Piotr Szuster. Środek burzy, a łowca patrzy w niebo - przelom.pl

Do poczytania

Zamknij

Piotr Szuster. Środek burzy, a łowca patrzy w niebo

Eliza Jarguz-Banasik 11:40, 28.10.2016
1 Piotr Szuster. Środek burzy, a łowca patrzy w niebo Łowca burz Piotr Szuster Fot. Eliza Jarguz-Banasik

Piotr Szuster z Chrzanowa wie przynajmniej godzinę wcześniej o nadciągającej nawałnicy. Wystarczy, że na chwilę podniesie głowę w stronę nieba. Nie, nie jest jasnowidzem. To jedyny w powiecie chrzanowskim łowca burz.

Eliza Jarguz-Banasik: Skąd się wzięła ta rzadka pasja?
Piotr Szuster: Dobre pytanie. Za każdym razem, gdy ktoś mi je zadaje, nie do końca wiem co odpowiedzieć. To było w liceum. Zacząłem filmować burze i robić zdjęcia tego wszystkiego, co dzieje się na niebie. Dużo na ten temat czytałem. W 2011 roku dołączyłem do Stowarzyszenia Polskich Łowców Burz. Byłem wtedy na pierwszym roku studiów informatycznych.

Gdy słyszę o łowcach burz, przypomina mi się amerykański film "Twister". Jego bohaterowie śledzą tornada. Tak to wygląda?
- Większość ludzi tak to sobie wyobraża. Ten film odbiega jednak od rzeczywistości. Zwłaszcza od naszych realiów. Wątpię, by jakikolwiek łowca burz w Polsce korzystał ze stacji meteo, zamontowanych na samochodach. Zbudowanie takiego pojazdu, jak w filmie, byłoby trudne. Na pewno nie można byłoby nim jeździć po naszych drogach. Nie uzyskałby świadectwa homologacji!

Jaki sprzęt ma polski łowca burz?
- Wystarczy aparat fotograficzny albo telefon komórkowy. Przydaje się też laptop. Najważniejsze są jednak oczy. Patrzę w niebo i widzę, co się na nim dzieje. Dzięki swojej wiedzy potrafię to zrozumieć. W internecie można znaleźć najwięcej informacji. Głównie po angielsku. W USA badanie tego typu zjawisk jest najbardziej rozwinięte.

Patrzy pan w to niebo i... co widzi?
- Jak rozwijają się chmury kłębiaste - cumulusy. Przypominają kalafiora. To, jak szybko się przemieszczają, jaki mają kształt, jakie kontury, pokazuje, co będzie się dalej działo. Zazwyczaj wiem godzinę wcześniej, czy będzie burza albo spadnie deszcz.

 


Burza nad Śląskiem nagrana przez Piotra Szustera 9 czerwca 2013 roku


Gdy zaczyna grzmieć, normalną reakcją ludzi jest schronienie się w domu. Pan wtedy z niego wychodzi.

- Jadę do jednego z punktów obserwacyjnych. Mam ich kilka w powiecie chrzanowskim. Przykładowo, wzniesienie na ul. Pańskiej w Balinie. Wokół nie ma wysokich budynków, wszystko jak na dłoni. Nie jest to super bezpieczne miejsce, bo znajduje się tu kilka masztów. Czasem widzę, jak ludzie patrzą zdziwieni na gościa, który w środku burzy gapi się w niebo i robi zdjęcia albo siedzi w samochodzie i obserwuje. Auto to bardzo bezpieczne miejsce w takich sytuacjach. Nawet podczas wyładowań. Metalowa obudowa tworzy tak zwaną klatkę Faraday`a. Dzięki temu prąd elektryczny przemieszcza się tylko po zewnętrznej stronie przewodnika, a pole elektryczne nie przenika do wnętrza pojazdu.
Stowarzyszenie Łowców Burz wie dużo wcześniej o niebezpiecznych zjawiskach. Gdzie można znaleźć takie ostrzeżenia?
- Komunikaty są umieszczane na stronie internetowej stowarzyszenia SKYWARN Polska. Każdy łowca wie jednak, co się dzieje w jego rejonie. Zawsze staram się ostrzec rodzinę czy znajomych. Dzwonię, wysyłam SMS-y. Zdarza się, że przewidywania nie sprawdzają się. Pogoda może się bardzo szybko zmienić. W Małopolsce to częste. U nas działają Tatry. Wystarczy, że przyjdzie halny i wszystko przegoni.

