Dlaczego ja? Józefa Białas wciąż zadaje sobie to pytanie. Jako dziecko trafiła do niemieckiego obozu. Spędziła tam trzy lata. Poznała co to głód i ludzkie okrucieństwo. Była bita, przetrzymywana w piwnicy razem z ciałami zamordowanych ludzi. Tego nie da się zapomnieć.
Był rok 1942. Mała Józia wraz z mamą i starszym bratem mieszkali w gospodarstwie, niedaleko zakładów chemicznych w Alwerni. Sądzili, że są bezpieczni. Gestapowcy zapewniali, że nie będą ich deportować. W maju nieoczekiwanie wtargnęli do ich domu. Wszystko rozkradli. Rodzinę wsadzili na furmankę, potem do pociągu, i wywieźli do obozu Gorzyczki koło Raciborza. Niczego nie pozwolili zabrać ze sobą.
- Mama chwyciła tylko obrazek Matki Boskiej. Chciała jeszcze wziąć dla mnie poduszkę, bo mała byłam. Miałam zaledwie cztery i pół roku. Dostała za to po rękach. Jeszcze w obozie ją bolało - Józefa zaczyna opowiadać.
Słyszała krzyki, piski i płacz
Choć koszmar rozegrał się przeszło 70 lat temu, a ona była wtedy małą dziewczynką, wciąż wiele pamięta. Do dziś ma przed oczami obrazy z obozu w Gorzyczkach.
- To był Polenlager, magazyn siły roboczej dla Niemców. Mieścił się w zabudowaniach dawnej kopalni. Baraki były wielkie, murowane, otoczone kolczastym drutem. Pamiętam, gdy zostaliśmy przywiezieni. Wokół pełno ludzi. Rozdzielili nas z mamą. Zabrali ubrania. Mnie i brata posadzili nago na pryczy i tak kilka godzin czekaliśmy. Wciąż dochodziły do nas krzyki, piski. Ludzie, gdy zorientowali się, co się dzieje, strasznie płakali. Dopiero wieczorem zobaczyliśmy mamę - Józefie co chwilę załamuje się głos.
W obozie w Gorzyczkach było bardzo dużo dzieci. W dzień zajmowały się nimi Niemki. Kazały mówić do siebie: siostro. Dzień zaczynał się od zbiórki, potem śniadanie. Starsze dzieci sprzątały w obozie, pieliły trawę. Tylko te najmłodsze nie musiały pracować.
- Mama była w zaawansowanej ciąży. Gdy urodziła, odebrano jej dziecko. Skierowano ją do pracy. Całymi dniami jej nie widziałam - mówi Józefa.
Kiedy weszłam w las mieszany
pomyślałam, jaki Jezus jest kochany,
w obozie pokazywał mi księżyc,
ja patrzyłam i marzyłam.
Marzenia się spełniają,
mała myszka przeleciała, znaki dawała,
ja często traciłam nadzieję,
przeżyłam, dożyłam starości
i z Hitlera się śmieję.
Józefa Białas
Była bardzo związana z bratem. On jej pilnował, on ją chronił. Ale gdy skończył 14 lat, Niemcy wywieźli go za Berlin, do ciężkich robót.
- Zawsze bardzo martwiłam się o brata. Był starszy, więc musiał sprzątać w obozie. Gdy tylko słyszałam strzał z karabinu albo czyjś krzyk, bałam się, że to jemu stała się krzywda. Wtedy wychodziłam z grupy, szukałam go wzrokiem. Esesmanki bardzo się na mnie denerwowały. Mówiły, że jestem nieposłuszna. Miały przy sobie bicz z rzemykami na końcu. Nieraz nim dostałam - przyznaje kobieta. Pamięta, że nie lubiły, jak dzieci patrzyły im w oczy. A ona nie potrafiła patrzeć w bok.
Najadły się łupin i umierały
W obozie dzieci dostawały posiłki, ale skromne. Kromka chleba czy zupa na bazie buraków i kaszy nie zaspokajały głodu. Józia nieraz zemdlała, bo taka była słaba.
