Jacek Stryczek. Ksiądz, który połączył biednych i bogatych - przelom.pl

Do poczytania

Zamknij

Jacek Stryczek. Ksiądz, który połączył biednych i bogatych

Marek Oratowski 09:56, 31.05.2016
Skomentuj Jacek Stryczek. Ksiądz, który połączył biednych i bogatych Ks. Jacek Stryczek

Jedni pod niebiosa chwalą go za pomoc bliźnim, inni nazywają Balcerowiczem w sutannie. Jedno jest pewne - pochodzący z Libiąża ksiądz Jacek Stryczek zasłynął m.in. z ustawienia konfesjonału pod Galerią Krakowską. To fascynująca osobowość. Twórca Szlachetnej Paczki, jednoczącej co roku milion Polaków, konsekwentnie powtarza, że najlepsza jest mądra pomoc.

Zamiast zostać górnikiem, jak wielu kolegów z Libiąża, podjął studia na AGH. W wieku 21 lat przeżył coś, co zmieniło jego życie. Dobrze pamięta, jak po złożeniu świadectwa o nawróceniu w libiąskim kościele jakaś dziewczyna podeszła i zapytała, czy nie pomógłby starszej kobiecie mieszkającej przy ulicy Grodzkiej w Krakowie.

Wypastował podłogę i napalił w piecu
Podjął wyzwanie. Okazało się, że to emerytowana scenografka teatralna. Miała problemy z kręgosłupem. Podczas pierwszej wizyty poprosiła, by wypastował jej podłogę i napalił w piecu. Po wyjściu z mieszkania poczuł przypływ szczęścia, jakiego wcześniej nie zaznał. Tak zrodziła się w nim chęć pomocy innym. Wyraźnie odczuł też inne powołanie. Wstąpił do seminarium duchownego i został kapłanem. W 2001 roku, razem ze swoimi studentami, wsparł przed świętami 30 rodzin mieszkających w rejonie krakowskiego Podgórza. Nie było biura, komputera ani telefonu. Tak zaczęła się Szlachetna Paczka.

- To, gdzie dzisiaj jesteśmy, oznacza, że dobrze posługujemy się zasadami wolnego rynku. Nasza akcja to setki ludzkich historii. Na przykład pewien chłopak zamarzył, żeby dostać pojazd strażacki. Przywieźli mu go swoim samochodem prawdziwi strażacy. Albo kobieta dostała cztery krzesła, stół i szafę. Meble pomogli je skręcać wolontariusze. Powiedziała im: "Teraz wreszcie mogę do siebie zaprosić koleżanki". Ideą Paczki jest to, że to nie my, ale darczyńcy pomagają ubogim. I tak sobie wymyśliłem, że powinni nimi być osoby, które odniosły sukces i dobrze zarabiają, ale mają mało czasu. Musieliśmy tylko dać im się zaangażować. Wtedy okazało się, że wiele osób, jak Anna Mucha i Szymon Majewski, robiło wcześniej paczkę. Tym ludziom, jak choćby siostrom Radwańskim, przygotowanie prezentów sprawia autentyczną radość. Przez przyciągnięcie znanych sportowców zamierzaliśmy pokazać, że bieda to, jak w sporcie, walka o zwycięstwo. Są porażki, ale trzeba walczyć o wygraną - przekonuje duszpasterz małopolskiego wolontariatu.

Na początku nie było tak różowo
Dziś Szlachetna Paczka jednoczy prawie milion Polaków. Wartość przekazanej pomocy przekracza rocznie 40 milionów.

- W pierwszym roku, jak zrobiliśmy ludziom paczki, to po kolędzie w swojej parafii szedłem jak król. Wszyscy otwierali drzwi, uśmiechali się. Potem zaczęliśmy przed okazaniem pomocy stawiać wymagania, by sami zaczęli wychodzić z biedy. Dlatego jednego razu idę w procesji, a jakaś kobieta w kościele na cały głos zwraca się do mnie z wyrzutem: "Ksiądz nie dał mi paczki". I niektórzy ludzie zmienili nastawienie. Nie było już tak miło. Po pewnym czasie w końcu zrozumieli, że muszą także dać coś od siebie - opowiada prezes Stowarzyszenia Wiosna.

Jest dyslektykiem i dysgrafikiem. Jako dziecko słyszał, że popełnia za dużo błędów. Chcąc sobie jakoś poradzić, zaczął się uczyć słownika ortograficznego na pamięć. Choćby dlatego nie zapomniał o najmłodszych, mających trudny start. Utworzył Akademię Przyszłości, siostrzany projekt Szlachetnej Paczki. Dzięki wolontariuszom i darczyńcom najmłodsi wyprowadzani są z błędnego przeświadczenia, że do niczego się nie nadają.

Rozdawał chleb posypany popiołem
Lubi happeningi. Wie, że taka forma przekazu zwraca najlepiej uwagę na sprawy, jakie uważa za naprawdę ważne. Kilka dni przed Bożym Narodzeniem usiadł w konfesjonale ustawionym przed Galerią Krakowską. Tłumaczył, że ratuje "prawdziwego ducha świąt", ginącego w ogólnym zabieganiu. W Środę Popielcową na skrzyżowaniu Grodzkiej i placu Dominikańskiego razem z młodymi ludźmi rozdawał do zjedzenia suchy chleb posypany popiołem. Każdy, kto zdecydował się go skonsumować, dostawał balon z napisem "Postna lekkość bytu" i postanowieniem wielkopostnym. Przed Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie postawił buty z górskiej wyprawy (wszedł m.in. na Elbrus i Mont Blanc), w których zapalił świeczki. Wszystko po to, by ludzie zobaczyli siebie w innym świetle.

Siedział w nim katomarksizm
Napisał książkę "Pieniądze w świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu". O swoim podejściu do mamony opowiadał też w Chrzanowie, w wypełnionej po brzegi sali.

- Przez lata czułem pogardę do pieniędzy. Nie wiedziałem, skąd się to bierze. W końcu odkryłem przyczynę i nazwałem ją katomarksizmem. Polegał na tym, że ludzie rano szli do kościoła i słyszeli: idź, sprzedaj wszystko, co posiadasz. A potem musieli iść na zebranie partyjne, gdzie dowiadywali się, że ci, którzy wiele mają, są źli. To nieprawda, że od Jezusa wzięliśmy miłość do biednych, a od Marksa nienawiść do bogatych. Ewangelia tak nie naucza. Najlepszą odpowiedzią na biedę nie powinno być to, że wszyscy stają się ubodzy, ale że jak najwięcej ludzi jest milionerami - tłumaczy.

Choćby dlatego bierze w obronę przedsiębiorców. Sam określa siebie jako "przedsiębiorcę społecznego", bo zatrudnia w stowarzyszeniu wiele osób, ale nie dostaje z tego tytułu wynagrodzenia.

Jego podejście do pieniędzy i szerzej - ekonomii nie wszystkim się podoba. Niektórzy nazywają go "Balcerowiczem w sutannie". Byli i tacy, którzy poskarżyli się na niego do inspektoratu pracy, a nawet do papieża Franciszka, gdy przyznał, że umowy "śmieciowe" nie są takie złe, skoro dopuszczają je przepisy.

Nie tylko przy okazji świąt odwiedza rodzinny Libiąż. W końcu to tutaj wszystko się zaczęło.

*****
Ks. Jacek Stryczek urodził się w 1963 r. w Libiążu. Ukończył wibroakustykę na Wydziale Maszyn Górniczych i Hutniczych AGH. Potem studiował na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Po święceniach kapłańskich od połowy lat dziewięćdziesiątych posługuje w środowisku studentów. Najpierw pracował w Kolegiacie św. Anny, potem został duszpasterzem akademickim Collegium Medicum UJ. Od 2007 roku jest duszpasterzem ludzi biznesu oraz wolontariatu w Małopolsce. Obecnie związany z parafią św. Józefa na krakowskim Podgórzu. Prezes Stowarzyszenia Wiosna, członek Małopolskiej Rady Pożytku Publicznego i Małopolskiej Rady NFZ. Jest także felietonistą. Laureat Nagrody Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta w kategorii działalność społeczna oraz Nagrody im. Władysława Stasiaka, przyznawanej przez Najwyższą Izbę Kontroli. Otrzymał tytuł Gentlemana Roku 2014. Według rankingu magazynu ,,Champion" jest jedną ze 100 najbardziej wpływowych osób w polskim sporcie.
Przełom nr 6 (1230) 10 II 2016

 

(Marek Oratowski)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%