PIOTR KALINOWSKI, PAWEŁ KALINOWSKI. Kalinowscy jak prawdziwi milicjanci - przelom.pl

Do poczytania

Zamknij

PIOTR KALINOWSKI, PAWEŁ KALINOWSKI. Kalinowscy jak prawdziwi milicjanci

Łukasz Dulowski 09:59, 24.07.2017 Aktualizacja: 00:35, 16.10.2025
Skomentuj PIOTR KALINOWSKI, PAWEŁ KALINOWSKI. Kalinowscy jak prawdziwi milicjanci Piotr i Paweł Kalinowski przy swoim dużym fiacie, przerobionym na milicyjny radiowóz

Podobnego samochodu nie ma w całej okolicy. Ale też daleko szukać drugich takich braci, zakręconych na punkcie motoryzacji i wszelkiego rodzaju staroci. Niektórzy na widok Kalinowskich w milicyjnym radiowozie są w stanie tylko wykrztusić: "O, cholera!".

37-letni Piotr i 35-letni Paweł. Żonaci. Mają synów: 7-letniego Adama i 8-letniego Kubę. Kończyli tę samą szkołę średnią w Trzebini - ówczesny Zespół Szkół Mechaniczno-Elektrycznych przy działającej jeszcze kopalni Siersza. Pracują w Orlen Południe. Wspólnie prowadzą firmę. Zakładają klimatyzacje domowe. I pasjonują się motoryzacją.
- Właściwie wszystko robimy razem. Codziennie się widzimy. Nie możemy bez siebie żyć - uśmiecha się Piotr. On mieszka w Trzebini, brat w Chrzanowie.

Królestwo Wawrzyńca i pierwsza zdobycz
To dziadek Wawrzyniec Kadłuczka z Młoszowej zaraził chłopców motoryzacją. Miał m.in. komarka, wueskę, junaka, simsona.
- I tak sobie grzebał przy tych motorach. Wykonywał też swoje konstrukcje - mówi Piotr.

Był koniec lat 90. Bracia często wpadali do dziadkowego królestwa. No i do babci Zofii, która serwowała najlepsze na świecie pierogi z jagodami.

Tamtego dnia grali w piłkę nożną. Boisko znajdowało się przy ul. Drugiej w Młoszowej. Dzisiaj jest to ul. Szembeka. Piłka poleciała do ogródka jednej pani. Przez otwarte drzwi do komórki widać było komarka.

- Zagadaliśmy z tą panią, czy by nie sprzedała motoru. Zgodziła się za symboliczną złotówkę. Odnowiliśmy komarka. Był naszą pierwszą zdobyczą - wspomina Paweł.

Z motocykla wyskoczyła mysz

Bracia chodzili po sąsiadach. Szukali kolejnych rarytasów. Jako uczniowie mieli płatne praktyki w rafinerii. Wszystkie pieniądze przeznaczali na zakup następnych motocykli. Paweł wpadł na pomysł, żeby jeździć po jarmarkach. Może się tam trafić niejeden okaz.

- Krzeszowice. Poniedziałek, wcześnie rano. Pani miała WSK 175 Kobuz. Chciała 500 złotych, a myśmy mieli tylko 250 zł. No i w pewnym momencie z motocykla wyleciała mysz. Mówimy tej pani, że ta mysz na pewno poprzegryzała kable, a na nową instalację trzeba wydać 700 złotych. Pani się przestraszyła i puściła wueskę za 250 złotych - opowiada Piotr.

Byle dostać się do wueski
Młodzi kolekcjonerzy najcięższą robotę musieli wykonać w Kochanowie k. Zabierzowa. Wcześniej dostali cynk, że mieszkający tam milicjant miał kiedyś WSK 125. Na miejscu okazało się, że motocykl rzeczywiście jest, ale przysypany pięcioma tonami węgla.

- Ładnie ubrani, w tenisówkach i spodenkach, zaproponowaliśmy właścicielce posesji, że odrzucimy ten węgiel, a potem wrzucimy z powrotem. Byle tylko dostać się do motoru. Po wszystkim piliśmy kompot z wiśniami. Strasznie kwaśny, ale wtedy smakował jak żaden inny. Wueskę zapakowaliśmy do pożyczonego od wujka seata - mówi Piotr.