- Strażniczki czasami pozwalały dzieciom pobiegać po obozie. Koło kuchni znajdowało się składowisko odpadów. Zawsze wszyscy tam biegliśmy, bo w śmieciach poniewierały się łupiny z ziemniaków, buraków. Mama mi powtarzała, bym tego nie jadła, bo może mi zaszkodzić. Słuchałam. Ale inne dzieci, gdy tylko coś znalazły, jadły, bo takie były głodne. Potem bardzo bolał je brzuch. Niektóre umierały. Jak moja koleżanka Ola. Jednego dnia padła na ziemię w baraku. Esesmanka kazała dzieciom wynieść ją do piwnicy. Tam wsadzali ciała zmarłych. Przenieśliśmy ją. Niemka tłumaczyła, że Ola odpocznie i się obudzi, ale myśmy wiedzieli, że tak się nie stanie, bo nie żyje - przez lata spędzone w obozie Józia oswoiła się ze śmiercią. Zwłoki nie robiły większego wrażenia na dzieciach.
- Gdy były naloty, esesmanki upychały nas w tych piwnicach, koło martwych ludzi. Przyzwyczaiłyśmy się do widoku ciał - podkreśla.
Gdy brudna wychodziła z piwnicy, czekała ją kąpiel. Niemcy kazali wtedy zrzucać pasiaki i wkładali dzieci do dużych, murowanych wanien.
- Robili sobie z nas tanią rozrywkę. Czasami przychodzili esesmani z psami, które strasznie na nas szczekały. Myśmy się bardzo bali, a oni się śmiali. Byli też tacy, co nas wyzywali od polskich świń, robactwa - wspomina.
W nagrodę kromka chleba z robakami
Mama bardzo dbała o czystość małej Józi. Wiedziała, że jak będzie brudna, zachoruje, a wtedy może nie przeżyć pobytu w obozie. Poza tym za brud Niemcy zabierali na kilka dni jedzenie i picie.
- Mama wyjeżdżała do pracy bardzo wcześnie rano i wracała późnym wieczorem. Zawsze na nią czekałam. Gdy wracała, każdego dnia brała mnie do łaźni i szorowała. Pamiętam, jak płakałam, bo proszek, którym myła mi włosy, szczypał w głowę. Ale dzięki temu żadna wesz się nie uchowała. Niemcy nigdy nie obcięli nam włosów. Łysi byli dużo gorzej traktowani - opowiada.
Podkreśla, że przetrwała obóz dzięki mamie, która dbała nie tylko o jej higienę. Robiła co mogła, by Józia dostała więcej jedzenia. Ciągle jej powtarzała, że ma być grzeczna, posłuszna, kłaniać się Niemcom, a zarazem twarda, bo tylko tacy przetrwają.
- Ona rozmawiała ze mną jak z dorosłym, a byłam przecież małym dzieckiem. Załatwiła mi też pracę w kuchni. Przekonała esesmanów, że jedna z kucharek to moja ciocia, więc mogłam do niej przychodzić. Czułam się potrzebna, brałam szmatę, czyściłam rury, zbierałem wodę z podłogi. Raz w nagrodę za pracę Niemka dała mi dodatkową kromkę chleba z marmoladą. Wzięłam ją i chciałam szybko zjeść, by inne dzieci mi jej nie zabrały. Ale patrzę, a w tej marmoladzie ruszają się białe robaki. Poszłam do swojej cioci i pokazuję. Ona ściągnęła marmoladę, powiedziała, że mam być cicho, bo już więcej nie pozwolą mi tu przyjść i oddała mi chleb. Zjadłam, bo głodna byłam - przyznaje.
Jej mama przez wiele miesięcy pracowała u bauera. Był z niej bardzo zadowolony, bo była czysta, pracowita, silna. Józefa pamięta, że pewnego dnia sam przyjechał do obozu i zapytał, czy w nagrodę może przekazywać jej do obozu jedzenie. Dostał zgodę.
- Przynosiła słoiki ze smalcem z dużymi skwarkami i ciemny, wojskowy chlebek. To nam pomogło przetrwać - mówi Józefa.
O samych ziemniakach by nie przeżyły
Wspomina, że jej mama, która często przebywała poza murami obozu, jako jedna z pierwszych wiedziała, że wojna powoli dobiega końca. Mówiła Józi, że Rosjanie idą z odsieczą, że wkrótce będą wolne.