Wielu jest w Polsce łowców burz?
- Nasze stowarzyszenie liczy około 40 osób. Zjawiskami atmosferycznymi interesuje się też wielu gimnazjalistów i uczniów liceum. W powiecie chrzanowskim jestem na pewno jedynym łowcą. Są też koledzy w Mysłowicach i Tarnowskich Górach.

Kiedyś takie osoby traktowano z przymrużeniem oka. Dziś powoli zyskują szacunek. Dlaczego nie współpracujecie, na przykład, z zarządzaniem kryzysowym?
- Przepisy uniemożliwiają taką współpracę. Przynajmniej formalną. Nieoficjalnie moglibyśmy wymieniać się informacjami z Powiatowym Centrum Zarządzania Kryzysowego w Chrzanowie. Monopol na wydawanie ostrzeżeń meteorologicznych ma jednak Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Ich prognozy często się nie sprawdzają, bo system ostrzegania jest zły. Komunikaty wydawane są za wcześnie i dla zbyt dużego obszaru. Burza to zjawisko lokalne. Jeżeli ma wystąpić w Chrzanowie, to nie ma po co ostrzegać mieszkańców Brzeska, a tak jest dzisiaj. Z czasem tych niepotwierdzonych ostrzeżeń robi się tak dużo, że ludzie przestają je poważnie traktować. Generalnie IMGW jest źle nastawione do łowców burz. Stąd problem ze współpracą. Poza tym brakuje nam dostępu do danych. By opracować dokładną prognozę, trzeba dysponować danymi z radarów w czasie rzeczywistym. Każde pobranie co 20 minut jest płatne. Stawka wynosi 13 tysięcy złotych. Nikogo na to nie stać. Pewne możliwości daje ustawa o ponownym wykorzystaniu informacji sektora publicznego. Nadzieje wiążę też ze zmianami w prawie wodnym, które wejdą w życie w 2017 roku. Razem z dr Markiem Chabiorem ze Stowarzyszenia Klimatologów Polskich brałem udział w pracach komisji sejmowej. Zabiegaliśmy o to, by zyskać bezpłatny dostęp do danych meteorologicznych, m.in. z radarów.

Czytałam, że burza burzy nierówna.
- W zależności od powstawania, można wyróżnić burze frontalne oraz wewnątrzmasowe: termiczne i adwekcyjne. Pierwsze związane są najczęściej z chłodnym frontem, który szybko się przemieszcza. Są najsilniejsze i najbardziej gwałtowne. Burze termiczne pojawiają się latem. Słońce nagrzewa ziemię, powierzchnia oddaje ciepło do przypowierzchniowej warstwy powietrza, które się unosi. I tak dochodzi do wyładowań. Zazwyczaj są krótkotrwałe. Możemy też wyróżnić zwykłe komórki burzowe i superkomórki burzowe. To podział ze względu na prąd wstępujący. Te drugie są bardziej niebezpieczne. Mogą wystąpić intensywne opady, a nawet grad. Często towarzyszy temu silny wiatr.

Jaki typ burz dominuje na ziemi chrzanowskiej?
- Taki, jak w całej Polsce. To zwykłe komórki burzowe. Czasem dochodzi do nawałnic, jak 9 sierpnia. Jej skutki odczuła Trzebinia, Libiąż i Chrzanów. Powalone zostały drzewa, połamane konary. Doszło do powodzi błyskawicznych i lokalnych podtopień. W całym sezonie naliczyłem w powiecie chrzanowskim 27 burz. W ubiegłym roku było ich mniej, ale dwa lata temu więcej. Trudno przewidzieć, co się będzie działo w przyszłości. Mamy zbyt krótki okres badawczy. 10 lat obserwacji, by wyciągać daleko idące wnioski, to za mało.

Jak się zachować podczas burzy, by być bezpiecznym?
- Najlepiej zostać w domu. Przebywanie na zewnątrz wiąże się z ryzykiem porażenia piorunem. Należy pamiętać o tym, że nie wolno być najwyższym punktem w okolicy. Wyładowania atmosferyczne zazwyczaj szukają najkrótszej drogi pomiędzy chmurą a ziemią. Ludzie często chowają się przed deszczem pod drzewami. Tego też nie wolno robić. Drzewa ściągają pioruny. Nawet jeżeli nie zostaniemy porażeni, to może na nas spaść konar albo zostaniemy ranieni odłamkami. Jeżeli burza zaskoczy nas na otwartej przestrzeni, przykładowo - na łące, powinniśmy kucnąć i zbliżyć do siebie stopy. Nawet, gdy piorun trafi w ziemię niedaleko nas, to zniwelujemy skutek oddziaływania napięcia krokowego. Nie należy się też trzymać innych osób. Przy bardzo bliskim uderzeniu pioruna możemy zginąć razem z nimi. W domu zalecam wyłączenie wszystkich urządzeń elektrycznych, żeby nie uległy uszkodzeniu. Nagły duży przepływ prądu w sieci elektrycznej może wywołać pożar. Były już takie przypadki. W tym roku w Pile Kościeleckiej.

Największy mit dotyczący burzy?
- Nie wiem, skąd to się wzięło, że nie wolno rozmawiać przez telefon komórkowy, bo można na siebie ściągnąć pioruny. Kompletna bzdura. Można używać komórki. Powiedziałbym nawet, że włączony telefon może nam uratować w życie. Przypuśćmy, że jesteśmy w górach i kogoś porazi piorun. Trzeba szybko wezwać pomoc. Każda minuta się liczy, by uratować życie.

Jak blisko pana uderzył kiedykolwiek piorun? I czy jest jakaś burza, którą szczególnie pan pamięta?
- Wszystkie są w jakiś sposób wyjątkowe. W ubiegłym roku duże wrażenie zrobił na mnie lej kondensacyjny nad Libiążem. Wtedy nie było jednak burzy. Nie padało, a mimo to nagle zrobił się zalążek trąby powietrznej. W przypadku uderzenia pioruna, to najbliżej byłem jakieś 70 metrów. Ogromne natężenie dźwięku powoduje, że potem boli głowa. Można też zostać oślepionym.

Tropienie zjawisk atmosferycznych to na razie hobby. Chciałby się pan tym zająć zawodowo?
- To wyłącznie hobby i tak zostanie. Z zawodu jestem informatykiem. Planuję w tej dziedzinie karierę naukową. Właśnie rozpoczynam doktorat na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, będę też wykładał na Politechnice Krakowskiej. Wiele umiejętności, które zdobyłem, śledząc burze, na pewno mi się przyda.

Ta pana pasja jest bardzo niebezpieczna. Bliscy się nie boją? Nie próbowali namawiać, żeby pan zrezygnował?
- Dziadkowie się denerwują. Mają swoje przekonania. Rodzice kiedyś też byli zestresowani, ale zrozumieli, że po pierwsze bardzo to lubię, a po drugie trochę się na tym znam, więc nie stanie mi się krzywda. Nikt nigdy nie namawiał mnie, żebym zmienił hobby. Bliscy wiedzą, że to niemożliwe. Szanują to, co robię.

Przełom nr 42 (1266) 19 X 2016

Strona internetowa polskich łowców burz - KLIKNIJ

 

(Eliza Jarguz-Banasik)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

JerMihJerMih

0 0

Przełom chciwy jak Ferengi

18:04, 04.11.2016
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%