Był taki czas, że posiadali 72 motocykle. Jednego razu postanowili je wszystkie wyeksponować. Zapełniła się nimi prawie cała 12-arowa działka w Młoszowej. Taka kolekcja to spory kapitał. Gdy urządzali sobie dorosłe życie, spora jej część została sprzedana.

Zauważyli i zajechali drogę
Dzisiaj ich największą perełką jest duży fiat, przerobiony na milicyjny radiowóz. Zaczęło się jak w filmie. Ze dwa lata temu.
- W Pile Kościeleckiej zauważyliśmy pięknego, niebieskiego fiata. Jednego z tych pierwszych, jakie były produkowane na przełomie lat 60. i 70. Za kierownicą siedział starszy pan. Zajechaliśmy mu drogę. Powiedział: "Jak chcecie kupić ten samochód, to będzie to rozmowa o dużych pieniądzach" - relacjonuje Paweł.

Fiat pochodzi z 1972 r. - Dowiedzieliśmy się, że najpierw należał do dyrektora technicznego KWK Siersza. W 1974 roku odsprzedał go właśnie temu panu, któremu zajechaliśmy drogę, również pracującemu wtedy na kopalni. Dostaliśmy jeszcze mnóstwo różnych części. Cały bagażnik! - cieszy się Paweł. W tym braterskim duecie on jest mechanikiem - złotą rączką. Piotr, posiadający dar przekonywania, zajmuje się m.in. zbijaniem cen, czyli stroną handlową tej kosztownej pasji.

Bardzo pomogli policjanci
Był pomysł, żeby przemalować fiata na żółto i zrobić z niego taksówkę o numerze bocznym "1313". Taką, jak w serialu "Zmiennicy". Oryginalny kolor niebieski podsunął jednak myśl, że może lepszy będzie milicyjny radiowóz.

- Zamówiliśmy czcionkę - specjalną, jakiej używała wówczas milicja. Kogut z napisem "milicja" jest oryginalny. Białe pasy są malowane techniką z tamtych czasów. Szmatę owijano w rajtuzy i paćkano nią po karoserii, żeby pasy były szorstkie, a przez to bardziej widoczne - opowiada Paweł.

Bardzo pomogli policjanci z trzebińskiego komisariatu. Dawali namiary do emerytowanych milicjantów. Tym sposobem bracia Kalinowscy skompletowali umundurowanie wiosenno-letnie oraz zimowe.

- Jesteśmy od stóp do głów ubrani tak, jak prawdziwi milicjanci. Gdybyśmy się cofnęli 30 lat wstecz, to jedynie telefony komórkowe mogłyby nas zdradzić - stwierdza Piotr.

Pani młoda nieco zatrwożona
Bracia Kalinowscy są coraz bardziej rozchwytywani. Dostają mnóstwo zaproszeń od organizatorów pikników. Milicyjny fiat po prostu robi furorę.

- W tym wszystkim najpiękniejsze jest jednak to, że włączamy się w akcje charytatywne. Gdy nad Chechłem była zbiórka pieniędzy dla chorego Mikołaja, to do zdjęcia z nami stanęło 180 osób, a nasze puszki były najcięższe - podkreśla Piotr.

Fiat jeździ też na wesela. W tym przypadku jest to działalność biznesowa.
- Wieźliśmy do ślubu córkę współwłaściciela Wisły Kraków. Maybach za prawie półtora miliona złotych, mercedesy z najwyższej półki, porsche panamera, a my na przedzie tym swoim fiacikiem z 1972 roku, bez klimy. W środku para młoda. Gdy wracaliśmy z kościoła, zaczęło lać jak z cebra. Szyby zaparowane, wycieraczki chodziły tak wolno, że prawie wcale. Pannna młoda pyta nieco zatrwożona: "Dojedziemy?". Uspokajam ją: "Ten fiat ma duszę i na pewno nas nie zawiedzie" - opowiada Piotr. No i dojechali...

 

Przełom nr 24 (1299) 21 VI 2017

 

(Łukasz Dulowski)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%