- Czekałyśmy na ten dzień bardzo długo. W obozie spędziłyśmy trzy lata. Gdy Niemcy zaczęli się pakować i opuszczać Gorzyczki, pewnego dnia mama przyniosła na pryczę moją młodszą siostrę. Wtedy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Dziwnie się wtedy poczułam - przyznaje.
Józefa pamięta, że Niemcy, wyjeżdżając, mówili jeszcze, że wrócą. A więźniowie mają na nich czekać. Po kilku dniach zaczęło brakować jedzenia i wody. Ludzie wyważyli bramę i wyszli.
- Byłyśmy wiele kilometrów od domu. Tułałyśmy się z mamą i siostrą u różnych ludzi. Słabe i głodne. Trafiłyśmy do Ślązaka, który udostępnił nam i jeszcze jednej rodzinie niedużą piwnicę. Pozwolił też jeść ziemniaki. Ale o samych kartoflach byśmy nie przeżyły. W tym domu byli też wojskowi, niemieccy wojskowi, którzy dostawali jedzenie w menażkach. Z pustych już naczyń mama wybierała, co zostało, i przynosiła nam. Po paru dniach przyszedł do nas esesman. Bałyśmy się, że mamę pobije albo zastrzeli, że czyści im menażki. Ale on podziękował i powiedział, że za pracę w kuchni będzie nam przekazywał jedzenie. Dzięki temu nie umarłyśmy z głodu i doczekałyśmy końca wojny - Józefa przeciera łzy.
Dzieciństwa nikt już nie zwróci
Gdy wróciła z rodziną do domu, w starym gospodarstwie nie było nic. Niemcy wszystko zabrali. Pomogli sąsiedzi. Ktoś przyniósł kozę, ktoś inny pomógł w polu.
- Gdy wychodziłam z obozu, byłam dzika. Znałam tylko murowane baraki, żużel i psy. Nie widziałam trawy, kwiatów, innych zwierząt. Pamiętam, że wiele godzin wpatrywałam się w krowę, jak przeżuwa trawę. Byłam zachwycona lasem, kwiatami. Uwielbiałam przyrodę - podkreśla.
Jeszcze długo po wojnie czuła się gorsza od innych. Była najchudsza i najbledsza w klasie, zawsze gorzej ubrana niż inne dzieci. Posiłki jadła w szkole albo u księdza. Dobrze się uczyła. Marzyła żeby zostać przyrodnikiem, ale nie chciała zostawiać mamy samej, bo nauka wiązała się z wyjazdem. Została, by uczyć się zawodu. Jest sprzedawcą, kucharzem i krawcową. W każdym z fachów pracowała i zarabiała pieniądze. Wyszła za mąż, zamieszkała w Chrzanowie, doczekała się córki, wnuka.
- Można powiedzieć, że życie mi się ułożyło. Ale dzieciństwa nikt mi nie zwróci. Choć od tamtych wydarzeń upłynęło tyle lat, czasami wciąż zadaję sobie pytanie: dlaczego nas to spotkało? Do dziś panicznie boję się głodu. To okropne uczucie. To, co przeżyliśmy w obozie, trudno opisać słowami. Czasami w rozmowach z księdzem, z ludźmi mowa jest o piekle. Ja wiem, co to piekło, bo przeżyłam go tu, na ziemi - Józefa Białas nigdy nie zapomni wojny. Chce wierzyć, że tamte czasy już nie wrócą. Wspomnienia przelewa na papier, pisząc wiersze.

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Radni chcieli sesji nadzwyczajnej, ale jak widać, burmistrz Latko troszczy się szybciej i sprawniej o mieszkańców i już jest spotkanie, dziękujemy!
absurd
15:13, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Pan burmistrz dobrze wiedział o co ci chodzi. A teraz udaje ze nie wie i nie chce się wypowiadać na ten temat , popieram tych ludzi którzy rozwiązali umowy, i mam nadzieję ze inni tez tak zrobią, te mieszkania to zwykła siema
Chrzanow wita
14:46, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Przecież burmistrz, to pachołek Tuska. Nie liczcie na to , że Wam pomoże. Trzeba zrobić referendum, tak jak w Krakowie i wybrać innego burmistrza. Wtedy może będzie lepiej.
Gieks
13:30, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
A co na to nasz Robert - może redakcja go dopytać, bo po budowie latał i wywiadów udzielał .......
:)
13:18, 2026-05-21
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz