roku marzyła mi się podróż do Czarnobyla. To taka wisienka na torcie każdego eksploratora. Niestety, nie udało się. Także ze względu na wysokie koszty. Reaktor jest już przykryty kopułą, więc można co najwyżej zwiedzić samo miasteczko, w którym wciąż panuje wysoki poziom promieniowania. Potrzebny jest do tego jednak przewodnik.
W Polsce chciałabym zobaczyć kilka opuszczonych więzień, szpitali psychiatrycznych i poniemieckich fortów na Mazurach.
Zwykle na wakacje wybiera się jakieś piękne zabytki. Pani wybory są odwrotne - im bardziej opuszczony obiekt, tym lepiej. Dlaczego?
- Chcę zobaczyć i pokazać miejsca, gdzie kiedyś tętniło życie. Wchodząc do zwykłego domu, zamienionego w ruinę i widząc przedmioty po tych ludziach, zastanawiam się: kim oni byli, jak żyli, jaką mieli tapetę, która już dawno odeszła od ściany... Każde miejsce mniejsze czy większe ma swoją historię, którą warto pokazać.
Pewnie słyszała pani o nawiedzonym domu w chrzanowskim Kroczymiechu. Nie kusiło do niego zajrzeć?
- Byłam tam kilka miesięcy temu, dokładnie o północy i przy pełni księżyca. Nie robiłam zdjęć, bo znalazłam się tam przejazdem. Jeszcze wcześniej odwiedziłam go jako nastolatka. Słyszałam legendę, w którą ten dom obrósł. To znaczy, że mimo starań kolejnych właścicieli podejmujących remonty wypadały z niego okna. Faktem jest, że w oknach nie ma futryn, a pod nimi znajduje się szkło. Choć pewnie to bardziej robota wandali niż ducha, który ma podobno zamieszkiwać w piwnicach. Siedziałam dość długo w piwnicy. Nie ma tam nic oprócz wilgoci. Nie usłyszałam żadnego dźwięku. Na strychu - sądząc po pozostawionych śladach - śpią zapewne bezdomni.
Jest pani odważna.
- Do czasu, aż coś mnie faktycznie nie wystraszy. W mojej galerii znajduje się "nawiedzony" dom w okolicy Jaworzna. To piętrowy budynek. I będąc tam, na parterze, słyszałam huki i dziwne trzaski. Gdy poszłam chwilę potem na górę unosił się tam kurz, jakby faktycznie coś tam przed chwilą spadło. Wtedy poczułam dreszcze. Natomiast będąc na piętrze, słyszałam wyraźnie zamykane z hukiem drzwi wejściowe. Zostawiłam je otwarte.
Wierzy pani w duchy?
- Tak. Jestem otwarta na różne zjawiska i niczego nie neguję. W takich sytuacjach rodzi się pytanie: czy to duchy, czy może przeciąg? W tamtym domu przeciąg nie miał racji bytu, bo okna były pozamykane.
Jakie zasady towarzyszą takim eskapadom do opuszczonych obiektów?
- Po pierwsze, wchodzimy do takich, które są ogólnodostępne. Nie dotykamy ani nie zabieramy z nich niczego. Należy zostawić budynek w takim stanie, w jakim się go zastało. To podstawowa zasada każdego eksploratora.
Co jest najtrudniejsze przy fotografowaniu w środku takich budowli?
- Złapanie odpowiedniego światła. Bo gdy jest fajne pomieszczenie, trzeba pokazać, jak pada światło na poszczególne przedmioty. Gdy mamy południe i światło pada z góry, to w pomieszczeniu jest ciemno. Można go doświetlić, ale noszenie ze sobą dodatkowych lamp nie ma większego sensu, bo zabrałoby to za dużo czasu. W końcu to nie sesja fotograficzna modelki, dlatego w ruch idzie zwykle lampa błyskowa, a potem - by zniwelować jej efekt - zdjęcia można obrobić w programie graficznym. Światło gra też zasadniczą rolę tam, gdzie okna są zabite deskami. Specyficznym efektem są promienie słońca wpadające przez szczeliny, stwarzające aurę tajemniczości, którą staram się uchwycić. Mam trochę dystans do swoich fotografii. Choć to zawsze miło usłyszeć lub przeczytać od kogoś komplement. Na przykład w rodzaju: "Wow, zawsze chciałem być w Pałacu Potockich. Dzięki za pokazanie, jak tam jest w środku".
To może warto pokazać efekty pracy na jakiejś wystawie..?
- Planuję wystawę w okolicach wakacji w bibliotece w Trzebini, gdzie pracuję.
Oglądanie opuszczonych obiektów to pani jedyna pasja?
- Jestem jeszcze fotografem scenicznym. Dzięki akredytacjom wykonuję fotoreportaże z imprez. Takich jak dni miast i koncerty. Dlatego zawsze jestem w pierwszym rzędzie. Po drugie - kocham zwierzęta. W domu mam psa, dwa koty i dwie koszatniczki, czyli szczuropodobne gryzonie. A więc pełen łańcuch pokarmowy (śmiech).
Inne zdjęcia Agnieszki Spuły można zobaczyć na www.facebook.com/pg/Skye-Urban-Exploration

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Przecież burmistrz, to pachołek Tuska. Nie liczcie na to , że Wam pomoże. Trzeba zrobić referendum, tak jak w Krakowie i wybrać innego burmistrza. Wtedy może będzie lepiej.
Gieks
13:30, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
A co na to nasz Robert - może redakcja go dopytać, bo po budowie latał i wywiadów udzielał .......
:)
13:18, 2026-05-21
“Przełom” to moje ukochane dziecko
odloty molendowej..... nie dość, że komentujesz sama swoje artykuły to jeszcze przeprowadzasz wywiady sama ze sobą, przecież remsak nie jest w stanie zadać samodzielnie żadnego pytania. 🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣
bążur
10:35, 2026-05-21
Nocne oczekiwanie na diagnostykę
umieralnią w chrzanowie siedlisku komuchów i POwskich *%#)!& kieruje funkcjonariusz Baranowski oraz Gęba sędzia piłkarski. obaj reprezentują nurt głębokiego zidiocenia PO
bążur
10:31, 2026-05-21
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz